Narkotyk, doping, stymulator...? Magia Muzyki
598 segments
na i graszki. Nie pomaga przetrwać, nie
zapewnia schronienia, nie daje
pożywienia. Co najwyżej informuje
drapieżnika, gdzie warto zajrzeć.
Tymczasem każda kultura na świecie ją
tworzy i większość mózgów reaguje na nią
w ten sam bardzo podobny sposób. Mówimy,
że muzyka porusza serca. To nie do końca
prawda, bo tak naprawdę porusza
znacznie, znacznie więcej.
Przeprowadzono naprawdę dziwne
eksperymenty. Wykazano, że poprawia
wyniki w sporcie, że sprzedaje nam
droższe wino. Czasem próbowano jej
zakazywać jako dopingu technologicznego.
Puszczano ją rośliną, grzybom, nawet
bakteriom i za każdym razem
dowiadywaliśmy się czegoś zaskakującego.
Więc co tak naprawdę robi z nami muzyka?
Ja się nazywam Karol Bielski. To jest
odwrócona lekcja. Zaczynamy rozdział
pierwszy. Czy kiedyś zastanawialiście
się, dlaczego wojskowa musztra
przetrwała wieki? Mimo że na nowoczesnym
polu bitwy chodzenie równym krokiem no
nie ma żadnego znaczenia taktycznego.
Albo dlaczego wspólne skandowanie na
stadionie sprawia, że robi to takie
wrażenie i zostaje w pamięci na bardzo
długo? Odpowiedź kryje się w jednym
słowie: rytm. Bo rytm robi dziwne
rzeczy, silnie łączy ludzi i są na to
papiery. Mózg dostraja się do rytmu, a
gdy inni robią to samo, stajemy się
wspólnotą. W 2009 roku badacze Hof i
Rizen przeprowadzili genialny swojej
prostocie eksperyment. Posadzili
naprzeciwko siebie dwie osoby, które
miały stukać palcami w blat. Jedna grupa
stukała w tym samym rytmie, druga
zupełnie innym. Wynik: Ci, którzy
nadawali na tych samych falach,
deklarowali później po teście znacznie
większą sympatię i zaufanie do partnera.
Ich mózgi uznawały, on porusza się tak
jak ja, więc jest częścią mojego stada.
Ale idźmy głębiej. Słynny psycholog
ewolucyjny profesor Robin Dunbar z
Oxfordu udowodnił, że wspólny rytm, czy
to w tańcu, czy w chórze, może uwalniać
potężne dawki endorfin. Danbar badał też
wioślarzy i odkrył, że ci, którzy
wiosłują w idealnej synchronizacji mają
znacznie wyższy próg bólu niż ci, którzy
ćwiczą samotnie na ergometrach w tym
samym obciążeniu. Rytm sprawia, że grupa
staje się odporniejsza, silniejsza i
gotowa do poświęceń. Dzieci, które
wspólnie śpiewały i maszerowały w rytm
bębenka, były trzy razy bardziej skłonne
do bezinteresownej pomocy rówieśnikom,
niż dzieci, które robiły to samo, ale
bez wspólnego tempa. Rytm dosłownie
osłabia poczucie ja, wzmacniając
jednocześnie tryb my, a cóż jest
potężniejszym nośnikiem rytmu niż
muzyka? Zresztą kontekst odbioru muzyki
też jest ważny. Słuchawki, koncert, a
może nawet samochód stojąc w korku. Żeby
się cieszyć przyjemnymi dźwiękami, warto
byłoby mieć pewność, że auto, które
właśnie kupiliśmy było sprawdzone. Tak
to jest chwila dla partnera odcinka. Ten
film jest sponsorowany przez Car
Vertical. To usługa, która pozwala
sprawdzić historię pojazdu w ponad 30
krajach, korzystając z ponad 900 źródeł
danych. Zobaczcie to auto. Tu się
wyklepie, tu pomaluje i na sprzedaż. A
może licznik cofnięty? A może sprzedawca
nie jest prawowitym właścicielem? A ty
właśnie wchodzisz na minę. Wydając
ciężko zarobione pieniądze, dobrze jest
mieć poczucie, że solidnie sprawdziliśmy
auto, które będzie wozić naszą rodzinę.
