Operacja Azorian - Najbardziej niesamowita DEZINFORMACJA w historii
432 segments
Gdy znika podwodny okręt z głowicami
nuklearnymi, robi się poważnie. Gdy
niejasności piętrzą się, a wywiad sieje
dezinformację, nie wiadomo już, co jest
prawdą, a co teorią spiskową. Dodajmy do
tego sfingowane konferencje naukowe,
fałszywe badania i wszystko po to, by
zmylić KGB. To przy okazji tej historii
po raz pierwszy użyto frazy: "Nie
potwierdzam, nie zaprzeczam". Dziś
opowieść naukowo-sziegowska. Ja się
nazywam Karol Bielski. To jest odwrócona
lekcja. Zaczynamy. Rozdział pierwszy.
Ślepy i głuchy ocean.
Luty 1968
roku. Pietro Pawłowsk na Kamczatce.
Bardzo zimne miejsce w porcie z powitym
gęstą mgłą i zapachem oleju napędowego
cumuje K129.
Weteran, staruszek, można by rzec. Okręt
podwodny klasy Golf 2. Ponad 100 m stali
napędzanej trzema potężnymi silnikami
diesla niosącej w swoim wnętrzu rakiety
balistyczne R21. Każda z nich ma siłę 60
razy większą niż bomba zrzucona na
Hiroszimę. Atmosfera na pokładzie gęsta.
Załoga kapitana Władimira Kopzara
dopiero co wróciła z patrolu. Są
wyczerpani, niedospani i chciała wciąż
pamiętają rytm oceanu. Jednak rozkaz to
rozkaz. Natychmiastowe wyjście w morze.
Oficjalnie rutynowe ćwiczenia,
nieoficjalnie coś jest nie tak. W
ostatniej chwili na pokład wchodzi grupa
specjalistów, których nazwisk nie ma na
listach załogi. Marynarze odprowadzają
ich nieufnym spojrzeniem. 24 lutego cumy
zostają rzucone. K129 zanurza się w
lodowatych wodach Pacyfiku, a nad nim
zamyka się lustro wody. Dodajmy,
oficjalne źródła nie potwierdzają
obecności kogoś obcego na pokładzie.
Opieramy się na anonimowych źródłach.
Tego typu okręt musiał co kilkanaście
godzin podchodzić pod samą powierzchnię.
Co gorsza, musiał tam zostać dosyć
długo. Chodziło o ładowanie akumulatorów
i wymianę informacji z dowództwem. To
był najniebezpieczniejszy moment. Okręt
był wtedy głośny, powolny i podatny na
kaprysy morza. No i przede wszystkim
łatwy do wykrycia. 8 marca 1968
roku radzieckie dowództwo czekało na
zakodowany sygnał kontrolny. Cisza.
Mijają godziny, mijają dni. Pacyfik jest
ogromny, przerażająco pusty. W Moskwie
panika. K129
zniknął. Związek Radziecki rozpoczyna
jedną z największych, nie znalazłem
większej, wydaje się, że największą
operację ratunkową w swojej
dotychczasowej historii. Całe konwoje
okrętów, setki samolotów, tysiące
roboczogodzin na słuchu. Przeszukują
tysiące mil kwadratowych oceanu, ale
robią to po omacku. Ich sonary odbijają
się od dna, nie potrafią odróżnić skały
od stalowego wraku. Ocean jest dla nich
ślepy i głuchy. Poszukiwania zaczynają
ograniczać się właściwie do wypatrywania
plam oleju lub dryfujących szczątków.
Jednak tysiące kilometrów dalej w
zaciemnionych pokojach gdzieś na
Hawajach i w Kalifornii ktoś inny
słucha. Podczas gdy Rosjanie
bezskutecznie przeczesują powierzchnię,
sieć amerykańskich hydrofonów SOS
coś zarejestrowała. Nietypowy dźwięk,
krótki, gwałtowny, po którym nastąpiło
jeszcze kilka cichszych, a dalej martwa
cisza. K129 znika z map Rosjan, ale
pojawia się na mapach kogoś innego.
Rozpoczyna się gra, w której stawką nie
było życie załogi. Ono już dawno zgasło,
ale sekrety, które mogły podpalić cały
świat. Rozdział drugi. Triangulacja i
ryba.
