Słońce+Baterie+EV po prostu wygrają
1732 segments
Każdą rewolucję najlepiej widać z
perspektywy czasu. Dziś jasno możemy
określić moment wybuchu rewolucji
przemysłowej, samochodowej, komputerowej
czy internetowej. Każda z nich odcisnęła
na naszej cywilizacji piętno widoczne w
każdym aspekcie naszego życia. Czasem
mamy jednak problem, by dostrzec
rewolucje, które toczą się i dojrzewają
w trakcie naszego życia. Nie wszystko
jest tak wyraźne jak boom AI, a symptomy
zmiany są delikatniejsze i mniej
elektryzujące. A mimo to, gdy za
kilkadziesiąt lat spojrzymy na etap
wejścia i porównamy go z momentem
wyjścia, nikt nie będzie miał
wątpliwości, z jak wielką rewolucją
mieliśmy wówczas do czynienia.
Taka właśnie będzie reakcja na
największą energetyczną rewolucję
naszych czasów, opierającą się przede
wszystkim na trzech filarach: słońcu,
bateriach oraz samochodach.
elektrycznych. Każdy ten filar
utwierdza, wzmacnia i napędza każdy z
pozostałych tworząc gmach nowej
rewolucji
energetyczno-technologiczno-społecznej,
która dalej pozostaje na bardzo wczesnym
etapie swojego formowania. Jeśli obecne
trendy się utrzymają, za kilka dekad
nasz świat w wielu aspektach nie będzie
przypominał tego, w którym żyjemy
dzisiaj. Zapraszam na raport lat 20.
Każda z wielkich rewolucji, przemysłowa,
samochodowa, internetowa, tworzyła
firmy, które przez dekady kształtowały
światową gospodarkę. Ci, którzy
rozpoznali je wystarczająco wcześnie i
działali świadomie, mogli uczestniczyć w
ich rozwoju. Rewolucja energetyczna, o
której za chwilę jest właśnie na tym
etapie. Dlatego korzystam z XTB,
partnera tego kanału i mojego własnego
centrum inwestycyjnego. Platforma daje
mi dostęp do ponad 9400 akcji i ETFów z
całego świata, w tym spółek z sektorów
energetycznego, technologicznego i
przemysłowego. Dodatkowo, jeśli mój
miesięczny obrót nie przekroczy 100 000
EUR obrotu miesięcznie, inwestuję bez
prowizji. Dla tych z was, którzy dopiero
zaczynają rejestrując się z kodem GTBT,
otrzymacie darmowe materiały edukacyjne
dla początkujących, które krok po kroku
wprowadzą was w świat inwestowania i
finansów. Pamiętajcie jednak, że każda
inwestycja wiąże się z ryzykiem.
Filar pierwszy. Słońce. Niewyczerpalne
źródło.
Wiem, co część z was mogła teraz
pomyśleć. Panele fotowoltaiczne, mam je
na dachu od 10 lat. Jaka to nowość? Jaka
rewolucja? Po pierwsze, gratulacje.
Jesteś jednym z pionierów nowej
energetyki. Po drugie, tak, te już nieco
spowszedniałe panele fotowoltaiczne w
dalszym ciągu są na bardzo wczesnym
etapie swojego rozwoju w rozumieniu
skali energii pozyskiwanej przez
ludzkość. Droga słońca jako jednego z
głównych, a być może najważniejszego
źródła energii dla ludzkości dopiero
zaczyna wchodzić na nomenomen
trajektorię kosmiczną.
Na początku krótkie zastrzeżenie
techniczne. W odcinku będzie dużo liczb,
więc zanim ruszymy, wyjaśnijmy dwie
rzeczy. Moc zainstalowana na przykład w
gigawach to maksymalna teoretyczna moc
instalacji. Faktyczna generacja czyli
gigawogodziny zależy od tak zwanego
capacity factor. Dla fotowoltaiki w
Polsce to jakieś 12%, a dla atomu 90%.
Dlatego porównując same gigw
fotowoltaiki i atomu nie porównujemy
ilości faktycznie wyprodukowanej
energii. Przejdźmy dalej.
Znajdujemy się w ciekawym momencie
historii. Globalna generacja energii
elektrycznej z fotowoltaiki, wiatru i
atomu w 2026 roku właściwie się zrównała
i obecnie oscyluje w okolicach 225
terzin na miesiąc. Jednak szybkie
spojrzenie na trendy szybko nas
uświadamia, że o ile generacja z atomu
będzie stopniowo wzrastać na mocy
nuklearnego renesansu, jeszcze szybszy
przyrost zanotuje wiatr, jednak to
energia słoneczna. Jeśli utrzyma obecny
trend, może w kolejnych dekadach
generować wielokrotnie więcej energii
niż wiatr i atom razem wzięte.
Ale jak to? Perspektywa lotu ptaka,
którą lepiej pokazuje ten wykres,
potwierdza, że węgiel dalej posiada
kolosalne znaczenie odpowiadając za 1/3
globalnego miksu generacji
elektryczności. Jednak zbliżenie na
linię trendu dla energii słonecznej
zdradza pewne symptomy skali tej
rewolucji. Ani przy rozgazu od 1995
roku do 2010, ani równie pokaźny wzrost
wiatru nie może się równać z przełomem
fotowoltaiki.
Nawet bardzo konserwatywne projekcje
wskazują, że generacja energii ze słońca
w 2046 roku wzrośnie 10okrotnie. z
obecnych 2000 terogin na rok do 20 000
na rok w ciągu najbliższych 20 lat.
Baacja
obecnej linii trendu przedstawiającej
aktualnie dodawane nowe moce
fotowoltaiczne pokazuje, że być może nie
będziemy musieli na to czekać 20 lat,
lecz jedynie 10. Tempo wzrostu jest
oszałamiające. W 2 lata niemal podwoiła
się globalna moc zainstalowana z 1,2 do
2,2 terw. A w tr lata sama generacja
energii z 1000 do ponad 2000 terzin
rocznie.
Oczywiście tu kolejna stopka. Trudno
zakładać, że tak astronomiczny przyrost
utrzyma się na zawsze. Przeciągając tę
linię bardzo szybko, konkretnie w 202
lata, dojdziemy do poziomu całej energii
wyprodukowanej przez słońce, co raczej
się nie wydarzy. Tak, na pewno wykres w
pewnym momencie będzie musiał się
wypłaszczyć. Jednak niewiele wskazuje,
by ten chciał to robić już teraz.
Pokusa normalizacji tychże trendów
pokarała już największych, przede
wszystkim międzynarodową agencję
energii. IA bezpiecznie prognozując
rychłe wypłaszczanie zupełnie się w tym
procesie skompromitowała. Niemal każda
dotychczasowa projekcja IA mocno nie
doszacowywała tempa i skali przyrostu
instalacji fotowoltaiki na świecie, co
dobitnie prezentuje ten wykres. Żółte od
nogi to założenia próbujące
urzeczywistniać wzrost PV. Natomiast
linia czarna to prawdziwy historyczny i
mówiąc wprost stratosferyczny wzrost
słońca. Wzrost, którego końca dalej nie
widać. Średnio faktyczne instalacje
trzykrotnie przekroczyły pięcioletnie
projekcje mówi adnotacja do wykresu,
który przygotował The Economist.
W 2009 roku Międzynarodowa Agencja
energetyczna przewidywała, że w 2030
roku łączna moc zainstalowanych
elektrowni słonecznych osiągnie poziom
244 GW. Tyle że ten cel zrealizowano nie
w 21 lat, a 7. Dzisiaj całościowa
zainstalowana moc fotowoltaiki to blisko
3000 GW, a zatem ponad 10okrotność tego,
co IEA zakładała na 2030 rok. Ciężko
było pomylić się bardziej, tym bardziej
będąc międzynarodową agencją energii,
mówiąc klasykiem You had one jo w 2025
roku aż 75% globalnego wzrostu popytu na
energię pokryło jedno źródło: energia
słoneczna.
Skąd ta zmiana? Oczywiście z redukcji
kosztów. Tylko w ostatnich 16 latach
cena panela fotowoltaicznego spadła
10okrotnie z 5arów za wat
do 26 centów w 24. Licząc od 1975
roku jest to spadek 450okrotny.
Natomiast patrząc przekrojowo na źródła
odnawialne, te przewyższyły generację
elektryczności z węgla po raz pierwszy
od 100 lat, kiedy to na krótko w 1919
roku załamał się rynek produkcji węgla.
Realnie i długoterminowo jest to zatem
pierwsza taka sytuacja w historii.
Udział węgla w miksie mimo delikatnego
wzrostu od lat 1970 do 2010 w ostatnich
10 latach gwałtownie spada i obecnie
relatywnie do całości generacji prądu
spadł do najniższego poziomu w historii.
Spadek udziału węgla jest zatem
zjawiskiem uniwersalnym i ponadnarodowym
również w krajach mocno zawęglonych jak
Polska czy Chiny. Zatrzymując się na
chwilę przy naszej ojczyźnie należy
zauważyć, że w Polsce z uwagi na duże
kulturowe i ekonomiczne przywiązanie do
węgla rewolucja przebiega nieco wolniej,
lecz mimo tego jest dalej bardzo
widoczna.
W roku 2000 węgiel stanowił blisko 95%
generacji energii. Jeszcze w 2022 roku
węgiel generował 70% prądu, dzisiaj
niewiele ponad 50%.
2026 rok będzie pierwszym rokiem w
historii Polski, kiedy węgiel będzie
odpowiadał za mniej niż połowę udziału w
wytwórstwie prądu. 30% z tego przejęły
źródła czyste: wiatr 14,5%, słońce 11% i
biomasa 5%. Znaczący jest także udział
gazu ziemnego 14%. Wejście do systemu
pierwszych gigwów mocy jądrowej może
przełożyć się na około 5% rocznej
produkcji energii elektrycznej w kraju.
