GEOGRAFIA 4|Dział VI. Zróżnicowanie jakości życia ludności na świecie Roz.2: Głód #geografia
441 segments
Pomyślmy o tym przez chwilę. Co trzeba
zrobić, żeby mieć energię na cokolwiek?
Na pracę, naukę, spotkanie ze znajomymi.
>> No odpowiedź jest banalnie prosta.
>> Trzeba coś zjeść. Jedzenie to nasze
paliwo. Dostarcza nam energii, którą
mierzymy w kaloriach, ale też budulce w
postaci białka, witamin. No absolutna
podstawa. I tu dochodzimy do jednego z
największych i chyba najbardziej
absurdalnych paradoksów naszych czasów.
>> Dokładnie.
Jako ludzkość produkujemy obecnie więcej
jedzenia iż potrzebujemy, by wykarmić
każdą osobę na tej planecie. A mimo to
problem głodu nie tylko wciąż istnieje,
ale w ostatnich latach no znowu narasta.
>> Jest tak poważny, że walka z nim to
jeden z głównych celów zrównoważonego
rozwoju ONZ.
>> Zatem co tu nie gra? Dlaczego system
jest tak no zepsuty? W tej naszej
analizie spróbujemy to rozłożyć na
czynniki pierwsze.
>> Zobaczymy gdzie leży problem, jak
naprawdę wygląda głód w XX wieku i co
jeśli w ogóle cokolwiek da się z tym
zrobić.
>> Chcesz to dobrze zapamiętać? Testy,
quizy i infografiki. Link w opisie. Ucz
się mądrzej, nie dłużej.
>> Dobrze. Zacznijmy może od tego, jak
ogromne są te nierówności. W
materiałach, które analizowaliśmy jest
takie zestawienie, które naprawdę wiesz
daje do myślenia.
>> Te liczby,
>> tak? Statystyczny mieszkaniec Unii
Europejskiej pochłania dziennie około
3440
kkalorii,
>> a z kolei mieszkaniec jednego z
najsłabiej rozwiniętych krajów świata ma
dostęp do żywności o wartości zaledwie
2220
kkalorii.
>> Ta różnica ponad 1200 kkalorii może
brzmieć trochę abstrakcyjnie. No
właśnie, ale żeby to sobie uzmysłowić,
to tak jakby ten pierwszy zjadł solidny
trzydaniowy obiad, a potem jakby nigdy
nic dołożył sobie jeszcze drugi pełny
obiad.
>> A ten drugi w tym czasie walczy, by w
ogóle zebrać kalorie potrzebne do
podstawowego funkcjonowania.
>> To nie jest różnica, to jest po prostu
przepaść.
>> Dokładnie. A w tych materiałach jest
mapa na stronie 214, która pokazuje to
dosłownie jak na dłoń. Nie trzeba nawet
czytać legendy.
>> Od razu widać.
>> Cała Europa, Ameryka Północna, Australia
świecą się na czerwono i pomarańczowo.
To strefy nadwyżki, gdzie jemy grubo
powyżej normy.
>> A potem patrzysz na Afrykę
subsacharyjską, na część Azji
Południowej i widzisz morze zieleni i
żółci. To miejsca, gdzie ludzie nie
zaspokają nawet tych podstawowych
potrzeb. I co fascynujące, to nie jest
tylko kwestia ilości kalorii.
>> O, zdecydowanie nie. Chodzi też, a może
przede wszystkim o to, co ląduje na
talerzu. Nazywamy to strukturą spożycia,
>> czyli co jemy.
>> Tak, w krajach zamożnych nasza dieta
jest bogata w produkty pochodzenia
zwierzęcego, mięso na biał rryby. W
takiej dani to prawie 35% całej energii,
którą spożywamy.
>> A w Nigerii Etiopii
>> poniżej 10%. A to pokazuje, że ich dieta
opiera się na zupełnie innych
fundamentach. Zresztą jest taki skrajny
przykład, który świetnie to obrazuje.
>> Jaki?
>> Statystyczny Japończyk zjada rocznie
około 46 kg ryb i owoców morza.
>> No ma to sens. To naród wyspiarski z
potężną kulturą rybołóstwa.