Podczas gdy radziecka flota
przetrzesywała powierzchnię Pacyfiku
tysiące kilometrów dalej, w centralach
US Navy trwała operacja o charakterze
bardziej naukowym niż wywiadowczym.
Przynajmniej na tym etapie. Amerykanie
nie szukali wzrokiem. Oni analizowali
dane z wcześniej wspomnianego systemu
SOS US Sound Surveillance System. Była
to sieć niezwykle czułych hydrofonów
zakotwiczonych w dnie oceanu,
zaprojektowana właśnie do śledzenia
sygnatur akustycznych wrogich jednostek.
W połowie marca 1968
analitycy natrafili na zapis z dwóch
różnych stacji: Na Hawajach i na wyspie
Midway. Czujniki zarejestrowały
specyficzny sygnał. Krótka, gwałtowna
jakby eksplozja, a potem inne odgłosy.
Możliwe interpretacja, implozja okrętu,
a potem opadanie szczątków na dno. Do
akcji wkroczył doktor John Craven,
naukowiec kierujący biurem projektów
specjalnych Marynarki Wojennej. Craven
nie był tylko teoretykiem, był pionierem
głębokowodnej inżynierii. Zamiast
przeszukiwać miliony mil kwadratowych,
zastosował twierdzenie Bajesa
matematyczną metodę aktualizacji
prawdopodobieństwa na podstawie nowych
danych. Wykorzystując triangulację,
czyli obliczenia punktu przecięcia
sygnałów z różnych hydrofonów oraz
analizę prądów morskich, Craven
wyznaczył obszar poszukiwań. Nie muszę
chyba dodawać, że zdecydowanie mniejszy
niż obszar misji poszukiwawczej Rosjan.
Wynik obliczeń był zaskakujący. Punkt
katastrofy znajdował się gdzieś setki
mil od oficjalnego sektora patrolowego
K129. Dodatkowo w tym rejonie znaleziono
plamę ropy, która była radioaktywna.
Wątpliwości było coraz mniej. Amerykanie
zrozumieli, że okręt z nieznanych
przyczyn drastycznie zmienił kurs.
Jednostki wyposażone w broń nuklearną
nie zmieniają kursu tak sobie. Coś było
na rzeczy. Misję odnalezienia w raku
powierzono jednostce USS Hollywood.
Okręt ten był pływającym laboratorium
wywiadu wyposażonym w specjalny komputer
sterujący i właz w dnie kadłuba. Z tego
włazu na stalowej linie o długości ponad
5 km upuszczano czy opuszczano
urządzenie o kryptonimie ryba the fish.
Była to naszpikowana elektroniką
platforma z kamerami sonarami i
światłami stroboskopowymi. Operacja
wymagała bardzo dużej precyzji. USS
Hollywood musiał utrzymywać stabilną
pozycję, podczas gdy ryba zawieszona na
tej uwięzi dryfowała tuż nad dnem w
całkowitej ciemności i pod ciśnieniem
przekraczającym 500 atmosfer. Ryzyko
było ogromne. Zerwanie liny oznaczało
utratę bezcennej technologii, a wykrycie
przez operujące w pobliżu radzieckie
niszczyciele mogło doprowadzić do
międzynarodowego incydentu. Przez
tygodnie kamery rejestrowały puste dno
oceanu. Analitycy na pokładzie Halibuta
wywoływali tysiące klatek filmu nie
zawierającego nic ciekawego. Przełom
następuje 20 sierpnia 68. Na wywołanych
zdjęciach ukazały się nienaturalne
geometryczne kształty. To był on,
poważnie uszkodzony kadłup spoczywający
na głębokości mniej więcej 4900 m.
Zdjęcia były bardzo wyraźne. Wykonano
ich tysiące. Ukazywały rozerwany kiosk
okrętu i co najważniejsze dla wywiadu
uszkodzone silosy rakietowe. Jeden był
otwarty, a wewnątrz było widać szczątki
pocisku nuklearnego. Amerykanie mieli
coś o czym Rosjanie mogli tylko marzyć.
dokładne współrzędne skarbnicy pełnej
najnowszych technologii ZSRR. Pozostało
tylko jedno pytanie. Jak podnieść 2000
ton stali z takiej głębokości? Właśnie
szykowała się najbardziej ekstremalna
operacja głębinowa w historii. Rozdział
trzeci. Miliarder, który kopał w dnie.