Docelowe trzy bloki to 15%. To oraz
stały wzrost generacji OZ sprawi, że
węgiel z niezastąpionego źródła stanie
się jedynie jednym z wielu. Ktoś
rzeknie: "To skandal, przecież żyjemy na
węglu". Węgiel ma tę interesującą
właściwość, że jest nie tylko źródłem
brudnym, ale za to drogim, szczególnie w
Polsce. Jak pokazuje ten wykres od
portalu Wysokie Napięcie, koszt
wydobycia węgla w Polsce jest od dwóch
do sześciu razy wyższy niż w innych
miejscach świata. Mimo to Polska dalej w
dużym stopniu subsydiuje górnictwo. W 24
roku dopłaty wyniosły 7 miliardów
złotych, w 25 9 miliardów. A patrząc
całościowo od 1989
roku do 2025 państwo wpompowało w sektor
węgla kamiennego około 156
miliardów złotych.
Inny do niedawna węglowy champion
Australia jeszcze w 2005 roku generowała
90% energii z węgla którego zauważmy
również ma pod dostatkiem. Po 20 latach
ten udział spadł poniżej 50% i niedługo
będzie mniejszy niż udział Oze. Jednak
najważniejsza referencja pozostaje taka
sama. Chiny. Ktoś powie, ale przecież
Chiny dalej stawiają elektrownie węglowe
i będzie miał rację. Z tym, że ten fakt
należy rozumieć w szerszym kontekście.
Istotnie, państwo środka żarłocznie
łaknie energii. Dlatego elektrownie
węglowe w Chinach dalej powstają i to w
dużym tempie. W 2024 roku Chiny
rozpoczęły budowę około 95 GW nowych
elektrowni węglowych, tyle ile
wystarczyłoby do zasilenia całej
Wielkiej Brytanii dwukrotnie. Chińskie
moce stanowiły aż 93% globalnej nowej
mocy węglowej. Ponad połowa światowej
generacji prądu z węgla przypada na
Chiny. No to zaraz, skoro rezolutni
Chińczycy tak inwestują w węgiel, to
chyba nie jest z nim tak źle. Sęk w tym,
że Pekin w tym samym okresie dodaje
wielokrotnie więcej mocy ze źródeł
odnawialnych, a węgiel stanowi jedynie
częściowe wsparcie. To dlatego udział
węgla mimo dodawania nowych mocy
wytwórczych cały czas spada. Z 73% w
2016 roku do 51% w 25.
To nie wszystko. Powiedzieć, że Chiny
postawiły na energię słoneczną byłoby
nie do powiedzeniem roku. Tylko w
zeszłym roku Chiny oddały do użytku dwa
razy więcej mocy fotowoltaicznej niż
cała reszta świata wzięta razem. 256 GW
to ponad 3,5 mocy całego polskiego
systemu elektroenergetycznego i
dwukrotność generacji w jednym roku. Ten
fakt dobrze ilustruje to, że wzrost
chińskiej potęgi bazuje nie tylko na
taniej mocy Chińczyków. kradzieży,
własności intelektualnej czy
przemysłowych subsydiów, rzeczach, które
punktuje się łatwo. Należy z pokorą
przyjąć, że Pekin po prostu podjął wiele
dobrych strategicznych decyzji, często
znacznie lepszych niż Europa i USA, a
potem dobrze je egzekwował. Postawienie
na słońce jest jedną z tych
najważniejszych.
Po przeciwnej stronie strategicznej
rywalizacji mamy Donalda Trumpa, który
blokuje wydawanie zgód na projekty
odnawiane. Już pierwszego dnia drugiej
kadencji ogłosił cytat krajową sytuację
nadzwyczajną w energetyce, a wkrótce
potem podpisał rozporządzenie o pięknym
węglu uruchamiające ponad 600 milionów
dolarów grantów i 200 miliardów dolarów
taniego finansowania dla branży
węglowej. Departament Energii wydał już
19 rozkazów awaryjnych zmuszających
operatorów do utrzymywania w pracy
starych bloków, które same chciały
wyłączyć jako nierentowne, łącznie 17
GW.
Jednocześnie sekretarz spraw
wewnętrznych DCK Bargrom wprowadził
obowiązek osobistej akceptacji niemal 70
typów decyzji dotyczących farm
wiatrowych i solarnych na ziemi
federalnej, argumentując między innymi
ich podatność na atak roju dronów. W
skutek tych działań, aż 57 GW nowych
amerykańskich mocy OZE, jest opóźnionych
lub anulowanych. Sądy federalne kolejno
blokują te działania. Administracja
przegrała między innymi pięć spraw z
rzędu o wiatr offshore, ale każdy
miesiąc opóźnienia to przewaga oddana
Pekinowi za darmo. Mimo oporu władzy
federalnej organiczna zmiana i tak
postępuje, a udział słońca w
amerykańskim miksie wzrósł do 8% w ciągu
10 lat wchodząc na raptownię wznoszącą
się krzywą, która przewijać się będzie w
całym naszym odcinku. W tym względzie
wyróżnia się przede wszystkim słoneczna
Kalifornia, gdzie słońce wyprzedziło gaz
jako największe źródło energii. Jednak
nie myślcie, że to domena tylko
kalifornijskich lipków, bowiem to
konserwatywny Tekas jest największym
generatorem energii ze słońca w Ameryce.
Wyprzedził Kalifornię w tym względzie w
ostatnich miesiącach.
Mimo alarmistycznej i defetystycznej
narracji w tym względzie Europa wyraźnie
wyprzedza Stany Zjednoczone, a pod
jednym względem nawet Chiny. Chińczycy
dominują w generacji prądu ze słońca.
Mają trzykrotnie więcej zainstalowanej
mocy solarnej od Europy i czterokrotnie
od USA. Natomiast gdy idzie o procentowy
udział w produkcji energii elektrycznej,
ten w Europie 13% delikatnie przewyższa
chiński 12% i bardzo wyraźnie
amerykański 8,5%.
Dlatego nie dziwić będzie fakt, że
udział słońca w miksie energetycznym
wzrósł w zeszłym roku w każdym kraju
Unii Europejskiej, a na szczególne
uznanie zasługują tutaj Węgry, Cypr
Holandia. Jako duży wzrost udziału w
Miksie, czy Niemcy, Włochy, Francja, czy
znowu Holandia w rozumieniu dodanej
nominalnej mocy wytwórczej.
Polska plasuje się tutaj delikatnie
poniżej średniej unijnej, a w zeszłym
roku dodała relatywnie mało nowej mocy
ze słońca. Węgrom Wiktora Orbana można
było wiele zarzucić pod wieloma
względami. Jednak w adaptacji
fotowoltaiki w Europie nikt z Madziarami
nie może się równać. Węgry w 10 lat
przezbroiły niemal 1/3 własnego miksu
energetycznego na słońce. Duże
osiągnięcie.
Rewolucja solarna nie jest jednak
zarezerwowana wyłącznie dla dużych i
bogatych. Chińczycy masowo produkują
panele fotowoltaiczne także na eksport.
Wielokrotnie informowaliśmy o strategii
Pekinu polegającej na wykoszeniu między
innymi europejskich producentów z
rodzimego rynku, ale polityka
komunistycznej partii Chin pozwala także
na nagłą rewolucję państwom, które
niekoniecznie uznalibyśmy za pionierów
nowych trendów. Tymczasem przykładowo
Pakistan w ciągu zaledwie trzech lat
zaimportował 50 GW chińskich modułów
fotowoltaicznych.
No dobrze, a co z popularną
gdzieniegdzie opinią o krótkiej
żywotności paneli fotowoltaicznych? i
ich spadku wydajności wraz z wiekiem.
Elektrownie buduje się na dekady, a
panele no właśnie. Fotowoltaika to z
jednej strony dalej technologia we
wczesnej fazie rozwoju, a z drugiej
strony jednak na tyle dojrzała, by
pozwolić na naukową weryfikację takich
hipotez. Z pomocą przychodzą tutaj
ostatnie badania naukowców z University
of Applied Sciences and Arts of Southern
Switzerland. Co orzekają Szwajcarzy?
Otóż to, że panele słoneczne są dużo
bardziej żywotne niż pierwotnie
szacowano. Po 30 latach użytkowania
zachowały 8085%
swojej pierwotnej mocy znamionowej. A
pamiętajmy, że mówimy o panelach
produkcji lat 1987-193.
Reasumując, musimy mieć świadomość, że
rewolucja z perspektywy historycznej
jest bardzo gwałtowna, aczkolwiek dalej
znajduje się na bardzo wczesnym etapie,
bo przecież przedstawione wyżej dane w
większości odnosiły się do energii
elektrycznej, a elektryczność to tylko
część globalnego popytu na energię.
Globalna konsumpcja energii, która
obejmuje także przemysł, transport czy
budownictwo, pokazuje, że triada, ropa,
węgiel, gaz dalej ma się dobrze, a
słońce czy wiatr dalej stanowią ledwie
zauważalny ułamek, odpowiednio 1,8,5%
ogólnej podaży energii.
Dobrze to ilustruje przykład Europy.
Owszem, elektryczność z kopalin spadła
poniżej 30%, ale przemysł, budownictwo i
transport dalej są mocno lub krytycznie
uzależnione od źródeł kopalnych. Co
widzimy na tym wykresie?
Co na to słońce? Tu zaczyna robić się
ciekawie.
Obecnie całe globalne zapotrzebowanie
ludzkości na energię wynosi jakieś 180
000 terwogin rocznie. Z tego słońce w
2024 roku, co pokazuje wykres,
generowało jedynie 2000 terogodzin.