>> Oczywiście. A mieszkaniec Etiopii, kraju
bez dostępu do morza, zaledwie 200 g
rocznie. To tyle co jeden mały filet z
ryby przez cały rok.
>> I to prowadzi nas do sedna diety w
krajach rozwijających się. Ona opiera
się na tym, co jest tanie, sycące i
łatwe w uprawie w danym klimacie,
>> czyli głównie zboża.
>> W dużej części świata to będą zboża ryż,
pszenica. W Afryce ogromną rolę
odgrywają rośliny bulwiaste jak maniok
czy jam. W Etiopii, o której mówiliśmy,
podstawą jest TE.
>> Tef. Co to jest?
>> To fascynujące lokalne zboże, z którego
robią takie charakterystyczne gąbczaste
placki. Nazywają je ingera. Często służą
im one za talerz i sztucce jednocześnie.
>> Niesamowite.
>> To pokazuje, jak bardzo dieta jest tam
zrośnięta z lokalną kulturą, ale
jednocześnie jak bardzo jest monotonna w
porównaniu z naszą. Okej, czyli mamy
obraz świata podzielonego na tych,
którzy jedzą za dużo i tych, którym
brakuje. Ale to co mnie naprawdę
zaskoczyło w tych materiałach, to że
słowo głód jest no o wiele bardziej
skomplikowane niż się wydaje.
>> O tak.
>> Okazuje się, że można być głodnym mając
pełny żołądek.
>> No właśnie. To jest absolutnie kluczowe
dla zrozumienia tego problemu. Kiedy
myślimy głód, najczęściej mamy przed
oczami obraz wychudzonego dziecka,
kogoś, komu fizycznie brakuje
pożywienia.
>> No tak. To pierwsze skojarzenie.
>> Tak. I to jest oczywiście prawda. To
nazywamy głodem rzeczywistym, jawnym
albo ilościowym. Sytuacja, w której po
prostu brakuje kalorii.
>> Ale jest też ten drugi znacznie bardziej
podstępny rodzaj. Tak, głód utajony,
nazywany też jakościowym. I tu jest ten
paradoks, o którym wspomniałeś. Ktoś
może jeść codziennie do syta, jego
bilans kaloryczny może się zgadzać, ale
jego organizm głoduje.
>> Jak to możliwe?
>> Dlaczego? Bo w tej diecie opartej na
przykład tylko na jednym rodzaju zboża
brakuje kluczowych mikroelementów,
witamin, żelaza, jodu, cynku, a także
pełnowartościowego białka. To trochę
tak, jakby ktoś próbował przeżyć jedząc
codziennie wyłącznie frytki. Brzuch
będzie pełny, kalorii może być nawet za
dużo, ale po kilku tygodniach organizm
zacznie się sypać.
>> Dokładnie. Nie dostaje paliwa o
odpowiedniej jakości i skala tego
problemu jest porażająca.
>> Jak duża?
>> Szacuje się, że głód utajony dotyka od
półtora do nawet 2 miliardów ludzi na
Ziemi.
>> 2 miliardów.
>> Tak.
To znacznie, znacznie więcej niż ofiar
głodu rzeczywistego.
On nie zabija od razu, dlatego jest
utajony, niewidoczny na pierwszy rzut
oka, ale jego konsekwencje są
druzgoczące.
>> Jakie na przykład?
>> Prowadzi do ciężkich chorób. Niedobór
witaminy C to szkorbut, brak żelaza to
anemia, a skrajny niedobór białka u
dzieci powoduje straszną chorobę zwaną
kwasiorkor.
>> Straszne,
>> ale przede wszystkim osłabia odporność.
A w warunkach, gdzie dostęp do lekarza
jest luksusem, zwykła infekcja dla
osłabionego organizmu może być po prostu
wyrokiem śmierci.
>> Skoro wiemy już jak złożony jest to
problem, to przejdźmy do fundamentalnego
pytania. Dlaczego? Dlaczego w XX wieku
ludzie wciąż głodują?
>> No właśnie. Materiały, które analizujemy
dzielą przyczyny na trzy takie główne
grupy, które zresztą strasznie się ze
sobą zazębiają.
>> Zacznijmy od pierwszej. Pierwsza grupa
jest najbardziej oczywista. To przyczyny
przyrodnicze. Mówimy tu o klęskach
żywiołowych, długotrwałych suszach,
niszczycielskich powodziach, plagach
szkodników.