Wielu wat nie widać na pierwszy rzut
oka. Dzięki Car Vertical możesz poznać
prawdziwą historię auta, wynegocjować
lepszą cenę albo po prostu uniknąć
zakupu skarbonki na kołach. Jeśli
zamówisz raport, a nie będzie zawierał
danych takich jak przebieg czy szkody,
nie martw się, dostaniesz automatycznie
nowy raport do wykorzystania. Link
znajdziesz w opisie, a używając kodu
OL30 dostaniesz 30% zniżki. Nie kupujota
w worku. A teraz wracamy do materiału.
Muzyka wydaje się rodzajem sztuki, który
aktywuje najwięcej obszarów mózgu na
raz. Jej odbiór jest, wybaczcie to
stwierdzenie, całomózgowy. Aktywacja
kory słuchowej to nie jest zaskoczenie,
ale kory przedczołowej, gdzie
analizujemy strukturę i przewidujemy, co
w utworze wydarzy się za chwilę. Ciało
migdałowate, odpowiedzialne za emocje,
czasem zresztą naprawdę silne i cała
sieć układu nagrody z wydzielaniem
dopaminy na czele. Do tego obszary
odpowiedzialne za ruch. Słowem, dużo się
dzieje w naszych głowach, gdy słuchamy
czegoś przyjemnego. Mamy więc rytm
spajający stado i sztukę, która działa
wielopłaszczyznowo na nasze ośrodkowe
układy nerwowe. Już same te dwa fakty
mogą zamykać temat, ale jest tego dużo
więcej. Rozdział drugi. Legalny doping w
sporcie. Głównym nazwiskiem, które
musimy znać w tym temacie jest profesor
Costas Caragorgis z Brunell University w
Londynie. To człowiek, który poświęcił
20 lat na badanie muzyki w sporcie i
nazywa ją legalnym narkotykiem dla
sportowców. Caragorgis przeprowadził
eksperyment, w którym badani mieli
biegać na bieżni do całkowitego
wyczerpania. Po prostu mieli biec do
upadłego. Badacze nie nie brali
zawodowych maratończyków. Ich organizmy
są zbyt odporne na ból i zbyt dobrze
wytrenowane, by muzyka robiła aż taką
różnicę. Wybrano 20 ochotników,
studentów, którzy uprawiali sport raczej
rekreacyjnie. Chodziło o ludzi, którzy
zmęczą się relatywnie szybko, co pozwoli
łatwiej zaobserwować moment, w którym
muzyka zacznie działać jak tarcza przed
bólem. Aby mieć pewność, że to dźwięk, a
nie inne bodźce, zastosowano kilka
rygorystycznych zasad. Warunki były
bardzo kontrolowane. Bieżnia w
zamkniętym laboratorium, stała
temperatura, stała wilgotność, brak
widoków za oknem, które mogłyby
rozpraszać, brak informacji zwrotnej.
Nie mieli żadnego zegarka ani dystansu
na bieżni. Nie wiedzieli jak długo
biegną. Mieli biec do upadłego albo do
odmowy kontynuacji badania. To kluczowe,
bo gdyby widzieli zegar, mogliby się
motywować cyferkami, a nie muzyką. Każdy
uczestnik biegł trzy razy w odstępach
kilku dni. Raz z muzyką motywującą,
odpowiednio dobrane BPM i tekst. Raz z
muzyką neutralną, rytmiczną, ale nie
nudną. Raz w ciszy, Grupa. Dzięki temu
każdy był punktem odniesienia dla samego
siebie. To wykluczało błąd polegającym
na tym, że jedna grupa jest po prostu
sprawniejsza czy silniejsza od tej
drugiej. A sam dobór muzyki to nie był
przypadek. Caragorgis nie pozwolił
badanym przynieść własnych playlist, bo
sentymenty do piosenek to kolejny
zmienny czynnik, tym razem emocjonalny.
użyli autorskiego narzędzia BMRI,
Brunell Music Rating Inventory. Muzyka
była dobrana tak, by jej tempo, to BPM,
idealnie odpowiadało 75%
maksymalnego tętna badanych. Wcześniej
to sprawdzono. Chodziło o to, by rytm
muzyki i rytm ciała weszły w rezonans.
Taka synchronizacja słuchowo-motoryczna.
