3 błędy, które niszczą produktywność z ADHD
718 segments
być może byłeś o krok przed zmianą,
ruszeniem z miejsca, nawet próbowałeś
technik, które mogą ci pomóc i się
poddałeś i zrezygnowałeś, no i jesteś
tutaj. Jako profesjonalista zajmujący
się treningiem skuteczności od lat,
pracujący z wieloma klientami
coachingowo, a w szczególności
certyfikowany do pracy z ADHD treningiem
funkcjonalnym,
widzę taką masę błędów, takiego
rozumowania, błędnych przekonań, które
wiele osób nosi ze sobą. I dzisiaj jeśli
zmagasz się z ADHD, podejrzewasz ADHD
albo po prostu zmagasz się z uporczywą
prokrastynacją to najprawdopodobniej
odnajdziesz się w tych wątkach, które
dzisiaj poruszę. No i przejdźmy od razu
do Meritum. Jeśli podoba ci się to, co
tutaj robię, subskrybuj ten kanał,
zostaw komentarz, rozważ wspieranie, by
mieć dostęp do dziesiątek webinarów
właśnie na temat ruszania z miejsca, y,
prokrastynacji, produktywności i
osobistej efektywności. Ja zajmuję się
prokastynacją i zdrowym rozwojem
osobistym od lat, więc znajdziesz tu na
pewno coś dla siebie. Więc pierwsza
rzecz i chyba największa z tego
wszystkiego to brak zaufania do siebie.
Brzmi to bardzo ogólnie, ale posłuchaj
historii, bo historia jest autentyczna.
Zmieniam tylko imiona. Miałem takiego
kumpla w projekcie w moim poprzednim w
cudzysłowie życiu, gdzie byłem
menadżerem średniego szczebla,
dyrektorem kierownikiem.
Miałem zespoły i miałem takiego kumpla i
ten kumpel zbierał w terenie różnego
rodzaju ankiety, dokumenty, niektóre
rzeczy były pisane, więc trzymał to w
domu i miał ten pakiet dokumentów
przynieść w poniedziałek. W poniedziałek
było to nam wszystkim potrzebne do
dalszej pracy w projekcie. Logiczna
rzecz. Każdy tak takie rzeczy pewnie
robił i przeżywał. Tylko problem polega
na tym, że w poniedziałek oczywiście
tenże kumpel tego nie przyniósł. No
mówi: "No sorry, zapomniałem". No nie
pomyliło mi się. Coś tam namieszałem,
nie spakowałem do samochodu. No okej. No
dobra, to kiedy będziesz mieć? No we
wtorek nie dam rady, bo we wtorek mnie
nie ma, ale w środę na pewno będę. W
środę. No dobra, no to czekamy wszyscy
do środy. Przychodzi środa i jest trochę
świecenie oczami, no bo nie ma znowu
tych dokumentów.
No i że kurde no nie dam rady, no
przyniosę. Ale na pewno, na pewno będzie
jutro. Na pewno będzie jutro.
No i co się dzieje jutro? No jutro
wychowawczy, wiesz, bo dzieci się
pochorowały, no i siedzimy do piątku w
domu, jakaś szybka grypa, sorry. No. No
problem taki, że no siedzę z dzieciakami
trzy razy. No nie, już trzeci raz,
trzeci raz się wydarzyło. Wszyscy się
frustrują.
No i co on mówi przez telefon? W
poniedziałek przyniosę na pewno. I teraz
co ty sobie teraz pomyślałeś, co się
wydarzy w poniedziałek?
Bo ja sobie pomyślałem, no że guzik
prawda, że że już dobra, róbmy ten
projekt bez tego wkładu. Jak on
przyniesie, to będzie szczęśliwy
wypadek, że to się wydarzy,
a nie reguła. No na tym koledze nie
można polegać,
nie można mu zaufać.
Tracimy do niego zaufanie. To jest
absolutnie logiczne. Tak samo jak ktoś
nam zwraca dychę albo dwie dychy, no
nie? i zwraca i zwraca i zwraca i ciągle
obiecuje zwraca tą książkę obiecuje żeby
coś przyniósł.
Tracimy do takiej osoby zaufanie.