Jednakże w 2024 roku w artykule o
przewrotnym tytule Solar Power Won't
save us tygodnik Time opisywał, że jeśli
słońce utrzyma swoją pięcioletnią stopę
wzrostu wynoszącą 23% rocznie, to do
końca 2046 roku mógłby pokrywać całe
globalne zapotrzebowanie na energię na
poziomie z 2023. a do 2050 roku nadal
produkowałby więcej niż byśmy
potrzebowali, nawet gdybyśmy podwoili
globalne zużycie energii. Dokładnie tę
trajektorię przedstawia jeden z
poprzednich wykresów.
Oczywiście po pierwsze nie ma powodu by
całość energii pozyskiwać ze słońca. Po
drugie rysując tak z obecnej perspektywy
absurdalne scenariusze trafiamy na wiele
przeszkód logistycznych, które z czasem
wypłaszczą tę trajektorię. Omówmy sobie
kilka z nich. Pierwszym z nich jest
prozaiczny fakt, że powierzchnia pod
instalację jest ograniczona, a przecież
nie chcemy karczować lasów deszczowych
czy pozbawiać się łąk, żeby stawiać
farmy PV. Rozważanych odpowiedzi na to
wyzwanie jest wiele. Pierwszy i
oczywisty to dachy budynków, które dalej
w zdecydowanej większości nie posiadają
modułów PV. Surrealistyczny przykład
wizualny stanowi tutaj syryjskie Alepo,
którego odbudowa jest wprost zasilana
energią ze słońca. To zdjęcie to nie
jest AI. A jeśli ktoś powie, że takie
panele są brzydkie, to już teraz
istnieją dachy z pełnym poszyciem
solarnym.
Drugi równie oczywisty kierunek to
parkingi. Samochody stoją w cieniu,
latem mniej się nagrzewają. Na celowniku
są także tereny zdegradowane. Kopalnie,
składowiska, hałdy, stare lotniska, dla
których mogłoby to być produktywne
zastosowanie. Chińczycy już dzisiaj w
taki sposób gospodarują nieużytkami.
Mamy także wszelkiego rodzaju płoty czy
ekrany akustyczne, które na długości
setek kilometrów mogłyby zwyczajnie
zmienić się w panele fotowoltaiczne. W
końcu pojawia się także agrowoltaika, a
zatem fotowoltaika zastosowana w
rolnictwie. I choć niektórym może to
burzyć wizję idylicznej wsi, już dzisiaj
badania pokazują, że niektóre uprawy nie
tyle nie tracą, co zyskują pod panelami.
Pomidory na przykład dają o 15% wyższe
plony. Podobnie zioła i niektóre owoce
miękkie. A to dlatego, że panele chronią
przed ekstremami pogodowymi i
ograniczają parowanie. Globalna moc Agro
PV wzrosła z 5 MW w 2012 do ponad 14 GW
w 21 i rośnie wykładniczo.
W Polsce mamy już własne rozwiązania.
Agri PVTRS System zaprojektowany został
jako rozwiązanie stricte rolnicze. Ma on
dawać możliwość wprowadzenia upraw pod
instalacją i tworzyć system, który
produkuje energię, zarządza retencją
wody i jednocześnie wspiera uprawy. Czy
to wystarczy? Badania zespołu
uniwersytetu z Archus z 21 roku
pokazały, że jedynie 3% globalnej
powierzchni lądu wystarczyłoby do
pokrycia całego światowego
zapotrzebowania na elektryczność. Z
jednej strony wydaje się, że to mało, a
jednak realnie mówimy o powierzchni
równej całej Szwecji. Ale znowu musimy
uwzględniać inne zmienne, na przykład
poprawę wydajności samych paneli.
Dzisiejsze masowo produkowane panele
krzemowe mają około 22-23%
sprawności. Tymczasem chińskie firmy już
biją rekordy w tandemach perowski
tkrzem, osiągając wydajność na poziomie
35%. Gdy tandemy wejdą do masowej
produkcji, z samej powierzchni dachu czy
farmy uzyskamy 50, nawet 60% więcej
energii. Teoretyczny limit dla tandemów
to około 45% sprawności. Czy jednak
technologia zatrzyma się na tym pułapie?
Oczywiście ponownie samo założenie, by
całą energię czerpać ze słońca jest
wyłącznie hipotetyczne. Realnie nie ma
konieczności by całą energię czerpać ze
słońca. Szczególnie, że pozostaje nam
wiatr czy atom, czy punktowo węgiel, gaz
i roba. To jest i pozostanie potrzebne,
szczególnie w konkretnych przypadkach.
Niemniej takie rozważania potwierdzają,
że potencjał słońca dalej jest olbrzymi,
wręcz nomenomen, kosmiczny.
Już teraz rozwijana jest technologia
przesyłu energii z kosmosu na Ziemię. To
dalej temat futurystyczny, ale już
testowany. Ctech w misji Maple w 2023
roku przesłał energię bezprzewodowo z
orbity na Ziemię. A kolejne
demonstratory rozwijają Japonia, USA,
Wielka Brytania i przede wszystkim
Chiny. Logika jest prosta. W kosmosie
panele mają niemal nieograniczoną
przestrzeń, pracują bez nocy i chmur,
ale problemem pozostaje koszt wynoszenia
ładunków oraz straty w przesyle energii
przez atmosferę. Dlatego bardziej
realistycznym rozwiązaniem pośrednim
może być nie tyle zasilanie Ziemi z
orbity, ile przenoszenie części
energochłonnych odbiorników, na przykład
centrów danych na orbitę lub Księżyc i
zasilanie ich bezpośrednio słońcem. Tam
na korzyść tego kierunku energetyki
przemawia również fakt, że
entuzjastycznym zwolennikiem słońca jest
największy kosmiczny baron Elon Musk,
który wielokrotnie określa w swoich
wizjach energię słoneczną jako
najważniejsze źródło energii.
Podsumowując, słońce ma na dziś
najlepsze karty i właśnie zaczyna
wygrywać na masową skalę.
Filar drugi. Magazyny energii. Nowa
elastyczność.
Dotychczas największym problemem energii
słonecznej było to, że słońce, no cóż,
świeci jedynie za dnia. I owszem, jak
spojrzymy na obecny rozkład generacji
mocy, nawet w kraju mocno opartym na
kopalinach, jakim jest Polska,
zobaczymy, że od mniej więcej 7:00 do
17:00 słońce wjeżdża na całego i staje
się najważniejszym źródłem prądu w
miksie. W nocy natomiast nadganiać musi
przede wszystkim węgiel, a za jakiś czas
będzie to atom.
Tyle że już dzisiaj posiadamy
rozwiązania, które pozwalają wykorzystać
energię słoneczną również w nocy. I są
to baterie, a mówiąc ściślej magazyny
energii. Sukces fotowoltaiki jest
wszędzie widoczny i dość ugruntowany.
Natomiast magazyny energii dopiero teraz
zaczynają podążać podobnym trendem. W
latach 2021-25
wzrost globalnej mocy bateryjnych
magazynów energii w elektroenergetyce
wyniósł 1100%. z 17 GW do 230 GW z
podobnym trendem wykładniczym. IA
podaje, że tylko w 2025 roku na świecie
dodano 108 GW nowych bateryjnych
magazynów energii o 40% więcej niż w 24
roku. W jednostkach energii gigawziny,
czyli ile prądu można rzeczywiście
zmagazynować, skala jest jeszcze
bardziej oszałamiająca. Sam 24 rok dodał
rekordowe 200 GWh, podnosząc łączną
pojemność operacyjną do 375 GWzin, a 25
rok dorzucił kolejne 250 GWh, czyli
skumulowana pojemność energetyczna
przekracza dziś 600 GWh.
To tempo, którego żadna technologia w
energetyce nigdy nie osiągnęła, nawet
słońce. Solar potrzebował 15 lat na
podobne 10ciokrotne skalowanie. Baterie
zrobiły to w cztery. A EA Explicite
nazywa baterie, cytat, najszybciej
rosnącą technologią energetyczną i to z
pominięciem baterii w samochodach
elektrycznych, które są drugim, jeszcze
większym strumieniem popytu na te same
ogniwa. Ten wykres od profesora Rea
Willisa pokazuje, że instalacja mocy
bateryjnej przebija nawet niesamowity
wystrzał fotowoltaiki. To ta krótka
bordowa linia po lewej stronie. Gdzie
jest oddawanych najwięcej mocy
magazynowych? Zgadliście w Chinach. A
Europa i USA próbują gonić. Budzi się
także Bliski Wschód. Ten różowy pasek w
2025 roku to 3 GW mocy magazynowej
dodanej tylko w jednym roku przez Arabię
Saudyjską. To pokazuje, że podobnie do
modułów słonecznych ta rewolucja również
zaczyna obejmować cały świat.
Okej, ale ktoś powie w małej skali
zgoda, ale w dużej to nie ma sensu, bo
baterie są drogie. Czy rzeczywiście są
drogie? Tu mamy do czynienia z trendem
przeciwstawnym. W 1991 roku cena 1 kWh
ogniwa baterii litowo-jonowej kosztowała
9210
$arów. Teraz to okolice 75-78
$ar.
Dlatego para słońce plus baterie
zaczynają tworzyć duet energetycznych
killerów. To już nie tylko w trakcie
dnia. Koszty natomiast zaczynają
przebijać uznanych graczy. Ostatnie
szacunki pokazują, że po raz pierwszy w
historii energetyki bateria oddaje
energię taniej niż buduje się nową
elektrownię gazową. Według Bloomberg
Neev w 2025 roku LCOE, czyli pełny koszt
prądu w cyklu życia całego projektu dla
cterogodzinnej baterii spadł o 27% do 78
$ar za megawhz najniżej od 2009 roku. W
tym samym czasie LCOE nowej elektrowni
gazowej wzrósł o 16% do 102 za
megawzinę. najwyżej w historii. A jeśli
weźmiemy pełną kombinację Solar Plus
bateria, czyli to co w 2025 roku
faktycznie się buduje na masową skalę,
koszt spada nawet do 54 $ar na megawhzę.