A co mierzono? Poziom mleczanu we krwi.
To fizyczny dowód zmęczenia mięśni. VO2
max, czyli pobór tlenu i RPE, taka skala
odczuwanego wysiłku Borga. Gdybyście
mieli strzelać, to jak sądzicie, muzyka
pomagała, podnosiła wyniki sportowców?
Tak. I to całkiem wysoko, średnio o 15%.
A to bardzo dobry wynik. W innych
badaniach wychodziło od 10 do 12, 15,
ale jak by nie patrzeć poprawia wyniki.
Ale co dociekliwsi z was, w zasadzie
wszyscy moi widzowie zadają sobie pewnie
pytanie: "No ale dlaczego? Co konkretnie
się dzieje w organizmach zwykłych ludzi
podczas słuchania muzyki, że zauważalnie
poprawia wyniki sportowe. Po pierwsze,
zagłuszanie sygnałów bólowych. Nasze
nerwy mają ograniczoną przepustowość. To
tak zwana teoria bramkowania bólu. Kiedy
ćwiczysz, mięśnie wysyłają sygnały: kwas
mlekowy, ból, stop. Muzyka angażując
ogromne obszary kory słuchowe i układu
limbicznego jakby zajmuje te same łącza.
Muzyka w odpowiednim tempie może
zredukować odczuwanie bólu. To sprawia,
że docierasz do swojej granicy nieco
później. Po drugie, znowu rytm. Badania
wykazały, że rowerzyści słuchający
rytmicznej muzyki zużywali o 7% mniej
tlenu przy tym samym obciążeniu niż ci,
którzy jechali bez niej. Rytm narzuca
ciału regularność. Kiedy ruch jest
przewidywalny i zsynchronizowany,
eliminuje zbędne chaotyczne napięcia.
stajesz się maszyną działającą w
idealnym, wybaczcie, anglicyzm, timingu.
Z tego powodu doszło nawet do bardzo
ciekawej sytuacji, wręcz absurdalnej. W
2007 roku USA Truck and Field USATF
wprowadziło całkowity zakaz używania
urządzeń do odtwarzania muzyki we
wszystkich biegach sankcjonowanych przez
te federację. Powód oficjalny to było
bezpieczeństwo, że biegacze muszą
słyszeć polecenia sędziów czy otoczenia.
Ale był też drugi powód podnoszony przez
ekspertów właśnie ta nieuczciwa
przewaga. Obawiano się, że muzyka działa
jak zewnętrzny stymulator, co pomaga
biegaczom utrzymać rytm, którego nie
byliby w stanie zachować o własnych
siłach. Podczas maratonu w Marine Corps
w 2007 zdyskwalifikowano dziesiątki osób
za samo posiadanie słuchawek. Ludzie
byli wściekli. Doszło do absurdalnych
sytuacji, gdzie amatorzy biegnący w
środku stawki byli usuwani z trasy, bo
słuchali piosenek. Zakaz był tak super
niepopularny, że USATF musiało go
złagodzić w 2008, a potem jeszcze
bardziej w dziewiątym. Rozdział trzeci.
Nagroda. Skoro ustaliliśmy, że muzyka
modyfikuje wydolność organizmu, musimy
odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie.
Dlaczego mózg w ogóle decyduje się na
taką intensywną styulację? Odpowiedź
oczywiście, że leży w układzie nagrody i
systemie dopaminergicznym. Badania
przeprowadzone przez doktor Valery Salim
Pur z McGill University za pomocą
funkcjonalnego rezonansu magnetycznego
oraz tomografii PET wykazały, że
słuchanie muzyki wywołuje wyrzut
dopaminy w dwóch kluczowych obszarach.
Jądrze ogoniastym i jądrze półleżącym.
Cały proces to w sumie dwie fazy. Faza
oczekiwania i faza konsumpcji. Najpierw
dopamina zaczyna być wydzielana w jądrze
ogoniastym na kilka, a nawet kilkanaście
sekund przed kulminacyjnym momentem
utworu. Mózg analizuje strukturę
muzyczną i przewiduje nadchodzące
rozwiązania, a potem faza konsumpcji. W
momencie wystąpienia oczekiwanego
bodźca, wejścia refrenu albo jakiejś
zmiany tonacji albo jakiegoś ważnego
momentu w utworze, dopamina uwalnia się
w jądrze półleżącym. To ten moment,
który badanie opisują jako odczuwanie
dreszczy. Pewnie wszyscy to dobrze
znacie, ja to bardzo lubię. Mózg
traktuje muzykę jako ciąg danych, które
próbuje uporządkować. Ważnym terminem
jest tu błąd przewidywania nagrody.