Zaufanie buduje się na tym takim
pomoście pomiędzy obietnicą a
dowiezieniem obietnicy. I ten pomostem
jest zaufanie. I potem jeśli ktoś daje
nam powtarzalny dowód na to, że to
działa ten ta mechanika, no to my
budujemy zaufanie, że następnym razem
też prawdopodobnie tak zadziała.
Ufamy, że ta osoba jest rzetelna albo na
odwrót. Ufamy, że ta osoba jest
nierzetelna, że ona mówi i to nie
działa. I to też jest jakiś pomost,
który buduje brak zaufania.
I to samo dzieje się na twojej relacji z
tobą samym.
Alo, ile było takich pójdę na siłownię
od poniedziałku, ale to już 47 raz,
który sobie obiecujesz, że od
poniedziałku pójdziesz na siłownię, że
od poniedziałku zaczniesz dietę, że od
jutra. W tym od jutra to zawsze się
zmieści najwięcej
i tracisz do siebie zaufanie, bo
każdorazowo coś sobie obiecujesz, nie
dowodzisz tak jak ten kolega i już za 40
właśnie siódmym razem, jak sobie
obiecujesz, że w poniedziałek pójdziesz
na siłownię, to z tyłu głowy masz plany
A, B, C. No, no nie dowierzasz sobie. To
jest już takie performatywne obiecywanie
sobie, robienie takiej, takiego
teatrzyka przed sobą, że teraz będziesz
porządne, no nie?
I oczywiście ten brak zaufania to nie
jest błąd zawiniony czasami bezpośrednio
przez daną osobę. Jeszcze o tym pomówię
dzisiaj, ale on jest skutkiem
nawarstwiającej się takiej lawiny,
zawalonych obietnic.
W ogóle jednym z moich motywów głównych
przewodnich kursu, drugiej edycji kursu
Pożegnaj prokrastynację było odzyskać
zaufanie do siebie, bo to był główny w
ogóle temat, jak to zrobić. I to ciągłe
obiecywanie sobie to jest taki
performance trochę, no nie? To jest taka
sztuka dla sztuki. To jest takie taka
technika dowalania sobie. To się zaczyna
robić naprawdę autoprzemocowe.
No ten brak zaufania charakteryzują trzy
rzeczy. Po pierwsze potężna
generalizacja, takie uogólnienie,
że no nie widzisz takiego jednego
niedotrzanego planu, nie patrzysz na
niego jak błąd w taktyce, jak jakieś
potknięcie, jak jakiś przypadek. No, no
dobra, zdarzyło się, ale każde
potknięcie to jest dowód, całościowy
dowód jedyny wystarczający. Nawadliwość
własnej osobowości, własnego charakteru,
ułomność własnej osoby. Nie bez powodu
osoby przewlekle prokrastynujące,
ahadowcy potrafią być dla siebie bardzo
przemocowi i okropnie się wyzywać w
głowie, nie? że są głupi tacy owacy.
Drugi mechanizm tego braku zaufania to
jest
unikanie. I unikanie czy taka taki styl
unikowy jest mechanizmem obronnym. On
cię ma chronić przed czymś, bo unikaniem
tutaj jest właśnie prokrastynacja.
To znaczy, że świadoma rezygnacja,
świadome odwleczenie czegoś, żeby
przypadkiem, żeby przypadkiem
nie skonfrontować się z porażką, żeby
przypadkiem nie skonfrontować się z tym,
że nie dowieziesz czegoś, czyli już
przedwstępnie torpedujesz swoje plany,
unikasz je, żeby uniknąć w ogóle tego
napięcia, tego lęku, żeby to wyprzedzić.
I w pierwszym etapie to niesie trochę
ulgi, tylko problem polega na tym, że w
długiej perspektywie to po prostu
paraliżuje cię to w działaniu. No i
trzeci aspekt tego braku zaufania to
jest głęboki wstyd i on jest tym paliwem
do unikania. Taka wstydliwość. Ja
czasami korzystam z różnych metafor
korzystam, ale ja czasami lubię taką
metaforę rozgrzeszenia, że ludzie
adhodowcy szukają takiego, nie tylko
zresztą adchadowcy szukają takiego
rozgrzeszenia, że jest jakieś działanie,
które sprawia, że dopiero po nim mogą
się zrelaksować, że wykonają jakąś
porcję pracy, której sobie wcześniej
odmawiali i dopiero wtedy mogą
powiedzieć uf i mogą siąść z niespiętym
brzuchem, z niespiętymi plecami. No nie
mogą się zrelaksować.