To są najnowsze dane od International
Renewable Energy Agency, w skrócie
sympatycznej Ireny. Irena dodaje, że
duet Słońce plus bateria jeszcze w 2020
roku kosztował 100 $arów za megawhzę. A
zatem mówimy o spadku o połowę w 5 lat.
Od 2010 roku koszt instalacji PV spadły
o 87%, wiatraków o 55%, a baterii o 93%.
Agencja w najbliższej dekadzie
przewiduje dalsze spadki.
To jest ten moment, w którym kalkulacja
przestaje być ideologią, nawet bez
żadnych argumentów klimatycznych, czysto
biznesową. Nowe inwestycje w gaz i
węgiel coraz częściej zaczynają
ekonomicznie przegrywać z duetem Słońce
plus bateria, zwłaszcza tam, gdzie
chodzi o dzienny i wieczorny profil
zapotrzebowania.
Trend ten najlepiej śledzą ci, którzy
umieją liczyć pieniądze. Big techy.
Amazon kupił niedawno za 83 miliony
dolarów kompleks Sunstone Solar o mocy
1,2 GW solarów i 1,2 GW magazynów w
Morok Coanty w Oregonie. To jednak tylko
przykład globalnego trendu. W 2025 roku
cztery firmy: Amazon, Meta, Google i
Microsoft odpowiadały za połowę
wszystkich światowych kontraktów na
czystą energię. Soma Meta i Amazon
zakontraktowały ponad 10 GW każda.
Microsoft z kolei podpisał z firmą Qells
ośmioletnią umowę na 12 GW ze słońca,
tyle ile wystarczy do zasilenia 1,8
miliona amerykańskich domów. Łącznie
BigTech ma dziś pod kontraktem ponad 84
GW mocy czystej energii. Przyrost o
niemal 70% w ciągu 12 miesięcy.
Motywacja magnatów z Silicon Valley
wbrew pozorom nie jest ideologiczna,
lecz czysto biznesowa. Excel coraz
częściej mówi: "W wielu zastosowaniach
Solar plus bateria są najtańszą i
najbardziej perspektywiczną opcją".
Do tego dodajmy kilka wątków
technicznych, bo przecież baterie
oczywiście same z siebie nie generują
prądu. Ich wartość polega na akumulacji
nadwyżki mocy i użyciu jej kiedy jest
najbardziej potrzebna. Tymczasem tak
zwany czas trwania duration baterii się
wydłuża. Jeszcze niedawno standardem
były baterie jednodwugodzinne do
wygładzania szczytów. Dziś standardem
stają się czterogodzinne, a w niektórych
rynkach sześciozinne.
To oznacza dużą elastyczność. Południowy
szczyt słońca może zostać efektywnie
przesunięty na wieczorny szczyt popytu.
Innymi słowy, pełnią rolę stabilizatora
systemu.
Co ważne, tanieją nie tylko same
baterie, zmienia się także ich chemia. W
debacie publicznej bateria litowo-jonowa
wciąż często kojarzy się z drogimi
kobaltowymi ogniwami z pierwszej fali
elektromobilności. Ale w magazynach
energii coraz częściej dominuje inny
wariant LFP, czyli baterie
litowo-żelazowo-fosforanowe.
Są mniej gęste energetycznie od
litowojonowych, ale stacjonarnym
magazynie nie jest to wielki problem.
Magazyn nie musi być lekki jak auto. Ma
być tani, bezpieczny, trwały i odporny
na tysiące cykli ładowania. I właśnie
dlatego LFP zaczynają dominować w
energetyce. Nie potrzebują niklu ani
kobaltu. Są zwykle tańsze, stabilniejsze
termicznie i lepiej nadają się do
częstego ładowania i rozładowywania.
Według IEA odpowiadają już za około 90%
wdrożeń bateryjnych magazynów energii.
Innymi słowy, Greed Scale Storage coraz
mniej przypomina drogą baterię z
luksusowego samochodu na coraz bardziej
tani przemysłowy element infrastruktury
sieciowej.
A co z mrozem? Tu znowu widać tę samą
zasadę. Technologia nie stoi w miejscu.
Dzisiejsze baterie litowo-jonowe są
coraz lepiej zarządzane termicznie, ale
kolejnym obiecującym rywalem dla części
zastosowań litowych są baterie
sodowo-jonowe. Nie zastąpią one
wszystkich baterii, zwłaszcza tam, gdzie
liczy się maksymalna gęstość energii,
jak w dalekodystansowych samochodach
elektrycznych, ale mogą być bardzo
atrakcyjnie tam, gdzie ważniejszy jest
koszt, bezpieczeństwo, dostępność
surowców i praca w trudnych warunkach,
czyli dokładnie w dużych magazynach
energii.
DATL, największy światowy producent
baterii, ogłosił właśnie trzyletnią
umowę z Hyperstrong na dostarczenie 60
GWzin baterii sodowo-jonowych do
projektów magazynowania energii. Reuters
opisał to jako największą dużą umowę z
CATL na baterie sodowo-jonowe, a
branżowe media jako największe, jak
dotąd zamówienie tego typu. Mówimy o
ekwiwalencie mniej więcej połowy
całkowitej ilości akumulatorów do
magazynowania energii, które firma CATL
dostarczyła w całym zeszłym roku. To
ważny sygnał. Sodium ion przestaje być
ciekawostką laboratoryjną i zaczyna
wchodzić do przemysłowej skali. Dlaczego
to ma znaczenie? Bo sód jest znacznie
bardziej powszechny i tańszy niż lit. W
skorupie ziemskiej jest go prawie 1000
razy więcej niż litu, dlatego jego ceny
są mniej podatne na surowcowe szoki. Do
tego dochodzi tempo wdrożenia.
Elektrownie gazowe czy tym bardziej
jądrowe buduje się latami. Tymczasem
duet baterie plus solary można mieć
znacznie szybciej. To szczególnie ważne
dla tempa rewolucji energetycznej, na
przykład w związku z popytem na moce
obliczeniowe AI.
Polska również nie pozostaje obojętna na
te zmiany. Przykładowo Green Capital
realizuje w Lwówku Śląskim projekt
magazynu energii o mocy 80 MW i
pojemności 320 MWh. Stanie się on jednym
z większych obiektów tego typu w kraju,
a to z pewnością dopiero początek.
Jednak przy zmianach tej skali wyzwania
i problemy są nieuniknione. Solary i
baterie jeszcze nie są fantastycznym
remedium na wszystko. Największym
wyzwaniem jest sezonowość. PV plus
bateria 4o8ogodzinna rozwiązuje problem
cyklu dobowego, lecz nie cyklu
sezonowego. W krajach o niższym
nasłonecznieniu w styczniu moduł PV
produkuje 5 do 10 razy mniej energii niż
w czerwcu. Nawet przy wzroście
wydajności samych paneli, gdy nie ma
słońca, panel po prostu nie pokryje
zapotrzebowania. Rozwiązaniem na teraz
jest oczywiście dywersyfikacja
energetyczna. Przede wszystkim wiatr,
który w klimacie umiarkowany ma odwrotny
profil sezonowy do słońca, najwięcej
generując go zimą, oraz atom, który
stanowi stabilną oraz czystą podstawę
niezależną od pory roku. Aczkolwiek
alternatywne rozwiązanie oferuje
technologia. A co jeśli moglibyśmy użyć
nadwyżek energetycznych z letniego
słońca, zmagazynować je i zużyć w
miesiącach zimnych? To dalej melodia
przyszłości, ale wbrew pozorom
rozważanych rozwiązań jest co najmniej
kilka. Najpoważniejsza alternatywa to
wodór. W lecie w procesie elektrolizy
nadwyżkę ze słońca przekształca się
wodór, który jest przechowywany w
zbiornikach i wykorzystywany w zimie.
Wówczas jest spalany w elektrowni
gazowej. Tylko tego gazu nie trzeba
importować, bo mamy go z letniego
słońca. Albo przekształcony z powrotem w
prąd i wodę w ogniwach paliwowych. W tym
procesie traci się póki co znaczną część
energii. Jednak wodór jest dziś jednym z
najpoważniejszych kandydatów do
magazynowania potężnych zasobów energii
w skali sezonowej. W dodatku można w
dużym stopniu wykorzystać istniejącą
infrastrukturę. Rurociągi gazowe, około
70% europejskich można zaadaptować solne
kawerny po gazie ziemnym, a nawet same
elektrownie gazowe, bo wszyscy główni
producenci turbin sprzedają już dzisiaj
modele Hydrogen Ready.
Holenderski Heinstock buduje cztery
solne kawerny do magazynowania wodoru.
Każda o pojemności 200 GWzin. Pierwsza
ma ruszyć około 2031 roku. Podobne
projekty rozwijają się w Niemczech,
Francji i Danii. Norweski startup Photon
Cycle właśnie zebrał 15 milionów euro na
rozwój domowych magazynów wodoru w
stałej fazie, dosłownie zaprojektowanych
pod scenariusz słoneczne lato grzejące
się zimą domy. Chińska Polar Night
Energy oddała w 2025 roku największą na
świecie piaskową baterię 100 MW ciepła
zmagazynowanego w 200 tonach kamienia.
Wszystkie te rozwiązania są jednak na
bardzo wczesnym etapie, ale pokazują, że
rozwój technologiczny bierze na celownik
kolejne przeszkody.