Jeśli muzyka jest zbyt przewidywalna, na
przykład proste piosenki dziecięce,
układ nagrody nie jest stymulowany,
ponieważ mózg nie wkłada wysiłku w
analizę. Z kolei muzyka o wysokim
stopniu entropii, na przykład taki
atonalny jazz, gdzie przewidzenie
kolejnego dźwięku jest wręcz niemożliwe.
Często wywołuje to irytację.
Najsilniejsza reakcja zachodzi w tak
zwanym złotym środku. Chodzi o złoty
środek złożoności utworu. Mózg preferuje
takie piosenki, które oferują znany
schemat, ale go czasem przełamują. Na
przykład synkopy czy nieoczekiwane
przejścia harmoniczne, zmiany wysokości,
tak zwana dynamika dźwięku. Każde
skuteczne odgadnięcie intencji
kompozytora jest nagradzane
biochemicznie. Zjawisko gęsiej skórki
podczas słuchania muzyki dotyczy tak
mniej więcej około połowy z nas. Z
punktu widzenia fizjologii jest to
reakcja układu współczulnego. Nagła
zmiana w muzyce, na przykład nagłe
zwiększenie głośności jest
interpretowane przez ciało migdałowate
jako sygnał alarmowy. Jednak milisekundy
później kora przedczołowa klasyfikuje
ten bodziec jako bezpieczny i nawet
estetyczny. I ten przeskok od reakcji
stresowej, tej niepewności do ulgi i
nagrody skutkuje wyrzutem dopaminy,
który fizycznie odczuwamy na skórze.
Wnioski są jednoznaczne. Muzyka jakby
hakowała te same ścieżki neuronalne,
które wyewoluowały, by nagradzać nas za
zdobywanie pożywienia czy za
reprodukcję. Różnica polega na tym, że w
przypadku muzyki nagrodą jest sama
struktura informacyjna. Rozdział
czwarty. Muzyka, a pamięć i tożsamość.
to co muzyka robi z naszą pamięcią
wykracza poza zwykłe przypomnienie sobie
jakiejś tam piosenki sprzed lat.
Naukowcy używają tu terminu m e a m
memoked
autobiographical
autobiographic autobiographical
autobiographical
music evoked autobiographical memories
to zjawisko, w którym dźwięk działa jak
wyzwalacz chemiczny przywołujący nie
tylko obrazy z przeszłości ale też
kompletny stan emocjonalny w jakim
wówczas tam dawno temu byliśmy. Ważnym
obszarem jest tutaj przyśrodkowa kora
przedczołowa. Badania doktora Petera
Janty z University of California
wykazały, że ten rejon mózgu służy jako
węzeł łączący muzykę, pamięć i emocje.
Co fascynujące, ta część jest jednym z
ostatnich obszarów mózgu, który ulega
atrofii w wyniku starzenia czy chorób
takich jak Alzheimer. Dlatego muzyka
potrafi otworzyć drzwi, do których
klucze dawno zaginęły. Istnieją
dziesiątki udokumentowanych przypadków
pacjentów w zaawansowanym stadium
demencji, którzy nie rozpoznają swoich
dzieci, ale po usłyszeniu utworu z
młodości odzyskują jasność umysłu,
śpiewają teksty, przywołują detale ze
swojego życia z tamtych czasów. Muzyka
staje się jakby takim zewnętrznym
rusztowaniem dla tożsamości. Istnieje
bardzo konkretne okno czasowe, w którym
muzyka zapisuje się w nas najmocniej.
Analizy danych serwisów streamingowych
oraz badania psychologów wskazują, że
fundament naszej tożsamości muzycznej
powstaje między 12 a 22 rokiem życia.
Dlaczego akurat wtedy? To okres
największej neuroplastyczności i
najwyższej czułości układu nagrody na
dopaminę. Wszystko, czego wtedy
słuchamy, zostaje trwale jakby wypalone
w strukturach neuronalnych. Mózg uznaje
te utwory za część definicji ja. Dlatego
po 30est rzadziej szukamy nowej muzyki.