To jest to takie rozgrzeszenie, ale
właśnie rozgrzeszenie, poczucie winy, te
metafory religijne najpewniej są tutaj
dla ciebie jasne na tym etapie. No
metafora pomaga w pracy.
Natomiast właśnie ten wstyd jest bardzo
silnym paliwem do unikania, do
napędzania tego. Moi klienci naprawdę
unikają zadań, bo nie chcą czuć tego
ciężaru bycia gorszym. I jakie są
odpowiedzi? I odpowiedzi jest kilka.
Odpowiedź taka bardzo ramowa Alberta
Bandury,
który odpowiadał na te pytania już w
latach 70. Przekonywał on, że
przekonania na temat zdolności człowieka
do wykonania zadania są lepszym
predktorem sukcesu niż jego rzeczywiste
umiejętności. Czyli osoby o niskim
poczuciu skuteczności, czyli nieufające
sobie,
wycofują się z trudnych zadań
i wtedy właśnie interpretują to, co się
dzieje jako osobistą porażkę, a to z
kolei obniża odporność na przyszłe
trudności i ta spirala się nakręca. No
bo jestem mało odporny na następne
porażki, więc mam niskie poczucie
skuteczności,
no i wycofuję się z trudnych zadań i
dochodzi do takiej maksymalnej redukcji,
maksymalnego wycofania się. Ale to jest
naprawdę bardzo ciekawy efekt
psychologiczny. Ja powtórzę te zdanie,
żeby ono wybrzmiało, bo to jest bardzo
istotna rzecz, która być może dzieje się
u ciebie w głowie, że twoje przekonania
na temat twojej zdolności do wykonania
zadania, czyli nie dam sobie rady, dam
sobie radę,
są lepszym predktorem sukcesu niż
rzeczywiste umiejętności, że jestem
kompetentny, że potrafię to zrobić.
No i co jest odpowiedzią? Odpowiedzią są
dwa takie wątki. Pierwszy to praca nad
przekonaniami i drugi szukanie metody
małych zwycięstw. I oczywiście to nie są
wszystkie wątki, ale te wątki na pewno
będą pomocne. I na tych wątkach też
często pracuję. No praca nad
przekonaniami
to bardzo złożony temat, bardzo
wielowątkowy. W ogóle cały narzędziownik
poznawczo-bahawieralny
w dużej mierze składa się z przynajmniej
w dużej porcji składa się z pracy nad
przekonaniami różnymi niesprzyjającymi
od różnej strony. Wielu terapeutów się
tego chwytało. Więc literatura jest
bogata. Ja lubię bardzo metaforę sądu,
bo mamy coś takiego w sobie
jak wewnętrzny głos, wewnętrznego
krytyka. Na pewno znasz to pojęcie,
spotkałeś się z tym wielokrotnie. No i
prowadzimy często ten wewnętrzny dialog
z tym wewnętrznym krytykiem.
Na przykład on mi mówi teraz: "Leszek,
nie chrząkaj, bo jak chrząkniesz, to
zaburzysz, zaburzysz yyy nagranie.
Ale ja na swoją obronę mam to, że jak
zaburzę nagranie, to wyjdę trochę
naturalniej".
No nie, więc prowadzę jakiś wewnętrzny
dialog, tylko ja mam coś, co
wypracowałem sobie, czego tobie może
brakować i czego nauczam.
ADHDowcy, prokrastynatorzy przychodzą
bardzo często tą ścieżkę, że oni mają
bardzo silnego prokuratora,
który to przekonanie, weźmy takie
przykładowe przekonanie, no nie jestem w
stanie ruszyć z miejsca, jestem
kompletną ciamajdą. I teraz adahowcy,
prokrastninatorzy będą mieli bardzo
silnego prokuratora i on przetworzy tą
to zdanie właśnie na akt oskarżenia,
że nie jesteś w stanie ruszyć z miejsca.