Inne problemy to adaptacja istniejącej
sieci elektroenergetycznej, brak
inercji, regulacja częstotliwości,
czarny start. OZ bez dodatkowej
infrastruktury tego nie zapewniają. Do
tego adaptacja takich sektorów jak
lotnictwo, żegluga oceaniczna,
chutnictwo czy petrochemia, a to 25- 30%
emisji globalnych. To są jednak problemy
skalowania nowych w dalszym ciągu
technologii, która w coraz większej
liczbie zastosowań już wygrywa
ekonomicznie. Jeśli koszt produkcji
energii ze słońca będzie dalej spadał i
wyraźnie dominował nad innymi źródłami
energii, to naturalnie otaczająca ją
technologia będzie dojrzewać, a
rewolucja będzie ciągnęła za sobą
kosmiczny warkocz postępu we wszystkich
tych obszarach. Przewrotnie można
spytać, czy świat był pokryty milionami
dróg w momencie, gdy powstawały pierwsze
auta, a mówiąc o autach.
Filar trzeci, samochód elektryczny.
Powrót na tron.
Już na samym początku tej historii
niewiele brakowało, żeby walkę o
podstawowe źródło zasilania samochodów
wygrał nie silnik spalinowy, a
elektryczny. W 1900 roku, kiedy w
Stanach Zjednoczonych raczkował przemysł
motoryzacyjny, elektryki stanowiły 38%
rynku. Drugie miejsce po samochodach
parowych 40%, a benzynowce były odległą
trzecią siłą z zaledwie 22% udziałem. I
przez chwilę to właśnie elektryki
wyglądały jak najbardziej obiecująca
opcja. Były cichsze, czystsze, prostsze
w obsłudze i nie wymagały uciążliwego
ręcznego odpalania silnika korbą. A
trzeba pamiętać, że była to czynność na
tyle niebezpieczna, że złamane przez nią
nadgarstki nazywano Ford Fractures.
Problem polegał na tym, że było na nie
za wcześnie, bowiem ówczesne baterie
były ciężkie, drogie, miały ograniczony
zasięg, a infrastruktura ładowania
praktycznie nie istniała poza
najbogatszymi miastami. Tymczasem ropa
okazała się niesamowicie gęstym
energetycznie paliwem, a silnik
spalinowy zyskał dwa potężne dopalacze.
Masową produkcję i coraz gęstszą sieć
stacji paliw. w momencie gdy
elektryczność była dalej przywilejem
miast. Dlatego gdy Henry Ford swoim
modelem T pokazał, że samochód może stać
się tanią masową maszyną, trzy razy
tańszą od elektryka, a rozrusznik
elektryczny usunął jedną z największych
wat aut spalinowych. Benzyna rozniosła w
pył swojego elektrycznego rywala.
W swojej naturze silnik elektryczny
nigdy jednak nie przestał być znacznie
prostszy od spalinowego. Tymczasem
elektryfikacja z biegiem lat objęła
każdy zakątek globu, a jej moc wytwórcza
przestała być w 100% zależna od paliw
kopalnych. Rozwój chemiczny natomiast
zredukował ceny baterii 120krotnie w
ciągu zaledwie 23 lat. Innymi słowy,
powstały idealne warunki dla elektryków,
by ponownie rzucić spalinówką rękawicę i
tym razem wygrać. Wszystko bowiem
wskazuje na to, że nasze pokolenie
będzie ostatnim kupującym samochody
spalinowe na masową skalę. I ponownie
wkraczamy tu w trendy widoczne zarówno w
adaptacji technologii fotowoltaicznej
oraz bateryjnej. Sprzedaż samochodów
elektrycznych tylko za ostatnie 5 lat
wzrosła o blisko 500%. Z 2,2 milionów
egzemplarzy w 2020 roku do 13 milionów w
2025. Mowa tu o tak zwanym Battery
Electric Vehicle BEF.
Oczywiście w 2025 roku dalej sprzedało
się 61 milionów spalinówek. Z tej
perspektywy 13 milionów może dalej
wydawać się błachostką. Jednak dodając
do bewów hybrydy plugin i hybrydy
miękkie, a zatem technologie pomostowe,
efektywnie dzisiaj mówimy o skali 22
milionów aut BEF plus PHV, 25% rynku, a
zwykła hybryda Hef dodaje kolejne 10
milionów, to jest jakieś 11%. Efektywnie
36% globalnej sprzedaży to auta mniej
lub bardziej elektryczne. Szczyt
globalnej sprzedaży aut
czystospalinowych mamy już dawno za
nami. W wartościach absolutnych teraz
sprzedaje się mniej samochodów
spalinowych niż 20 lat temu. A przecież
jeszcze niedawno, 10, 15 lat temu, nie
licząc legendarnego Priusa. Nawet
hybrydy były na drogach totalną
egzotyką. Teraz elektryki pożerają
swoich spalinowych rywali. Zresztą
gdzieniegdzie już pożaru. W Norwegii, by
przeprowadzić taką spektakularną zmianę
od a do z, wystarczyło jedynie 13 lat.
Spójrzmy na ten wykres. Jeszcze w 2012
roku sprzedaż spalinówek w Norwegii
sięgała praktycznie 100%. Dzisiaj nowe
spalinówki zmieściłyby się na jednym
większym parkingu. W całej Norwegii w
2025 roku sprzedano 2260 aut spalinowych
w porównaniu do 172
000 elektryków. Noout.
Być może w mniej niż 10 lat takiej samej
rewolucji dokona Singapur. Norwegia jest
przykładem pełnej tranzycji. Singapur
zaraz ją dokończy. Użytkownik Ex Lee
Ravl prowadzi wykresy i w czasie
rzeczywistym przedstawia aktualne trendy
dla danego kraju. Na przykładzie
Norwegii widzimy, że obok dwóch mocnych
trendów gwałtownego spadku aut
benzynowych oraz analogicznego wzrostu
elektryków, hybrydy plugin zapewniają
rozwiązania pomocowe.
I teraz ktoś powie, że wyciągamy tylko
same ultra bogate społeczeństwa. Jakby
to powiedział jeden z ulubionych
youtuberów, nic bardziej mylnego.
Generalnie tak, im kraj bardziej
zamożny, tym tranzycja jest szybsza.
Holandia, Belgia, Szwecja czy Islandia,
wszystkie mają bardzo wysokie tempo
zmiany. Ale weźmy na przykład Albanię.
Ten mały, dalej dość biedny bałkański
kraj przeprowadza jedną z najszybszych
adaptacji elektryków na świecie. Według
obecnego trendu zakończy ją około 2032
roku. Jeszcze lepsze tempo ma Indonezja.
To kolejny sygnał, że gdy technologia
tanieje, jej adaptacja może wyjść poza
najbogatsze społeczeństwa i zacząć
obejmować także rynki, których nie
kojarzymy z technologiczną awangardą.
Zastanawiacie się jak wygląda
trajektoria dla Polski? Proszę bardzo.
Polacy dalej bardzo lubią hybrydy. Sam
taką posiadam, ale elektryki i pluginy
zaczynają ruszać z kopyta. Jak widzimy
na wykresie, aktualna sprzedaż,
fioletowa kropka zaczyna wyprzedzać
trend, który zakłada, że do 2040 roku
praktycznie każdy sprzedawany w Polsce
samochód będzie pełnym elektrykiem.
Trend dla Polski jest dość stromy i
wyróżnia się na tle państw regionu, w
którym rewolucja nie jest ta gwałtowna.
To z kolei perspektywa na spadek
sprzedaży aut spalinowych wraz z
dodaniem pluginów. Wszystko zgodnie z
przypuszczeniami. Już za 5 lat
powinniśmy zaobserwować mijankę
sprzedaży między elektrykami a
spalinówkami. Nowe diesle, żółta linia
niedługo zaczną być na drogach
niespodzianką porównywalną z zobaczeniem
na drodze Nysy.
Tak, adaptacja musiała zacząć się w
społeczeństwach zamożnych, bo nowa
technologia była zwyczajnie droższa od
tej przemijającej. W dodatku bogate
państwa często subsydiowały tranzycję.
Jednak fakt, że teraz zmiana zaczyna
dotyczyć również uboższych narodów
pokazuje, że elektryki zaczynają być nie
tylko bardziej przystępne dzięki
subsydiom, lecz jako cały system
zaczynają rywalizować cenowo z autami
spalinowymi, szczególnie licząc
całkowity koszt posiadania, nie tylko
cenę zakupu. Ten wykres od Financial
Times pokazuje w czym rzecz. Już teraz
utrzymanie auta elektrycznego jest o
wiele tańsze od użytkowania spalinówki.
Wiadomo, rachunki na stacjach paliw
rosną. Jednak na wielu rynkach nawet
koszt nabycia auta elektrycznego zaczyna
zrównywać się z autem spalinowym. Zaś w
perspektywie 25 lat elektryk może być
dwu lub nawet trzykrotnie tańszy od auta
spalinowego. Jeśli cena nabycia
faktycznie zacznie realnie odstawać na
korzyść samochodów elektrycznych,
wówczas linie trendu opisywane powyżej
mogą zrobić się jeszcze bardziej strome.
Warto sobie to zwizualizować na
konkretnym przykładzie. Rosnącą
przystępność aut elektrycznych oraz
rozwój technologii EV widać na tej
grafice pokazującą sympatycznego Nissana
Leaf. To jeden z tych modeli, który
jeździ po naszych drogach od 15 lat.
Nowy elektryczny Nissan Leaf po 15
latach oferuje czterokrotnie większy
zasięg, blisko 500 km. Jego prędkość
ładowania wzrosła trzykrotnie i pozwala
ładować w tempie 10 km/. Pełne ładowanie
trwa niecałą godzinę. Moc wzrosła
dwukrotnie. Tymczasem cena skorygowana o
inflację spadła o 36%.