Ja to bardzo dobrze znam. A wracamy do
tego, co kształtowało nas w liceum czy
na studiach. To nie jest tylko
sentyment, fizjologia. Dopiero robiąc
research do tego odcinka, uświadomiłem
sobie skąd u mnie półka z takimi bardzo
różnymi płytami, roboczo nazywana
klasyczki. Tam mam rocka z lat 70, disco
z 80, pop z 90. Ten dziwaczny miszmasz
nigdy mnie w sumie nie dziwił. To jakoś
tak naturalnie pasowało, bo to wszystkie
są ważne utwory słuchane przeze mnie we
wczesnej młodości. Tak sobie myślę na
koniec tego rozdziału, że muszę się
porządnie wziąć za edukację muzyczną
moich dzieci, by wypalić w ich mózgach
same najlepsze utwory. Choć z drugiej
strony to bardzo dziaderskie. Może niech
same szukają. Rozdział piąty.
Manipulacje. W 1999
psycholog Adrian North przeprowadził w
brytyjskim supermarkecie badania, które
stały się absolutnym klasykiem. Przez
dwa tygodnie na stoisku z winami
puszczano na zmianę muzykę francuską,
jakiś taki akordeon i niemiecką muzykę
biesiadną. Wynik: gdy leciała francuska,
klienci kupowali 77%
więcej win z Francji. Gdy leciały
niemieckie rytmy, sprzedaż win z tego
kraju wzrosła aż trzykrotnie. No i co w
tym dziwnego? Kiedy pytano klientów przy
kasie, czy muzyka wpływała na ich
wybory, wszyscy, niemal wszyscy
zaprzeczali. Mózg podświadomie to robił.
Dopasowywał produkt do kontekstu
kulturowego, który generował dźwięk,
omijając oczywiście racjonalne filtry
czołowe. Działanie muzyki wchodzi nawet
w sferę doboru partnera. Badania doktora
Benamina Chartona z University of Viena
wykazały, że kobiety w fazie płodnej
cyklu oceniają twarze mężczyzn jako
bardziej atrakcyjne, gdy w tle leci
złożona i dynamiczna muzyka. Z punktu
widzenia ewolucji zdolność do tworzenia
skomplikowanych rytmów i melodii była
dla naszych przodków sygnałem wysokiej
sprawności poznawczej, a wobec tego
genetycznej. Muzyka może być, może to
jest hipoteza, może być naszym pawim
ogonem, ewolucyjną wizytówką, która
podbija naszą wartość w oczach
potencjalnych partnerów. Restauracje
typu fastfood nie bez powodu puszczają
muzykę o wysokim BPM powyżej 120 czy 130
uderzeń na minutę. Szybka muzyka
sprawia, że przeżwasz szybciej i
zwiększa się rotacja klientów,
zwiększają się wyniki finansowe. Z kolei
drogie restauracje puszczają muzykę
klasyczną, powolny jazzik. Badania
wykazują, że przy takiej muzyce ludzie
zamawiają droższe wina i przystawki
podświadomie czujemy, że jesteśmy w
miejscu premium, więc nasze portfele
otwierają się szerzej. Rozdział szósty.