Jesteś beznadziejny na przykład jesteś
ciapą, jesteś masz dwie lewe ręce. I to
brzmi jak oskarżenie. I teraz prokurator
i nasza głowa w tym kontekście sama
dostarcza nam argumentów. No po pierwsze
nie poszliśmy na tą siłownię. No ale po
drugie nie poszliśmy dwa tygodnie temu
na tą siłownię. No i po trzecie miesiąc
temu i dwa miesiące temu też nie
poszliśmy na tą siłownię. No a jeszcze w
zeszłym tygodniu zawaliliśmy trzy
kolejne rzeczy i i tak sobie zbieramy,
no nie? Z tyłu głowy nosimy te wady
oskarżenia i sobie dowalamy.
No ale jak mamy metaforę sądu, mamy sąd,
mamy konkretne przekonanie, które staje
się oskarżeniem, prokurator ma swoją
mowę, dowala nam, no i sąd wydaje zaraz
potem wyrok, winny jesteś beznadziejny.
I KAT wykonuje wyrok. Kat wykonuje
egzekucję jakąś, coś coś robi na
przykład dowala sobie jeszcze bardziej,
zajada się kompulsywnie,
ucieka w jakieś zachowania, które no
adchadowcom szkodzą. Dlatego właśnie na
przykład adhadowcy regulują, nie tylko
zresztą adchadowcy, ale regulują swoje
emocje w sposób kompulsywny, bo jednym z
takich rdzeniowych doświadczeń ADHD i
frustracji związanych z prokrastynacją
jest właśnie dyzregulacja emocjonalna.
Cały w ogóle temat wokół HDHD jest
bardziej o dyregulacji emocjonalnej, niż
o zarządzaniu czasem.
I te frustracje gdzieś się katalizują,
na przykład w wciągnięciu w granie ileś
tam godzin albo właśnie w jakieś
kompulsywne zajadanie stresu, albo 1000
różnych jeszcze innych aktywności, które
sprawiają, że Adahada jest tak ciężkim
całościowo doświadczeniem. Praca nad tym
sądem, tymi przekonaniami i zrobienie
tego sądu. Tutaj jednej rzeczy brakuje.
Mianowicie brakuje głosu obrońcy i
jednym z elementów pracy to jest
nauczenie się,
zaproszenie tego obrońcy do
konfrontacji. Może to wyglądać w formie
każdy spisujesz sobie każde
oskarżenie prokuratora i próbujesz
obronić je. Nie na zasadzie no dwa
tygodnie temu nie poszedłem też na
siłownię. To jest kolejny zarzut.
No ale na przykład obrona może
powiedzieć, no ale na przykład dwa
tygodnie temu na swoją obronę mogę
powiedzieć to, że no nie poszedłem na
siłownię, ale w końcu wysprzątałem pokój
albo zabrałem się za naukę i bardzo
dobrze się od tamtego czasu uczę, więc
to jest moja obrona,
no nie? Jakkolwiek to to wiadomo nie
jest polski kodeks karny jakikolwiek czy
cywilny tutaj przyjęty, tylko sam
subiektywnie po prostu zmiękczasz trochę
to przekonanie. tą siłę tego
przekonania, ten poziom dowalenia. Jedna
z bardzo fajnych, przydatnych technik.
Czasami moje sesje zawierają właśnie ten
ten element. Warto też tutaj spojrzeć na
syndrom oszusta, który często towarzyszy
adahadowcom, czyli taka sytuacja, w
której osoby, które odnoszą,
adachodowcy, prokrastnatorzy, którzy
odnoszą jakiekolwiek sukcesy, przypisują
to szczęściu, przypisują to zupełnemu
losowi. Ale z drugiej strony jak jak
doświadczają porażek, no to oczywiście
oni są w 100% winni, od ściany do
ściany. Tutaj nie ma w ogóle żadnego
cienia szarości. Oczywiście praca nad
przekonaniami to jeden z początków.
Warto umieć wydzielić taką myśl, no nie?
Na zasadzie dajmy inne przekonanie.
Znowu nie zrobiłem tego, jestem porażką.
No i możesz powiedzieć: "Nie zrobiłem
tego, więc noszę w sobie przekonanie, że
jestem porażką".