Prezydent Richard Nixon postawił sprawę
jasno. Wrak K129
musi zostać wydobyty. Pentagon chciał
rakiet i chciał głowic, a NSA i CIA
marzyły o maszynach szyfrujących i
księgach kodowych. Problem polegał na
tym, że operacja musiała odbyć się na
środku Pacyfiku, na oczach sowieckich
satelitów i okrętów zwiadowczych, które
kręciły się tam no cały czas szukając
wraku. Jak ukryć statek o długości dwóch
boisk piłkarskich, który przez kilka
tygodni musi stać nieruchomo w jednym
punkcie? Jak sprawić, by operacja
wydobycia w raku była niewidzialna?
CIA stworzyło legendę, która przeszła do
historii jako majsters sztyk
dezinformacji. Wykorzystano do tego
postać Howarda Husa, ekscentrycznego
miliardera i odludka. Światu ogłoszono,
że Huges buduje futurystyczny statek Hug
Glomar Explorer, który ma wydobywać z
dna oceanu konkrecje manganowe, cenne
gródki metali leżące w głębinach. CIA
sfinansowało i zorganizowało fałszywe
sympozja naukowe i artykuły w prasie
branżowej, by przekonać świat, że
górnictwo głębinowe to nowy złoty
interes. W latach 60 i 70 było to
kompletnie nieopłacalne ekonomicznie, a
technologia była powiedzmy tak na
granicy. Zaczem perfekcyjna przykrywka,
coś prawdopodobnego, nowatorskiego,
wymagające umieszczenia statku w jednym
punkcie przez dłuższy czas. Prawdziwa
technologia ukryta była jednak pod
pokładem. Glomar Explorer posiadał tak
zwany Moonpool, gigantyczny otwierany od
spodu basen wewnątrz kadłuba. To tam
schowano urządzenie nazywane Clementine.
Oficjalna nazwa to Capture Vehicle. Były
to stalowe kleszcze zaprojektowane tak,
by precyzyjnie chwycić czy objąć kadłup
129. Inżynieryjnym sercem operacji był
jednak system rur. Liny mogłyby nie
wytrzymać własnego ciężaru na dystansie
5 km, niosąc dodatkowo 2000 ton wraku.
Amerykanie stworzyli system skręcanych
potężnych rur wiertniczych. Statek
posiadał gigantyczną wieżę podobną do
naftowej, która kawałek po kawałku
opuszczała te taką skręcaną stalową
słomkę zakończoną łapami w otchłań. Był
jeszcze jeden problem. Ocean nigdy nie
jest spokojny.
Statek na powierzchni unosi się i opada
na falach. Gdyby rura była sztywno, zbyt
sztywno połączona z kadłubem, ruch fal o
wysokości zaledwie 2 m na powierzchni
generowałby na dole siły, które
natychmiast rozerwałyby chwytak lub
kruszyły sam wrak. Inżynierowie musieli
stworzyć gigantyczne hydrauliczne
amortyzatory, które utrzymywały rurę w
idealnym czy względnie idealnym bezruchu
względem dna, niezależnie od tego, jak
bardzo statkiem na powierzchni mógł
miotać sztorm. Czerwiec 1974
rok. Glomar Explorer dopływa na miejsce.
Niedaleko w raku K-129 instaluje się
także radziecki holownik zwiadowczy,
którego załoga z zaciekawieniem
obserwuje szalonego miliardera
szukającego kamieni w głębi oceanów.
Sowieści podpływają tak blisko, że
Amerykanie słyszą ich głosy. Na
pokładzie Glomara panuje absolutna cisza
radiowa. Wewnątrz Moonpola mechanizm
rusza. Stalowa słomka zaczyna powoli
schodzić w dół. Metr po metrze, prosto w
ciemność. Teoretycznie i matematycznie
wszystko się zgadzało, ale testy w
rzeczywistości to już inna bajka. Była
to brutalna walka z ciśnieniem,
grawitacją, zmęczeniem materiału. Nikt
nie wiedział, czy kadłup K129 osłabiony
przez tą hipotetyczną implozję i lata
korozji wytrzyma próbę podniesienia.
Dzień, w którym mechanizm ostatecznie
ruszył w dół, by podnieść K129, to 9
sierpnia 74, był dokładnie tym samym
dniem, w którym prezydent Richard Nixon
złożył urząd w wyniku afery Watergate.