Robaki w uszach. Na pewno się wam
zdarzyło, że jedna fraza czy jedna
piosenka, której nawet nie musicie
lubić, zapętla się w waszej głowie na
kilkanaście godzin. Nauka nazywa to
Inme, involuntary musical imagery, ale
potocznie mówi się o robakach usznych,
czyli earwms. Z perspektywy
neurobiologii to fascynujący dowód na
to, że muzyka potrafi przejąć kontrolę
nad naszymi procesami poznawczymi bez
naszej zgody, a czasami przy naszym
zdecydowanym sprzeciwie. Doktor Kelly
Jakubowski z Daram University wskazuje,
że za robaki uszne odpowiada nasza
pamięć operacyjna, a konkretnie tak
zwana pętla fonologiczna. To krótki
obieg w mózgu, który służy nam do
zapamiętywania numerów telefonów czy
powtarzania słów w myślach. Muzyka ze
względu na swoją rytmiczną i powtarzalną
strukturę idealnie pasuje do tego
mechanizmu. Mózg wpada w pętlę, zaczyna
odtwarzać fragment utworu, a ponieważ
muzyka opiera się na przewidywalnych
kolejnych dźwiękach, zakończenie jednej
fazy wyzwala początek następnej. Jeśli
nie domkniemy utworu w głowie, system
operacyjny będzie go restartował w
nieskończoność. Naukowcy przeanalizowali
tysiące piosenek, by sprawdzić, co czyni
utwór zakaźnym. Badanie opublikowane w
magazynie Psychology of Aesthetics
Creativity and Arts wyróżniło trzy
cechy. Tempo. Robaki uczne są zazwyczaj
szybsze niż przeciętna piosenka. Proste,
ale nietypowe. Musi być wystarczająco
łatwa do zapamiętania, ale zawierać co
najmniej jeden dziwny interwał lub jakiś
skok. To przyciągnie uwagę mózgu.
Potrzebujemy jakiegoś haczyka i
powtarzalność. Im więcej powtórzeń w tym
samym utworze, tym większa szansa na
zainfekowanie naszej pętli
fonologicznej. Ale da się zhakować
hakującego nas robaka. Skoro to błąd, to
czy da się go naprawić? Naukowcy z
Reading odkryli prostą metodę. Nie
uwierzycie, rzucie gumy. Dlaczego to
działa? Ponieważ ruchy żuchwy angażują
te same obszary kory motorycznej, które
są potrzebne do wewnętrznego śpiewania.
Kiedy żujesz gumę, wysyłasz do mózgu
sygnały motoryczne, które zakłócają
pracę pętli fonologicznej. To tak jakbyś
zajmował linię telefoniczną, przez którą
robak uszny próbuje przesyłać dane. Jest
jeszcze inny sposób. To rozwiązywanie
jakiejś zagadki logicznej lub
przeczytanie czegoś angażującego, a może
obejrzenie jakiegoś ciekawego filmu na
YouTube proponuje pewien kanał Odwrócona
Lekcja. Musisz po prostu przekierować
zasoby pamięci operacyjnej na jakiś inny
angażujący proces. Rozdział szósty.
Życie wibracji. Skoro muzyka potrafi
zmusić człowieka do wysiłku, przejąć
kontrolę nad pamięcią, musimy sobie
zadać jeszcze jedno pytanie. Czy wpływ
dźwięku kończy się tam, gdzie kończą się
układy nerwowe? Bo dane z zakresu
biologii molekularnej sugerują, że nie
do końca. Muzyka na najbardziej
podstawowym poziomie to po prostu fala
mechaniczna, która oddziałuje na
materię, nawet te materię, żywą materię,
która nie posiada uszu. Pamiętacie takie
stare eksperymenty? Kiedyś jeszcze w
szortach o tym mówiłem z lat 70, gdzie
puszczano roślinom Mozarta i heavy
metal. Wtedy traktowano to jako
ciekawostkę, ale dziś mamy twarde
dowody. Rośliny oczywiście, że nie mają
gustu muzycznego, ale posiadają
mechanoreceptory, takie białka w błonach
komórkowych, które działają na jak czuj
takie miniaturowe czujniki nacisku.
Badania przeprowadzone na University of
Missouri wykazały, że rzotkiewik
pospolity potrafi zidentyfikować
konkretne wibracje akustyczne. Gdy
roślinę puszczano nagrania gąsienicy
gryzącej liście, zaczynała produkować
więcej chemicznych substancji obronnych.