To jest inna technika. To jest taka
dyfuzja poznawcza. Ona jest często
popularna w w akcie, którego bardzo
lubię.
I dlaczego to nie jest tylko taka zwykła
gra słowna? Jeszcze raz to powtórzę.
Znowu nie zrobiłem tego. Jestem porażką
i nauczenie się przekształcenia takiego
zdania na no nie zrobiłem tego znowu,
więc noszę w sobie przekonanie, że
jestem porażką. To brzmi jak taka gierka
słowna, taka taka zabawa niewinna, no
nie?
Ale chodzi tutaj o to, żeby odkleić się
troszeczkę od tego poczucia porażki,
bo adhadowcy mają zresztą nie tylko
adchadowcy, akurat osoby, które są mocno
walnięte prokrastynacją z wielu różnych
stron.
Często im się skleja tak głęboko
emocjonalnie, że ich emocje to oni, że
to co czuję to jestem ja. Jeśli czuję
poczucie porażki i straszną złość z tym
związaną, to to jestem ja i to jest mój
charakter i to jest moja osobowość. To
jest bardzo trudne doświadczenie. też
doświadczenie, z którym sam osobiście
zmagałem się przez lata
i umiejętność dystansowania się od tego
doświadczenia, obserwowania go z
lekkiego dystansu, coraz większego,
że tak, nie zrobiłem tego, tak mam
poczucie porażki,
dystansowanie się od tego jest bardzo
zdrowe, bo pomaga
zmieniać trochę kierunek, pomaga nie
zapadać się w tych emocjach.
I dochodzimy do tej trzeciej rzeczy,
czyli do małych zwycięstw. I te małe
zwycięstwa to jest takie szukanie
drobnostek, które będą ci dawały
dodatkowe dowody dla obrony, że ty
jednak dasz radę, że ty jednak dowozisz,
no nie? No może jesteś tym kolegą, co
nie przyniósł trzeci, czwarty, siódmy
raz raportu, ale po drodze dowiozłeś to,
dowiozłeś tamto, dowiozłeś siamto,
dowiozłeś owamo. Rdzeniowa rzecz dalej
jest trochę zaniedbana. Okej, to jest
problem, ale cała reszta już zaczyna
powoli nabierać fajnego kształtu i
podnosi twoją pewność siebie i zachęca
cię do tego, żeby zrobić następny krok i
następny krok i rozpędzić się we
właściwym kierunku.
Druga rzecz, którą często się spotykam i
z którą często przychodzą klienci jakby
z tym takim przekonaniem, to mają taki
mit i ja też to miałem mit natchnienia.
To jest takie bardzo trudne przekonanie,
że czekasz na idealny moment, żeby
rozpocząć.
Czekasz na idealny układ gwiazd, jak to
się czasem określa, na to, żeby idealnie
było wysprzątane łóżko, biurko. Jak
tylko wysprzątam biurko, to zacznę
pracę. Jak tylko dobrze zjem, to jak
tylko się dobrze wyśpię, jak tylko pójdę
na sił, jak tylko to robienie sobie
tysięcy warunków do tego, żeby zacząć,
to się czasem określa jako paraliż
przygotowawczy czy taki perfekcjonizm
początkowy. Z tym końcowym jest trochę
inaczej. To to nie jest dzisiaj akurat
przedmiotem filmu. Natomiast jest to
taki przejaw takiej prokrastynacji
pasywnej.
No bo esencją jest sytuacja, w której
sam stan emocjonalny musi poprzedzić
realne działanie. Czyli ja muszę czuć
się, żeby robić.
I ten błąd popełnia się na wszystkich
możliwych polach, nie tylko przyhadeni,
tylko przy prokrastynacji. To często
jest taka debata, no nie, że nie jestem
gotowy na to, nie jestem gotowy na
tamto, bo muszę się dobrze czuć. muszę
się czuć gotowy.
Moi drodzy, psychologia behawioralna
pokazała już od lat i pokazuje
wielokrotnie, że to z reguły działa na
odwrót. To działanie poprzedza
motywację, a nie motywacja poprzedza
działania. Jeszcze raz to powtórzę.