Rozdział czwarty. Problemy w głębinach.
Sierpień 74. Operacja wchodzi w
krytyczną fazę. Na głębokości 5 km
kleszcze mechanizmu Clementine zaciskają
się na kadłubie K129.
Rozpoczyna się proces wciągania cal po
calu. Każdy metr w górę to zmiana
ciśnienia i temperatury, a to oddziałuje
na osłabioną strukturę w raku. Gdy K129
znajduje się około 2000 m nad dnem, już
całkiem blisko, dochodzi do awarii
strukturalnej. Jeden z chwytaków
wykonany ze specjalnie wzmocnionej stali
nie wytrzymuje tych naprężeń i pęka.
Kadłup okrętu podwodnego pozbawiony
stabilnego podparcia przełamuje się.
Większa część jednostki, ta z rakietami
i ta z przedziałem szyfrów, wyślizguje
się z uścisku i uderza z powrotem w dno.
Do wnętrza basenu Glomara trafia jedynie
sekcja dziobowa. To, co znajdują w niej
Amerykanie jest ponurym świadectwem tej
tragedii. W zmiażdżonych przedziałach
spoczywają szczątki kilku radzieckich
marynarzy. Ciała zachowane przez
lodowatą wodę i wysokie ciśnienie
zostają pochowane przez amerykańską
załogę z pełnymi honorami wojskowymi
przy dźwiękach hymnu ZSRR. Wszystko
zostaje zarejestrowane na filmie, który
pozostaje tajny przez kolejne lata. Pół
roku później, w marcu 75, dochodzi do
kolejnego wstrząsu. Mimo rygorystycznej
ochrony informacja o projekcie Azorian
wycieka do Los Angeles Times. Świat
dowiaduje się o miliardach dolarów
wydanych na największą kradzież w
historii. To wtedy CA przyciśnięte do
muru przez dziennikarzy formułuje słynną
odpowiedź. Nie możemy ani jej
potwierdzić, ani jej zaprzeczyć. Tak to
przy tej okazji wymyślono tę frazę,
potem zadziwiająco często używaną.
Oficjalna misja była częściowym
sukcesem. Amerykanie zdobyli dwie
torpedy, rzadkie próbki radzieckiej
stali, ale stracili książki kodowe.
Jednak to tutaj historia zaczyna nam się
rozdzielać. Eksperci tacy jak Ken Suell
stawiają prowokacyjne hipotezy. Czy
profesjonaliści CIA naprawdę pozwoliliby
na tak spektakularną awarię i wyciek
informacji? Istnieje możliwość, że
incydent z pękniętym chwytakiem był
precyzyjnie zaplanowaną dezinformacją.
Według niej Amerykanie wydobyli znacznie
więcej niż przyznali, a porażka miała
uśpić czujność Kremla i zniechęcić do
zmiany procedur szyfrowania.
To właśnie w tych brakujących rzekomo
utraconych dziennikach pokładowych miała
też kryć się odpowiedź na pytanie: skąd
ten dziwny kurs K129.
Rozdział czwarty. Hipoteza buntu.
Oficjalnie misja projektu Azorian
zakończyła się sukcesem technologicznym
z jednej strony i porażką wywiadowczą z
drugiej. Amerykanie wydobyli sekcję
dziobową, pochowali marynarzy i według
oficjalnych raportów nie zdobyli
kluczowych ksiąg, szyfrów. Jednak tu w
ciszy, po zakończeniu zimnej wojny
pojawia się pytanie, którego nikt
wcześniej nie zadał albo zadawał je po
cichu. Dlaczego K129
znalazł się tam, gdzie się znalazł?
Nauka i technika podały nam jak i gdzie,
ale do dziś nie wiemy dlaczego. Dopiero
analiza wydobytych szczątków i
odtajnione po dekadach poszlaki
pozwoliły badaczom takim jak Ken Suell
formułować hipotezę, która brzmi jak
thriller polityczny. Hipoteza Czerwonego
łotra sugeruje bardzo ciekawy
scenariusz. Okręt znajdował się w
punkcie, z którego jego rakiety mogły,
właściwie blisko punktu mogły dosięgnąć
terenów USA udając jednostkę chińską.