>> Jak te biblijnie brzmiące plagi
szarańcze, prawda?
>> Dokładnie. które potrafią w jeden dzień
zniszczyć plony dla całego regionu. Do
tego dochodzi postępujące niszczenie
gleby i oczywiście zmiany klimatu,
>> które sprawiają, że te ekstremalne
zjawiska pogodowe stają się coraz
częstsze i gwałtowniejsze.
>> Tak,
>> ale sama natura rzadko jest jedynym
winowajcą. Jest też druga grupa,
przyczyny ekonomiczne.
>> I tu na pierwszym miejscu jest po prostu
skrajne ubóstwo. Ludzie nie stać na
jedzenie, nawet jeśli ono fizycznie leży
na strau na lokalnym targu. Do tego
dochodzi niski poziom rolnictwa,
>> tak? Brak dostępu do nowoczesnych
narzędzi, nawozów, systemów nawadniania.
Wszystko to sprawia, że rolnicy są zdani
łaskę i niełaskę pogody.
>> I wreszcie trzecia, chyba
najtragiczniejsza grupa przyczyn,
społeczno-polityczne.
>> Bo okazuje się, że największym wrogiem
człowieka jest często drugi człowiek.
>> Wojny.
>> Na czele tej listy są konflikty zbrojne
i wojny.
Wojna niszczy wszystko, pola uprawne,
infrastrukturę, blokuje dostawy pomocy
humanitarnej i zmusza miliony ludzi do
ucieczki.
>> A dane na ten temat są po prostu
wstrząsające. Przeczytałem, że ponad
połowa głodujących dorosłych i niemal
80% wszystkich niedożywionych dzieci na
świecie żyje w krajach ogarniętych
jakimś konfliktem.
>> 80%
>> to nie jest przypadek. Sudan Południowy,
Jemen, Syria to nie są miejsca, gdzie po
prostu brakuje deszczu. To miejsca,
gdzie ludzka decyzja o wojnie
doprowadziła do klęski głodu.
>> Dokładnie. Współczesne klęski głodu to
niemal zawsze taka toksyczna mieszanka
tych trzech czynników: katastrofy
klimatycznej, biedy i wojny. Jedno
napędza drugie w błędnym kole.
>> A skutki
>> dewastujące i wielopokoleniowe. Mówimy o
osłabieniu fizycznym i psychicznym
całych społeczeństw, o chorobach, o
załamaniu gospodarki, bo ludzie są zbyt
słabi, by pracować. Mówimy o masowych
migracjach w poszukiwaniu chleba,
>> a na końcu tej drogi jest śmierć,
>> zwłaszcza wśród najsłabszych, dzieci do
piątego roku życia. Niedobór pożywienia
w tym kluczowym okresie powoduje
nieodwracalne zmiany w rozwoju mózgu i
całego organizmu.
>> Porozmawiajmy chwilę o liczbach, bo one
pokazują, że nie mówimy o marginalnym
problemie. W 2020 roku na świecie
głodowało niemal 770 milionów ludzi.
>> 770 milionów.
>> To tak jakby cała populacja Europy nagle
zaczęła głodować. Prawie co 10 osoba na
ziemi.
>> A najbardziej niepokojące jest to, co
stało się w ostatnich latach. Wiesz,
jest taki wykres, który pokazuje trend w
czasie. Przez kilkanaście lat od
początku XX wieku liczba głodujących
systematycznie spadała.
>> Szliśmy w dobrym kierunku.
>> Powoli, bo powoli, ale jednak wydawało
się, że cel wyeliminowania głodu, choć
ambitny, jest w zasięgu ręki. Niestety,
mniej więcej od 2015 roku ten trend się
odwrócił
>> i zaczął rosnąć. Dlaczego?
>> To splot kilku czynników. nasilenie się
konfliktów zbrojnych w różnych częściach
świata, coraz bardziej odczuwalne skutki
zmian klimatu, a ostatnio do tego
wszystkiego doszły jeszcze ekonomiczne
konsekwencje pandemii,
>> tak, COVID-19,
>> które wepchnęły w skrajne ubóstwo
kolejne dziesiątki milionów ludzi.