Działanie z reguły poprzedza motywację
i rutynę i nawyki
niż motywacja poprzedza działania. jest
dokładnie na odwrót, a nam się wydaje,
że my się wkalibrujemy, wczujemy się w
jakiś fizjologiczny właściwy stan
naszego organizmu.
Wiecie, ja dużo czytam komentarzy u
siebie
bez żadnej obrazy, od ludzi, którzy
mówią: "Ja muszę mieć idealnie
posprzątane, żeby w ogóle pracować.
Gdybym ja wychodził z takiego założenia,
to nic bym w życiu nie absolutnie
nic bym nie zrobił, tylko bym się
zajechał przy sprzątaniu
i bym stracił całą energię na
sprzątanie.
To jest stawienie sobie bardzo wysokich
warunków wejściowych w ogóle do
jakiegokolwiek działania. I tutaj
pojawia się taki mały sprytny myk, trik,
którzy, który robi mózg chroniący
prokrastynatora przed obwinieniem
siebie, przed dolaniem tego bólu. No bo
to prowadzi do samoutoodrudniania, czyli
takiego wyznaczenia sobie absurdalnych,
nierealistycznych warunków początkowych
rozpoczęcia. Dzięki temu dana osoba nie
zaczyna zadania, bo nigdy nie ma
warunków, a więc poczucie kompetencji
pozostaje bezpieczne, no nie? Ja po
prostu nie robię, bo nie ma właściwych
warunków. Porażka jest wtedy takim
wynikiem braku sprzyjających
okoliczności. Niekoniecznie jest moją
sprawką, jest takim obejściem trochę i
to jest okej. No nie, nie dowalasz sobie
bezpośrednio, ale ostatecznie znowu
stoisz w miejscu. I tutaj trzeba wprost
przypomnieć, że prokrastynacja to jest
element regulacji emocjonalnej. Więc
widzisz jak to działa. Ty
prokrastynujesz, żeby przypadkiem się
nie naciąć na coś.
Więc to jest problem zarządzania emocji
od wewnątrz. Więc jeśli zadanie kojarzy
ci się z dyskomfortem, kojarzy ci z
czymś nieprzyjemnym, z nudą, lękiem albo
wręcz jest traumatyzujące,
to idealne warunki są iluzoryczną
obietnicą.
Są taką obietnicą, że jak się pojawią,
to nagle zadanie przestanie być trudne
bądź groźne. No i co z tym zrobić?
I my wiemy w psychologii, to jest akurat
dość jasna zasada, dobrze opisana, że
ludzie są absolutnie fatalni w
przewidywaniu tego, jak będą się czuć w
przyszłości.
I to wielokrotnie prawdopodobnie
doświadczyłeś tego, czy doświadczyłaś,
kiedy mówiłeś, no, że po tym czymś będę
się czuć źle, a zrobiłeś to i czułeś się
dobrze. No to prawie zawsze tak jest, no
nie, że przewidujesz, że pójdzie coś
źle, że będę się źle czuć na zajęciach,
będę się źle czuć na imprezie,
no nie, że stan obecny emocjonalny jest
tak przejmujący. Wyszedłem na imprezę,
jednak wyciągnęli mnie znajomi, super
się bawiłem i rewelacyjnie się czuję na
sam koniec. Jesteśmy fatalni w
przewidywaniu tego, jak będziemy czuć
się w przyszłości. Stąd też warto
zapoznać się z takim pomysłem najgorszej
możliwej wersji danego działania. Czy
nie najlepsza możliwa wersja, najlepsze
możliwe warunki, tylko najgorsza. Jak
może wyglądać robienie tego działania,
tego tej czynności, którą odwlekasz
w taki najbardziej byle jaki sposób, no
nie? Zamiast czekać na pełne skupienie i
tą pełną gotowość, po prostu zacznij na
chwilę. byle jak pod kątem, gdzieś tam
na krawędzi stołu, nawet w bałaganie na
biurku.
Celem nie jest wykonanie samej pracy,
ale złamanie tego schematu,
nauczenie siebie, pokazanie swojemu
mózgowi, że praca może współistnieć z
dyskomfortem, może współistnieć z
nieporządkiem,
może współistnieć z brakiem weny, jest
brakiem inspiracji.