Hipoteza o zbuntowanym okręcie oparta na
ustaleniach wspomnianego Suela
przedstawia z uchwały spisek, w którym
to nie załoga wypowiedziała
posłuszeństwo swojemu krajowi, ale stała
się ofiarą intrygi części radzieckich
służb. Według tej hipotezy wąska elita
na szczytach KGB obawiała się upadku
Związku Radzieckiego. Opracowali więc
plan uratowania państwa przez
sprowokowanie niszczycielskiej wojny
nuklearnej między swoimi wrogami Stanami
Zjednoczonymi i Chinami. Do realizacji
tego celu wybrano C129 okręt klasy Golf
2, który był identyczny z jednostkami
sprzedanymi wcześniej do Chin przez
Rosjan. Aby zrealizować plan, w
ostatniej chwili na pokład wprowadzono
tajemniczych pasażerów. Wysoce
wyszkoleni i bezwzględni komandosi ze
ściśle tajnej elitarnej jednostki KGB o
nazwie Osnas. No i to oni zmusili
kapitana Władimira Kopzara do
zignorowania oficjalnych rozkazów
patrolowych i skierowania okrętu 400
milnie w kierunku Hawajów. Kiedy K-129
miał rzekomo znaleźć się blisko pozycji
do ataku na amerykańską bazę Pearl
Harbor, komandosi siłą przejęli kontrolę
nad jednostką, zamykając członków załogi
w przedziale torpedowym. Ich celem było
wystrzelenie rakiet, aby Amerykanie
uznali, że zaostrzający się konflikt to
wina Chin i odpowiedzieli zmasowanym
atakiem na ten kraj. Choć komandosi
Osnas byli ekspertami od broni
nuklearnej, nie mogli wystrzelić
samodzielnie pocisku. Radzieckie okręty
posiadały system zabezpieczeń wymagający
wprowadzenia trzyczęściowego kodu. KGB
dysponowało dwiema częściami, ale
trzecią w tej sytuacji najważniejszą
znał wyłącznie kapitan Kobzar.
Szantażowany śmiercią załogi stanął
przed wyborem rozpocząć wojnę nuklearną
lub poświęcić okręt. Suel uważa, że
kapitan zachował się bohatersko,
wiedząc, że to nieautoryzowany atak,
celowo wprowadził błędny kot. Takie
działanie mogło wywołać katastrofalną
awarię. Zamiast odpalenia rakiety doszło
do eksplozji uwolnionej energii wewnątrz
silosu. Wybuch rozerwał dno okrętu i
posłał go w głąb oceanu, uśmiercając
całą załogę, ale jednocześnie
powstrzymując wojnę. To położenie okrętu
jest największą niewiadomą i
najważniejszym dowodem uwiarygadniającym
tę hipotezę. Należy jednak pamiętać, że
hipoteza ma sporo słabych punktów. Jeden
z ekspertów wskazuje na problem
logistyczny. Rakiety będące na
wyposażeniu K-129 miały zbyt krótki
zasięg, aby z tego konkretnego miejsca,
gdzie znajdował się wrak, uderzyć w Pel
Harbor. Bez oficjalnego odtajnienia
wszystkich dokumentów, wersja o buncie
komandosów KGB pozostaje intrygująca,
lecz wciąż niepotwierdzona.
Jest to ostatecznie tylko hipoteza. Ja
wam dziękuję za najwyższy dowód uznania,
a więc pozostanie ze mną do końca.
Ask follow-up questions or revisit key timestamps.
Film opowiada historię zaginionego radzieckiego okrętu podwodnego K129, który zniknął z głowicami nuklearnymi w lutym 1968 roku. Związek Radziecki rozpoczął szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą, jednak bezskutecznie. Tymczasem amerykańska sieć hydrofonów zarejestrowała nietypowe dźwięki, które pozwoliły na zlokalizowanie wraku. Amerykanie, używając zaawansowanych technologii, podjęli próbę wydobycia okrętu, wykorzystując jako przykrywkę projekt Howarda Hughesa związany z wydobyciem konkrecji manganowych. Operacja, nazwana projektem Azorian, zakończyła się częściowym sukcesem – wydobyto sekcję dziobową okrętu wraz ze szczątkami marynarzy, ale nie udało się odzyskać kluczowych dokumentów. Pojawiła się również hipoteza o buncie części radzieckich służb, które miały doprowadzić do katastrofy okrętu, aby sprowokować wojnę nuklearną między USA a Chinami.
Videos recently processed by our community