Oczywiście podobnie do paneli
słonecznych oraz baterii i tutaj rządzą
Chińczycy. Poświęciliśmy temu
zagadnieniu dużo miejsca na kartach
naszego kanału. Państwo środka postawiło
na samochody elektryczne i na tym
wygrało. W Chinach pojawiły się setki
nowych producentów aut sprzedawanych
dzięki subsydiom, taniej energii, niskim
płacom i celowo zaniżanym marżom.
Reuters podawał, że mediana marsz
chińskich producentów wyniosła w 2024
roku zaledwie 0,83%.
Dla porównania zwyczajowa marża
producentów przed rewolucją EV wynosiła
około 20%.
Jednak znowu rewolucja elektryczna nie
ogranicza się do Chin. Rejestracje
nowych aut elektrycznych w marcu w
Europie wzrosły o ponad 50% w porównaniu
do marca zeszłego roku, a sprzedaż
elektryków producentów europejskich
również rośnie bardzo szybko.
No dobrze, ale ktoś w końcu powie: "Ja
mojego diesla tankuję w 5 minut i mogę
przejechać 800 km". Słuszna uwaga.
Większość elektryków dzisiaj tego nie
zrobi. Jednak po pierwsze już dzisiaj
przejechanie w Polsce 100 km elektrykiem
jest około trzykrotnie tańsze, około 20
zł versus 60 zł. A po drugie elektryka
możesz naładować w domu, na przykład w
nocy, często własną energią, podobnie
jak telefon komórkowy. Po trzecie,
przejazdy 600 km plus dla większości
osób stanowią mały promil ogólnego
użytkowania. A po czwarte, to, że teraz
ładowanie na stacji trwa dłużej niż
tankowanie, nie oznacza, że tak będzie
zawsze. Wspomniane CATL ogłosiło
niedawno baterię Killin. Jej zasięg ma
wynosić 1500 km, a ładowanie ma trwać 6
minut. To kolejny epizod rywalizacji z
innym chińskim producentem BYD, który
niedawno zaprezentował baterię Blade
pozwalającą na ładowanie od 10 do 97%
w 9 minut. Tak wygląda ładowanie BYD
Seal.
Omawiane wcześniej baterie sodowe z JL
również rozwijają się w kontekście aut
osobowych. Bateria Tiansin 2 ma być
pierwszą masowo dostępną baterią
sodowo-jonową. W porównaniu z bateriami
litowymi charakteryzują się wyjątkową
wydajnością w niskich temperaturach.
Nawet w ekstremalnych warunkach przy
temperaturze sięgającej -40 stopni
akumulator zachowuje 90% swojej
pojemności użytkowej.
Zresztą postępująca rewolucja dotyka nie
tylko aut osobowych. W Chinach
elektryczne ciężarówki wyprzedziły
sprzedaż diesli i pojazdów na gaz.
Oczywiście to wszystko nie oznacza, że
za 10 15 lat z naszych dróg znikną
samochody spalinowe. Dalej będzie ich
większość, tak jak pozostają w
większości w Norwegii. Rynek wtórny
dalej będzie nimi obracał. Rok po roku
będą jednak wymierać niczym dinozaury.
Być może część bardziej konserwatywnych
widzów powie: "No właśnie, ale czas
życia aut elektrycznych na pewno
ustępuje spalinówką". Tyle że na razie
nie ma na to mocnych dowodów. Po drogach
jeżdżą już 10-15letnie elektryki z
bateriami zachowującymi ponad 80%
pierwotnej pojemności. Także przy bardzo
wysokich przebiegach.
Szersze dane recurrent oparte na
analizie ponad 30 000 samochodów
elektrycznych pokazują, że wymiany
baterii, pomijając duże akcje serwisowe
jak Chevy Bolt czy Hyundai Cona są
rzadkie, poniżej 4% w całej populacji, a
w nowszych rocznikach znacznie mniej. Do
tego dochodzi druga zmiana. W latach
2015-24 średnia pojemność baterii w
nowych samochodach elektrycznych wzrosła
o 167%.
To znaczy, że nawet współczesna bateria
po dużej degradacji może nadal oferować
więcej energii niż fabrycznie nowa
bateria sprzed dekady.
A nawet gdy bateria przestaje spełniać
wymagania samochodu, nie staje się od
razu odpadem. Może dostać drugie życie
jako stacjonarny magazyn energii, gdzie
masa i gęstość energetyczna mają
mniejsze znaczenie. Dopiero na końcu
trafia do recyklingu, bo lit, nikiel,
miedź, aluminium czy materiału z LFP są
zbyt wartościowe, by po prostu je
wyrzucać. W Polsce w segmencie górnictwa
miejskiego mamy potencjalnego championa,
firmę Elemental.
Naszą opowieść zatem najlepiej ilustrują
te trzy wykresy. Przedstawiają
teoretycznie trzy różne sektory, lecz w
praktyce to jeden olbrzymi sektor nowej
gospodarki świata.
Każdy z trzech wymienionych segmentów
stanowi rewolucję samą w sobie. Słońce
jest na trajektorii zostania największym
źródłem nowej energii elektrycznej, a
być może najważniejszym źródłem
całościowym energii dla ludzkości.
Baterie dają systemowi zupełnie nowy
poziom elastyczności, a samochody
elektryczne okazują się po prostu lepszą
technologią dla masowego transportu od
spalinówek. Cała triada jest ze sobą
nierozerwalnie związana. Jako całość
zupełnie przemodeluje nasze życia w
najbliższych dekadach. zresztą już to
robi. Konsekwencje strategiczne, jak i
te dla naszego codziennego życia będą
absolutnie przełamowe.
Jeden. Era dobrobytu dopiero nabiera
rozpędu.
Krzywa kosztów oznacza, że energia za
kilka dekad będzie tania w sposób,
którego nie znamy. Tania energia to
tańsza woda, odsalanie, oczyszczanie,
pompowanie, tańsza żywność, rolnictwo
wertykalne, agro pv, tańsza produkcja,
tańsza chemia, tańszy transport, tańsze
wszystko. Dla niektórych era dobrobytu
trwa już teraz, dla wielu jest tylko
częściowa, dla mas dalej nieosiągalna.
Nowa rewolucja energetyczno-społeczna
jest na krzywej, aby erę dobrobytu
doprowadzić do każdego zakątku globu.
Czasem niektórzy nasi widzowie piszą, że
informujemy tylko o Bad times.
Oczywiście świat nas nie rozpieszcza.
Jednak omawiana tutaj perspektywa to nie
tylko po prostu element good times,
którego czasami brakuje. To przykładając
odpowiednie skal jeden z największych
pozytywnych procesów naszych czasów. Być
może większy niż większość negatywnych
zjawisk, którymi żyjemy na co dzień.
PV plus bateria to najbardziej
demokratyczna technologia energetyczna w
historii. Gospodarstwo domowe może być
prosumentem, czyli jednocześnie
produkować energię jak i ją zużywać. W
większej skali biedny kraj może
przeskoczyć długim SUSem etap kopalin i
od razu wejść w nową erę. Spójrzmy
choćby na dachy odbudowywanego Aleppo.
Cytat: Kiedyś istniał dylemat spalać
paliwa kopalne lub pozostać biednym.
Wkrótce jednak niskoemisyjna ścieżka
stanie się opcją najtańszą. Będziemy
pierwszym pokoleniem, które nie musi
stawać już przed takim wyborem. W
książce To nie koniec świata w podobnym
duchu pisze analityczka Hann Richi z
popularnego portalu Our World in Data,
którego wiele wykresów pokazaliśmy w tym
materiale. Richi pisze o innych
optymistycznych procesach dziejących się
teraz na świecie. Bill Gates nazwał
książkę odkrywczą i obowiązkową. Na
język polski książkę przełożyło
tradycyjnie wydawnictwo Prześwity, a z
kodem GTBT tę jak i inne pozycje
prześwitów nabędziesz z rabatem 35%.
Link jest w opisie. Może będzie to w
końcu szansa dla Afryki. Tanie moduły PV
i baterie mogą całkowicie zmienić
krajobraz tego geograficznie
poszatkowanego kontynentu, sprawić, że
życie tam stanie się lepsze i w ten
sposób na przykład zahamować tendencję
do masowej migracji. Ten prosty przykład
pokazuje jak daleko idące mogą być
skutki nowej rewolucji energetycznej.
Dwa. Geopolityka. Koniec ery
petropaństw.
100 milionów baryłek dziennie. Tyle
wynosi zapotrzebowanie całej ludzkości
na ropę naftową. 25% z tego popytu to
auta. Tylko w 2024 roku samochody
elektryczne wyparowały około 1,3 miliona
baryłek ropy dziennie. Równowartość
całego japońskiego sektora transportu,
masowa podaż paneli, baterii oraz
elektryków oraz związany z tym spadek
ceny wytwarzania elektryczności i
szerzej energii oznacza analogiczny
spadek popytu na ropę, węgiel i gaz.
Ostatnie prognozy międzynarodowej
agencji energetycznej przewidywały tak
zwany Peak Oil Demand na lata 2028-2030.
Jednak one nie uwzględniały najnowszej
irańskiej blokady Ormuzu. Tymczasem
kryzys ten działa niczym BAT na państwa
krytycznie uzależnione od paliw
kopalnych. Kiedyś alternatywy nie
istniały, więc kraje, które były
zmuszone importować węglowodory, mogły
co najwyżej selektywnie wybierać
sprzedawców. Nie lubimy Rosji, to kupimy
od Arabii lub Kataru. Realnie jednak
cały ten system od lat był i jest
zakładnikiem zdarzeń losowych bądź
agendy geopolitycznej, imperialistycznej
tudzież autokratycznej.