Takie poczucie sprawstwa i skuteczności,
ono nie powstaje w idealne dni, tylko
ono właśnie powstaje w te w te dni, w
których jest źle, w których jest ciężko.
Ja mam w swojej książce i w moim kursie
pisałem bardzo intensywnie o tej mojej
ulubionej technice, choćby skały srały.
Nagrywałem też o tym parę filmów. Możesz
je sobie gdzieś tam znaleźć u mnie.
Natomiast wiedz o tym, że to sprawstwo
wytworzy się w momencie, w którym wbrew
temu, że nie mam idealnych warunków do
działania, zrobiłeś cokolwiek, chociaż
trochę, chociaż jakiś ułamek.
I trzecia rzecz to jest impulsywne. Tak.
To jest coś, co mnie dotyczyło przez
przez lata, bo się pakowałem w zgadzanie
się w każdą możliwą ekscytującą
inicjatywę, inicjatywę biznesową,
dodatkowe zlecenia. nie biorąc w ogóle
pod pod uwagę mojego planu,
harmonogramu,
kalendarza, traktując z tak naiwnym
optymizmem, że ja sobie dam radę, biorąc
pod uwagę, że wszystkie moje
nadproduktywne dni,
których było garstka, ja brałem wtedy w
głowie takie coś, że no ja tak dam radę,
no nie, na na takich super produktywnych
dniach jechać jeszcze przez miesiące czy
lata. To jest absolutna bzdura na
zasadzie. To jest tragiczny w skutkach
błąd. Spotykam się z nim bardzo często.
Bardzo często moi klienci z tym
przychodzą do mnie. No zgadzasz się na
wszystko. Pod wpływem entuzjazmu, chęci
takiej wyłowienia aprobaty. Zgadzasz się
na nowe projekty, nowe obowiązki,
bierzesz nowe zobowiązania, nie biorąc
pod uwagę istniejących obciążeń. To jest
taka ślepota. I ta ślepota jest nieźle
wytłumaczona naukowo, bo tutaj trzeba
odpakować dwa pojęcia. pierwszy
hamowanie behawioralne i drugi ślepotę
czasową.
O co chodzi? No hamowanie behawioralne,
w ogóle hamowanie brzmi dokładnie tak
jak brzmi, czyli zdolność do
zatrzymywania się i refleksji. W mojej
książce powołałem się na bardzo ważne
badania profesora Marka Wypycha, które
zresztą na tabenę były publikowane w
Nature nad obserwacją tak zwanego
obszaru hamowania w mózgu osób
identyfikujących się jako
prokrastynatorzy. Oczywiście była grupa
kontrolna ludzi nie identyfikujących się
jako prokrastynatorzy
i obserwowali,
gdy wykonywali jakieś konkretne
czynności, obserwowali oni obszary w
mózgu, które właśnie odpowiadają za
hamowanie.
No i zgodnie z tym, co możesz się
domyślić, osoby, które prokrastynowały
czy identyfikowały się jako
prokrastynatorzy mieli osłabiony sygnał
z tych obszarów. na tyle osłabiony, że
sugerował on, to jest bardzo ważna
sugestia,
że
taka niezdolność do wyciągnięcia tej
refleksji i tej refleksji nad tym
czasem, dostępem do tego logicznego
myślenia, to w ogóle zatrzymanie się w
tym impulsie dla osób, które odruchowo
przez lata prokrastynują jest po prostu
utrudnione siłą rzeczy. To nie jest wada
charakteru, to jest już element
konstrukcji mózgu, trochę innej, trochę
zmienionej. No więc jeśli osoby
prokrastynujące mają naturalnie
utrudnione wyhamowanie impulsów, a więc
utrudniony dostęp do refleksji, to co to
może oznaczać? Russell Barkley, jeden z
badaczy tematyki ADHD, pokazywał w
latach 90 związek samokontroli z ADHD i
jak impulsywna zgoda zapada zanim
zadziała jakikolwiek hamulec analizy
logicznej. Mózg z ADHD reaguje na
bodziec natychmiastowo,
pomijając etap symulacji potencjalnych
przyszłych konsekwencji. Czyli następuje
ten błyskawiczny przeskoki i teraz okej,
skoro tak jest, skoro pewnych rzeczy nie
wyhamujemy, nie zmienimy natychmiast, no
to co z tym robić? Co ja często na takie
rzeczy polecam i i radzę? Jest kilka
strategii potencjalnie skutecznych.