Ale gdy puszczano jej muzykę o stałej,
łagodnej częstotliwości, jej aparaty
szparkowe otwierały się szerzej,
przyspieszając fotosyntezę. Muzyka
klasyczna nie nie uspokajała roślinom,
może trochę, ale ona mechanicznie
stymulowała jej metabolizm. No są
jeszcze bakterie. Jeszcze głębiej zeszli
naukowcy właśnie od mikroorganizmu. W
badaniach opublikowanych w Journal of
Biotechnology udowodniono, że ekspozycja
kultur bakteryjnych Esherichia Coli na
dźwięki o częstotliwości około 1 kHz
może przyspieszyć ich wzrost i wydajność
całej kolonii. Jak to możliwe? Bakteria
nie ma mózgu. Fala dźwiękowa powoduje
mikrowibrację wcieczy, w której ta
bakteria żyje. To fizycznie miesza
warstwę graniczną wokół komórki,
ułatwiając transport składników
odżywczych do środka i szybsze usuwanie
produktów przemiany materii,
metabolitów. Dla bakterii heavy metal to
nie hałas, to turbooładowanie systemu
transportowego. Muzyka to uporządkowana
forma energii mechanicznej. U ludzi ta
energia jest filtrowana przez układ
limbiczny, przez korę przedczołową i
wszystko to zamienia się w emocje. U
roślin i bakterii ta sama energia działa
bezpośrednio na strukturę komórkową,
modyfikując ich fizjologię. To dowodzi,
że rytm i częstotliwość są uniwersalnym
kodem, który porządkuje chaos materii
ożywionej. No i oczywiście nasuwa się
pytanie, tego nie zbadano, albo
przynajmniej ja nie znalazłem, czy
działa to też na nasz poziom komórkowy,
czyli czy muzyka oprócz tego, że działa
na naszą głowę, że wzbudza emocje, czy
również gdzieś tam pomaga naszemu
metabolizmowi komórkowemu? To jest
bardzo ciekawe pytanie. Podsumujmy. Ktoś
z was napisał mi kiedyś, że podsumujmy
to najsłabsza część każdego mojego
filmu. Ja się będę upierał. Muzyka spaja
społeczności, poprawia wydolność o około
15%. zabiera nas w przeszłość lepiej niż
zdjęcia. Sprzedaje nam droższe wina i
wpływa na to, kogo uznajemy za
atrakcyjnego. Muzyka jest sztuką
całomózgową, aktywuje mnóstwo obszarów
mózgu, ale jest też pewien problem, bo
choć ewolucja dała nam ten niesamowity
instrument do synchronizacji, to
technologia współczesna muzyka zaczęła
go nadużywać, a nawet zabierać.
Słyszeliście o Loudness Wars wojnach na
głośność? Od lat 90 producenci muzyczni
ścigają się by ich utwory brzmiały
głośniej, głośniej niż konkurencja.
Robią to za pomocą agresywnej kompresji
dynamiki. Efekt muzyka traci głębie. Te
wszystkie niuanse w ten fragment jest
głośniej, ten fragment jest ciszej.
Tutaj głośniej wchodził jakiś element
perkusyjny, a tutaj słychać lepiej bas.
Teraz już coraz mniej tego. Prawie tego
nie ma. Muzyka stała się trochę płaska i
jednostajna. Nasz mózg zamiast
dopaminowej nagrody za odgadywanie
struktur dostaje jednostajny łomot. A
wiecie kiedy tworzono najlepszą muzykę?
Ja wiem i to z najlepszych źródeł. Otóż
wtedy, gdy ja miałem 12 lat. Dziękuję za
to, że byliście ze mną, za najwyższy
dowód uznania dla mojej pracy. A więc
pozostanie ze mną do końca. Życzę wam
wspaniałych odkryć muzycznych. Dobrego
dnia i cóż do następnego razu.
Ask follow-up questions or revisit key timestamps.
Film ten zgłębia fascynujące związki między muzyką a ludzkim mózgiem i zachowaniem. Analizuje, jak rytm spaja ludzi, poprawia wyniki sportowe poprzez zwiększenie wydolności i zmniejszenie odczuwania bólu, a także jak muzyka aktywuje system nagrody w mózgu, prowadząc do uwalniania dopaminy. Omawia również rolę muzyki w kształtowaniu pamięci autobiograficznej i tożsamości, szczególnie w okresie między 12 a 22 rokiem życia. Wpływ muzyki na nasze decyzje, od zakupów po dobór partnera, jest przedstawiony jako potężne, choć często nieświadome narzędzie manipulacji. Na koniec analizuje zjawisko "robaków usznych" i sugeruje, że nawet na poziomie komórkowym, czysta energia fal dźwiękowych może wpływać na organizmy żywe, od roślin po bakterie. Wskazuje jednak na negatywny wpływ współczesnej technologii, która poprzez "wojny na głośność" zubaża muzykę i osłabia jej oddziaływanie.
Videos recently processed by our community