Nowa architektura
geopolityczno-energetyczna
oparta na systemie słońce i szerzej OZ,
baterię elektryki dramatycznie degraduje
wpływ czynnika energetycznego jako
środka przymusu lub szantażu w
geopolityce. Całość lub większość
generacji prądu, a w przyszłości może
także szerzej energii, będzie odbywała
się wewnątrz kraju. Owszem, powstaną
wąskie gardła na przykład w dostępie do
surowców czy komponentów, ale w tym
wypadku rozwój technologiczny raz po raz
eliminuje te przeszkody, na przykład
wprowadzając baterie sodowe. Tymczasem
światowa gospodarka dba o konkurencję i
czynnik cenowy.
To bardzo dobra informacja na przykład
dla Europy, która nie posiada dużych
własnych źródeł kopalnych. Podobnie ma
się sprawa z Chinami. To gorsza
wiadomość dla krajów zatoki perskiej.
Przykładowo jest to jeden z głównych
czynników stojących za wyjściem zea z
Opek. Emiraty nie chcą wiązać sobie rąk
w momencie, gdy za dekadę czy dwie ich
znosząca złote jajka kura umrze z głodu.
Cytat: W obliczu zbliżającego się
szczytu popytu na ropę kalkulacje
producentów dysponujących tanimi
baryłkami szybko się zmieniają, a
czekanie na swoją kolej w systemie
kwotowym zaczyna oznaczać utratę
pieniędzy. pisze Jorgeon, szef działu
analiz geopolitycznych w Rystat.
Irak uzależniony jest w ponad 90% od
ropy, Arabia w ponad 60, natomiast
Emiraty w 40. Mocno dotknięte będą także
kraje takie jak Nigeria, Wenezuela czy
Angola. To również zła informacja dla
Stanów Zjednoczonych, największego
eksportera energii na świecie. 8% PKB
amerykańskiej gospodarki spoczywa na tym
filarze. Znacznie mniej niż w przypadku
Bliskiego Wschodu czy Afryki, ale
wartościach nominalnych mówimy o
kosmicznych pieniądzach. Dlatego
niszczenie pozytywnego dla siebie
uzależnienia, nawet mimo chwilowej
dywidendy, to kolejny powód, dla którego
inwazja Trumpa na Iran była strategiczną
pomyłką.
Owszem, wraz z potencjalnym upadkiem
naftowego OPEK powstać mogą nowe wąskie
gardła. Mogą stać się nimi kontrolerzy
litu, niklu, kobaltu, ziem rzadkich,
miedzi, grafitu i procesów
rafinacyjnych. Z jednej strony tak, ale
przykład baterii pokazuje, że nowa
technologia mocno rozprasza surowcowy
środek ciężkości. To po pierwsze. Po
drugie, nowy paradygmat znacznie szerzej
otwiera drzwi dla technologii. Jest
problem z litem? Spróbujmy je robić z
sodu, którego jest pod dostatkiem. To
pokazuje, że niekoniecznie musimy wpaść
z jednego uzależnienia w drugie.
Technologia demokratyzuje dostęp do
rozwoju.
Trzy. Największy przegrany Rosja.
Dla wszystkich wymienionych krajów ropa
stanowiła główne źródło utrzymania i
rozwoju i generalnie nad mi rola się
kończyła. Tymczasem dla Federacji
Rosyjskiej odcięcie ropy i gazu nie
tylko dewastuje budżet, ale również
usuwa podstawowe narzędzie szantażu
geopolitycznego oraz podstawowe źródło
finansowania planów imperialnych.
Oficjalnie Rosja jest uzależniona w 30%
od ropy i gazu, ale jak kilkukrotnie
opisywaliśmy, realnie to uzależnienie
może sięgać nawet 60% gospodarki. To
oznacza całkowitą implozję obecnego
modus operandi państwa moskiewskiego.
Być może Kreml przewidywał właśnie taki
rozwój wypadków w latach 2020-2021
i paradoksalnie mógł być to czyjnik
pchający Rosję do inwazji na Ukrainę w
ramach hasła teraz albo nigdy. Jednak
inne składowe tej kalkulacji okazały się
całkowicie przestrzelone.
Perspektywy przed Rosją rysują się
dramatycznie. Do dzisiaj Rosja wyceniała
się dwutorowo, przez węglowodory i przez
przemoc. Jednak tę przemoc zasilały
węglowodory. Zatem to surowce były i są
ważniejsze z tego duetu. Agresywna Rosja
może i wystawi milion żołnierzy. Jednak
co z tego, jeśli cytat nie będzie w co
ich uzbroić? Ergoosja jest na
trajektorii anihilacji jej dwóch i de
facto jedynych pozostających elementów
imperialnych, bo utrzymanie sił
nuklearnych również jest niezwykle
zasobożerne. Naprawdę ciężko sobie
wyobrazić jak Rosja będzie w takim
układzie funkcjonować w momencie gdy
tych składowych zabraknie. Naturalne
konsekwencje obejmują z bardziej
pozytywnych scenariuszy wewnętrzną
smutę, to już się dzieje, jeszcze
większą wasalizację Chin czy scenariusz
odciętej od świata zacofanej autarki.
Gorsze scenariusze z perspektywy Kremla
to walka o władzę, wewnętrzna rewolta
czy nawet rozpad na mniejsze podmioty.
Cztery. Największy wygrany. Planeta i
ludzkość.
Zwróciliście uwagę, że w tym odcinku ani
razu jeszcze nie wspomnieliśmy o cytat
koronnym argumencie o zmianach klimatu.
Nie wspomnieliśmy nie dlatego, że je
wypieramy, lecz dlatego, żeby pokazać,
że ta zmiana nie ma podstaw
ideologicznych, lecz ekonomiczna.
Owszem, subsydia przyspieszyły zmianę,
ale obecnie to nie one są motorem zmian.
Ekonomia i redukcja kosztów to znacznie
efektywniejsza motywacja do
transformacji niż jakakolwiek centralna
agenda ideologiczna, jakkolwiek
szczytna. Problem klimatyczny dla wielu
osób jest zwyczajnie zbyt odległy, by
wpływał na nasze wybory konsumenckie.
Natomiast jeśli w naszym portfelu ma
zostać 500 zł na miesiąc i w dodatku nie
będziemy wdychać smrodu z komina, to
nagle wybór staje się bardzo prosty.
Ponownie ciężko sobie wyobrazić świat
oparty tylko o OZ i baterie. Byłoby to
nie tylko trudne do wykonania, co
potencjalnie niebezpieczne. Dlatego
elektrownie naftowe, gazowe czy nawet
węglowe całkowicie nie znikną. Ich
głównym rywalem będą jednak elektrownie
atomowe, które tak samo jak OZ są
bezemisyjne, czyste, jednak całkowicie
niezależne od zewnętrznych zmiennych z
wyłączeniem dostaw uranu. Dla wielu
państw atrakcyjny miks może kształtować
się na dominacji OZ uzupełnianych
stabilną bazą jądrową. na przykład
70-80% OZ i 20- 30% atomu, choć
proporcje będą zależały od geografii,
dostępu do tanich kopalin, sieci,
polityki i stopnia zaawansowania danej
technologii.
Pięć. Rodzi się nowa, najważniejsza
gospodarka.
Tak, wstępną fazę nowej rewolucji
najlepiej odczytały i zaimplementowały
Chiny. Oddajmy cesarzowi co cesarski.
Pekin odczytał poprawnie wszystkie
elementy nowej triady i nie tylko zaczął
budować na nich własną przyszłość, ale
także uzależniać od siebie rywali
geopolitycznych.
Chińscy producenci paneli, baterii i aut
zaczęli swoimi produktami zalewać świat.
Co z tym zrobić? Zaakceptować, a może
odrzucić. To jest złożona kwestia. Chiny
zbudowały i wzmacniają swoją hegemonię
dwutorową. Po pierwsze, dobrymi
decyzjami, strategicznymi o postawieniu
na nowe technologie, dużymi pieniędzmi
na rozwój i tak dalej. to ta jasna
strona księżyca. Ciemna to wzmacnianie
tego efektu nienaturalnie tłumionymi
płacami w gospodarce, wielkimi
subsydiami oraz maksymalnym cięciem
marsz i wypychaniem wszystkiego za
granicę. Po co? A no po to, by wykosić
całe sektory gospodarki, zanim rywale
zareagują.
Dlatego tak wbrew pozorom nie jest to
tak zwany level playing field, równe
boisko. Chińska polityka gospodarcza
jest ekspansjonistyczna i agresywna w
swojej naturze. Jej imperatywem nie są
prawa wolnego rynku, lecz naginanie go
do własnych celów imperialistycznych,
które są sprzeczne z interesami na
przykład europejskimi.
Z tego powodu w interesie Europy jest
przeciwdziałanie temu zjawisku
proporcjonalnym ustawianiem stosownych
barier handlowych we wszystkich
aspektach tej kolonizacji. Jest to o
tyle kluczowo, że całościowo ta
gospodarka jest na trajektorii zostania
absolutnie najważniejszą częścią
globalnej ekonomii. Oddawanie do niej
kluczy za darmo graniczy z
geopolitycznym samobójstwem.
Ktoś powie, że Europa zamykając dostęp
podcina swój rozwój. doraźnie być może,
choć i tak minimalnie, ale długofalowo
go chroni. Europa ma kompetencje i
zasoby, by produkować masowo własne
panele PV, baterie i samochody
elektryczne. Tak, będą kosztować trochę
więcej od odpowiedników z Chin, ale
ponownie chińska marża jest po prostu
odroczona w czasie. Pekin sobie ją
nałoży na przykład za 30, 50 lat
przenosząc kluczowe hubby kompetencji do
państwa środka i zostawiając
europejskich konsumentów, pracowników
przy najbardziej prymitywnych,
niskomarżowych pracach w zdominowanym
przez Chiny sektorze automotive, PV,
baterii i tak dalej. A i wówczas Omoda
czy Jco nie będą sprzedawane z marżą 8%,
ale 20%. I drogi widzu, który posiadasz
chiński samochód, wiedz, że ten wyrzut
nie jest czyniony w stosunku do ciebie,
lecz decydentów politycznych. Konsument
może, ale nie ma obowiązku myśleć za
państwu.