>> A gdzie jest najgorzej?
>> Geodrachicznie problem koncentruje się w
dwóch regionach. W Azji, gdzie żyje
ponad 400 milionów głodujących i w
Afryce subsaharyjskiej, gdzie jest ich
prawie 300 milionów. W niektórych
krajach afrykańskich odsetek
niedożywionych przekracza 40% populacji.
>> I to wszystko prowadzi nas z powrotem do
tego absurdalnego punktu wyjścia.
Produkujemy wystarczająco dużo jedzenia.
Problem nie leży w produkcji, ale w
dostępie, dystrybucji i nierównościach.
>> No właśnie. Skoro tak, to co możemy z
tym zrobić? Jakie są rozwiązania?
>> I tu dochodzimy do sedna. Nie wystarczy
po prostu zwiększyć produkcję, bo już
teraz produkujemy za dużo.
>> Więc co?
>> Kluczowe są dwie rzeczy. Walka z
ubóstwem i walka z marnotrastwem.
Zacznijmy od tego drugiego, bo ta liczba
jest szokująca. W 2019 roku na świecie
zmarnowano, czyli po prostu wyrzucono
ponad 930 milionów ton żywności. Czekaj,
czekaj. 930 milionów ton to jest liczba,
której nawet nie potrafię sobie
wyobrazić.
>> To jest 17% całej globalnej produkcji
żywności.
>> 1/6
>> 1/6 jedzenia, które produkujemy ląduje w
koszu. W tym samym czasie 770 milionów
ludzi kładzie się spać głodnych. To jest
moralny i ekonomiczny absurd.
>> Ale czy to marnotrastwo dzieje się
głównie u nas w bogatych krajach, gdzie
wyrzucamy jedzenie z lodówek? Czy
problem jest też po stronie produkcji w
biedniejszych regionach?
>> I jedno, i drugie. W krajach bogatych
marnujemy na poziomie konsumenta, w
domach, restauracjach, supermarketach. W
krajach biednych ogromne straty powstają
wcześniej na etapie zbiorów,
przechowywania i transportu z powodu
braku odpowiedniej infrastruktury,
>> dróg, magazynów.
>> Dokładnie. Dróg, silosów, chłodni.
Jedzenie po prostu gnije zanim dotrze do
ludzi. Dlatego rozwiązania muszą być
wielotorowe. Trzeba wspierać małych
lokalnych rolników, trzeba inwestować w
infrastrukturę i trzeba edukować. A co z
tą słynną kwestią jedzenia mięsa? W
materiałach jest podkreślone, że jego
produkcja jest bardzo nieefektywna.
>> Niezwykle nieefektywna. Hodowla zwierząt
zajmuje aż 77%
wszystkich użytków rolnych na świecie, a
dostarcza nam zaledwie 18% kalorii.
>> Tylko 18%.
>> Tak. i 37% białka. Ogromna część upraw,
jak soja czy kukurydza jest przeznaczana
na pasze dla zwierząt zamiast
bezpośrednio dla ludzi. Ograniczenie
globalnej konsumpcji mięsa uwolniłoby
gigantyczne zasoby ziemi i żywności,
>> które mogłyby wykarmić miliardy. To
czysta matematyka.
>> Dokładnie.
>> Na szczęście w tej walce nie jesteśmy
bezbronni. Są organizacje, które
działają na pierwszej linii frontu.
Chyba najważniejszą z nich jest światowy
program żywnościowy, czyli WFP.
>> Zdecydowanie to największa na świecie
organizacja humanitarna, która walczy z
głodem. Działają w ponad 80 krajach,
docierając do miejsc, gdzie nikt inny
nie jest w stanie dotrzeć.
>> Do stref wojennych, obozów dla
uchodźców,
>> obszarów dotkniętych klęską żywiołową,
dostarczają żywność, która ratuje życie
tu i teraz. mąkę, ryż, olej, ale też
specjalne wysoko odżywcze posiłki dla
niedożywionych dzieci.
>> I w 2020 roku ich praca została
doceniona w niezwykły sposób.
>> Otrzymali pokojową nagrodę Nobla,
>> co jest symbolicznym, ale też niezwykle
trafnym uznaniem, że nie ma pokoju bez
jedzenia i nie ma jedzenia bez pokoju.