Większość z nich jednak będzie wymagała
czy będzie zapraszała do pracy
zewnętrzny element moderujący,
który wybija trochę z tej rutyny, który
wyhamowuje ciebie za ciebie. Czyli na
przykład coś, żeby zrobić coś w ogóle z
tą decyzją, że ty mówisz tak, nie możesz
powiedzieć tak. Musisz wstrzymać tą
decyzję jakoś, utrudnić sobie jej
podejmowanie, scedować tę decyzję na
kogoś innego, udawać, że nie ma żadnej
decyzji do wykonania albo po prostu z
automatu odpowiadać na wszystko. Nie,
nie, nie, nie, nie będę, nie ma, nic nie
koniec, kropka. Po prostu możesz tak
robić, ale możesz robić coś takiego.
Jest taka technika, 24 godziny na
odpowiedź. I oczywiście 24 godziny jest
bardzo umowną ilością. To może być
obojętnie jaka długość, ale tu chodzi o
to, żeby zakodować sobie, że zanim
powiesz tak, żebyś miał taki jeden krok
zaprogramowany wręcz w sobie,
zamiast się zgadzasz, mówisz: "Wiesz co,
okej, chętnie się w to zaangażuję, brzmi
to bardzo ciekawie.
Daj mi jednak chwilę. Muszę spojrzeć do
kalendarza i muszę przejrzeć i wrócę z
tym do ciebie jutro. Albo wrócę z tym do
ciebie za godzinę, za dwie, za trzy.
O co chodzi? O to chodzi, żeby sztucznie
się wyhamować. O to chodzi, żeby
zatrzymać te impulsy. O to chodzi i
trochę nawiązuje do pierwszej techniki,
żeby odseparować się od tego stanu
emocjonalnego, że ja teraz bardzo,
bardzo, bardzo, bardzo chcę, bardzo,
bardzo, bardzo, bardzo coś bardzo
intensywnie dążę do tego, łaknę tego
bardzo mocno, że ja teraz muszę, muszę
to mieć, muszę to mieć, bo to jest sexy,
bo to jest fajne, bo to jest intensywne
doświadczenie,
żeby odkleić się od tego doświadczenia,
żeby zdystansować się do niego, że ja
jestem teraz człowiekiem, który bardzo,
bardzo chce,
ale muszę sobie dać chwilę.
żeby skonfrontować się z brutalną
rzeczywistością. I gdy sobie dam chwilę,
fala emocjonalna mija, przelatuje sobie
fala, nie ma, te emocje opadają i jestem
w stanie znowu analitycznie, logicznie
ocenić swoją sytuację i adekwatnie
odpowiedzieć. Adekwatnie, bez szkody dla
siebie. Więc to są takie trzy rzeczy, z
którymi spotykam się bardzo regularnie.
Napisz w komentarzu z jakimi ty się
spotykasz rzeczami. Jestem ciekaw jakie
masz doświadczenia w ogóle z
prokrastynacją. Jeśli ci się podobał ten
film subskrybuj, lajkuj, dołączaj do
wspierających. Wspierający mają naprawdę
dostęp do wielu różnych fajnych
webinarów i prześlij film osobie, której
uważasz, że to się przyda.
Ask follow-up questions or revisit key timestamps.
Wideo omawia przyczyny prokrastynacji i wyzwania związane z ADHD, skupiając się na trzech kluczowych aspektach: braku zaufania do siebie, micie natchnienia (paraliżu przygotowawczym) oraz impulsywnym podejmowaniu decyzji. Autor, jako profesjonalista zajmujący się treningiem skuteczności, wyjaśnia, dlaczego te zachowania są mechanizmami regulacji emocjonalnej i oferuje praktyczne techniki pracy nad nimi, takie jak budowanie małych zwycięstw, konfrontacja z wewnętrznym krytykiem oraz strategia 24-godzinnego wstrzymania się przed podjęciem nowych zobowiązań.
Videos recently processed by our community