6. AI jako czwarty filar rewolucji.
Tania energia będzie stanowiła również
podstawę rewolucji inteligencji nowej
ery. Po pierwsze, AI będzie wymuszało
masową instalację nowych mocy
wytwórczych, a Energy Demand będzie
napędzał najbardziej konkurencyjne
źródła energii, przede wszystkim słońce.
Ale AI może być w czwartym integralnym
filarem rewolucji opisanej w tym filmie.
Jeszcze z innego powodu. W momencie, gdy
sztuczna inteligencja zyska nowe zasoby
mocy obliczeniowej zbudowane na większej
podaże energii, może pomóc nam lub
samodzielnie rozwiązywać kolejne bariery
stojące przed naszą cywilizacją. Wówczas
ponownie wchodzimy na skalę wykładniczą
i w obszar AGI, którego konsekwencji nie
jesteśmy w stanie przewidzieć. I mamy
nawet na tę okoliczność odpowiedni
wykres od FT. Artificial General
Intelligence może wówczas zakończyć erę
niedostatku lub zakończyć erę ludzkości.
Scenariusz buntu maszyn. Ale to temat na
inny odcinek.
Siedem. Nowa rzeczywistość dnia
codziennego.
Zamknijmy ten odcinek wizją świata roku
2050.
tego jak ta rewolucja może zmienić nasze
codzienne życie w praktyce budzicie się
bez budzika w smartfonie aplikacja
zarządzająca domem wyliczyła, że godzinę
temu rozpoczęła się produkcja energii
stachowej fotowoltaiki. Jest najtańszy
moment, żeby uruchomić zmywarkę,
suszarkę i podrzać wodę. Otwieracie
okno. Pierwsza rzecz, która nadal was
uderza i którą wasze dzieci traktują
jako oczywistość to cisza. Brakuje tła,
którego my dzisiaj nawet nie zauważamy.
Dudnienia silników spalinowych, syku
rozruchu, warkotu ciężarówki na
sąsiedniej ulicy. Zamiast tego szum opon
po asfalcie. Ptaki, pojedyncze rozmowy z
chodnika. Powietrze niczym nie pachnie.
Słowo smok jest dla waszego wnuka tym,
czym dla nas był tyfus, pojęciem z
lekcji historii.
Schodzicie na dół. Dom, w którym
mieszkacie, jest jednocześnie
elektrownią. Na rachunku za prąd nie
macie kosztów, jedynie przychody. W
zeszłym miesiącu zarobiliście kilkaset
złotych sprzedając operatorowi nadwyżkę
z baterii w godzinach popołudniowego
szczytu. Pompa ciepła zimą zmieniła
piec. Nikt już nie pamięta jak pachniał
komin sąsiada. Klimatyzacja, która
jeszcze w naszych czasach była luksusem
dla zamożnych jest dziś standardem
niczym lodówka.
Wychodzicie do samochodu, to elektryk.
Nie dlatego, że jesteście ekologami, ale
dlatego, że spalinówka ekonomicznie nie
ma sensu od 20 lat. Auto naładowało się
w nocy z domowej baterii zasilanej przed
południem ze słońca. Wszystkie stacje
benzynowe zmieniono na masowe punkty
ładowania, zostawiając po jednym
dystrybutorze benzyny na rzecz
entuzjastów klasyków. Ładowanie do pełna
trwa 5 minut, akurat na wypicie małego
espresso.
Po drodze do pracy mijacie ekrany
akustyczne wzdłuż obwodnicy. Każdy z
nich produkuje energię. Mijacie parking
centrum handlowego. Wszystkie miejsca
pod fotowoltaicznym zadarzeniem.
Samochody stoją w cieniu, nie nagrzewają
się latem, a powierzchnia, która kiedyś
była tylko czarnym asfaltem, dziś
produkuje prąd.
W radiu słyszycie, że ropa kosztuje 20
$ar za baryłkę i znaczy tyle, co węgiel
dzisiaj. Sam węgiel widzimy jedynie co
najwyżej na grillu.
To wbrew pozorom bardzo zachowawcza
wizja przyszłości. Wielu z was zapewne
już cieszy się elementami tej
przyszłości dzisiaj. Jednak dopiero
kiedy osiągną one prawdziwą masowość,
uderzy w nas skala. i przełomowość tej
zmiany. Wówczas nasze dzieci i wnuki
spytają: "Wy naprawdę tak żyliście?"
Witajcie drodzy widzowie. Pod ostatnim
odcinkiem o Wołyniu pytałem was czy
sądzicie, że takie krótsze formaty jak
tamten odcinek jest odpowiedni i
powinniśmy to robić. Uzyskaliśmy dużą
twierdzącą odpowiedź, że że to jest
dobry kierunek, więc myślę, że w
przyszłości przy takich nagłych
wydarzeniach będziemy to powtarzać.
Natomiast tak jak widzicie na
przykładzie tego odcinka, y trzymamy też
tą naszą politykę robienia dłuższych
analiz i analizowania
no takich dalekosiężnych trendów,
łączenia je i syntezowania w całość.
Także myślę, że to jest y no taki
dwutorowy kierunek, który będziemy
kontynuować. Natomiast pod tym
odcinkiem, pod Wołyniem jeszcze pytałem
was o inną rzecz. To znaczy zachęcałem
do udziału wzięcia y udziału w
konkursie, który m zrobiliśmy z okazji
właśnie startu naszego sklepiku
internetowego,
gdzie wypuściliśmy kilka kilka
produktów. Y, no i faktycznie
y bardzo dużo odpowiedzi też uzyskaliśmy
i pod odcinkiem w komentarzach pod
odcinkiem i i też w komentarzu w poście
kanałowym. Także dziękuję wszystkim,
którzy, którzy w ogóle zechcieli
przedstawić swoje pomysły. Myślę, że
sobie gdzieś tam je zapiszę w Excelu i
przeanalizuję
na przyszłość, by mieć taką pulę tematów
do realizacji.
Natomiast no najbardziej plusowany
komentarz był jeden o polskiej nauce na
temat jej deficytów. Czemu czemu jest
tak źle? Co zrobić, żeby było lepiej?
Jo, jego autorem był Jakub K. Więc, więc
Jakubie
sprawdź post pod
odcinkiem, bo się będziemy kontaktować w
sprawie
w sprawie nagrody. No i Vox Populi Vox
Day. Jakżeli jeżeli takie jest yyy yyy
taka jest chęć widowni, żeby to was żeby
to zrealizować, myślę, że to to zrobimy.
Może nie jakoś w tym czy w kolejnym
miesiącu, bo zwykle u nas to się gdzieś
tam trochę dłużej procesuje, tym
bardziej, że to jest dość obszerny
temat. No ale myślę, że właśnie w tej
serii polskiej
no weźmiemy to na tapet i i zrobimy. No
ale właśnie proponowanych tematów było
całe mnóstwo i bardzo różnych
technologicznych, ekonomicznych i
geopolitycznych
też z pogranicza moralności czy czy
social mediów. Więc
tak jak mówię, myślę, że to sobie gdzieś
tam zbiorę w całość. No ale jeszcze bym
chciał wyróżnić w sumie dwa inne
komentarze,
pomysły. Jeden od Wojtaszka o
remilitaryzacji Japonii.
Nie ukrywam, że sam o tym też trochę
myślałem, więc tutaj
tą naszą konwergencję też też nagrodzę
jakimś upominkiem. I tak samo od Global
Investigation, o sytuacji Australii,
geopolitycy Australii też no na samym
początku kanału był taki materiał, ale
to już pewnie z 5 lat temu, także
przydałoby się tam wrócić i to
przeanalizować, więc myślę, że co
najmniej te trzy tematy z tej całej puli
zrealizujemy, a być może być może
więcej. Także sprawdźcie komentarze pod
odcinkiem, bo będziemy się kontaktować.
Natomiast no też przypomnę, że że dalej
trwa sprzedaż naszych produktów w
sklepie GTBT.com.
No i co? Powoli też szykujemy się do
otwarcia sprzedaży międzynarodowej.
Także jakby ktoś jeszcze miał chęć nabyć
jakąś rzecz, to to polecam nie czekać,
bo bo po niektóre rozmiary już się
powoli kończą.
też teraz łącząc produkty naliczają się
fajne rabaty, więc no tradycyjnie jeżeli
ktoś chce wesprzeć naszą działalność to
można też zrobić poprzez poprzez ten
sklepik. No a tymczasem do usłyszenia w
kolejnym odcinku.
>> Partnerami kanału są XTB, aplikacja
inwestycyjna. Infaktury, księgowość i XF
w jednej aplikacji. Oponeo.pl. Zmień
opony na lepsze w 24 godziny oraz KFD,
polski producent suplementów diety i
żywności funkcjonalnej.
Dziękujemy także naszym patronom,
których wsparcie umożliwia nam
tłumaczenie treści na wiele języków.
Niezmiennie również zachęcam do
wspierania akcji Paczki dla Ukrainy.
Ask follow-up questions or revisit key timestamps.
Wideo przedstawia analizę zachodzącej obecnie rewolucji energetyczno-technologicznej, opartej na trzech głównych filarach: słońcu, magazynach energii (bateriach) oraz samochodach elektrycznych. Autor wskazuje, że mimo wczesnego etapu, zmiany te mają charakter wykładniczy, są napędzane głównie przez czynniki ekonomiczne, a nie tylko ideologiczne, i doprowadzą do fundamentalnej przebudowy gospodarki światowej oraz geopolityki, osłabiając rolę państw zależnych od paliw kopalnych.
Videos recently processed by our community