Tak, to są dwie strony tej samej monety.
Komitet Noblowski chciał w ten sposób
podkreślić, że głód jest często używany
jako broń wojenna, a zapewnienie
bezpieczności żywnościowego jest
fundamentem globalnej stabilności.
>> A praca w UFP to nie tylko rozdawanie
jedzenia.
>> Nie, nie. To też programy dożywiania w
szkołach, które zachęcają rodziców do
posuwania dzieci na lekcje czy
wspieranie lokalnych rynków przez
kupowanie żywności od małych rolników.
To jest wiesz kompleksowe działanie.
>> Myślę, że jeśli jest jedna rzecz, która
naprawdę zostaje w głowie po tej
analizie, to jest to jak bardzo mylimy
się co do natury głodu.
>> Zgadzam się.
>> Ten obraz, który mamy w mediach, skrajny
fizyczny brak jedzenia, to tylko część
prawdy. Ta cicha, utajona forma głodu,
która dotyka miliardy ludzi i niszczy
ich zdrowie po cichu, jest chyba o wiele
bardziej przerażająca,
>> bo jest niewidoczna. A drugi kluczowy
wniosek jest taki, że głównymi
przyczynami głodu nie są dziś klęski
naturalne same w sobie, ale ludzkie
decyzje, konflikty, złe rządy, ciwość i
systemowe nierówności.
>> Głód w XX wieku jest problemem
politycznym.
>> Dokładnie.
>> I wreszcie ten wstrząsający paradoks
marnotrawstwa. Wyrzucamy 1/6
produkowanej żywności. To pokazuje, że
rozwiązanie nie polega na wyprodukowaniu
jeszcze więcej, ale na mądrzejszym i
sprawiedliwszym zarządzaniu tym, co już
mamy.
>> Na koniec zostawię wszystkich z jedną
myślą. Prognozy niestety wskazują, że
celu wyeliminowania głodu do 2030 roku
nie uda się osiągnąć. Będziemy od niego
bardzo daleko. Wiemy, że na świecie jest
wystarczająco dużo jedzenia dla
wszystkich. Problem nie leży w
produkcji, ale w dostępie i dystrybucji.
Zastanówmy się więc, jaka jedna zmiana w
naszym globalnym systemie politycznym,
ekonomicznym czy społecznym mogłaby
zrobić największą różnicę w dostarczeniu
tej istniejącej nadwyżki żywności do
ludzi, którzy jej najbardziej
potrzebują.
Yeah.
Ask follow-up questions or revisit key timestamps.
Współczesny świat mierzy się z paradoksem głodu, pomimo produkcji wystarczającej ilości żywności dla wszystkich. Problem nie leży w niedoborze, lecz w nierównościach w dostępie i dystrybucji. Istnieją dwa rodzaje głodu: rzeczywisty (ilościowy), czyli fizyczny brak kalorii, oraz utajony (jakościowy), wynikający z niedoboru mikroelementów pomimo pełnego żołądka, który dotyka miliardy ludzi i ma dewastujące konsekwencje zdrowotne. Główne przyczyny głodu to czynniki przyrodnicze (klęski żywiołowe, zmiany klimatu), ekonomiczne (ubóstwo, niski poziom rolnictwa) oraz społeczno-polityczne (konflikty zbrojne, złe rządy), przy czym wojny są szczególnie niszczycielskie. Liczba głodujących, która spadała, niestety rośnie od około 2015 roku, szczególnie w Azji i Afryce Subsaharyjskiej, co wynika z konfliktów, zmian klimatu i pandemii. Rozwiązania obejmują walkę z ubóstwem, zmniejszenie marnotrawstwa żywności (około 17% globalnej produkcji jest wyrzucane), wspieranie rolników i inwestowanie w infrastrukturę. Ograniczenie globalnej konsumpcji mięsa, ze względu na nieefektywność produkcji, mogłoby uwolnić gigantyczne zasoby. Organizacje takie jak Światowy Program Żywnościowy (WFP) odgrywają kluczową rolę w walce z głodem, dostarczając pomoc i realizując programy rozwojowe. Podkreśla się, że głód w XXI wieku jest głównie problemem politycznym, a nie brakiem żywności.
Videos recently processed by our community