Ukraina wyhamowała rosyjski napór i siłą wraca do wojny.
1050 segments
Teza postawiona w tytule odcinka nie
jest błacha. Od blisko trzech lat Rosja
dokonuje ślimaczych, ale jednak
konsekwentnych postępów na Ukrainie. Od
momentu objęcia przez Donalda Trumpa
fotela prezydenckiego w USA na
niekorzyść Kijowa zmienił się też układ
międzynarodowy, w którym umiarkowanie
sprzyjająca Ukrainie administracja
Bidena, zastąpiona została chaotyczną i
momentami jawnie wrogą Zełeńskiemu
kancelarią Donalda Trumpa. Równolegle
Rosjanie stale przezbrajali kolejne
ustawienia własnej gospodarki na tryb
wojenny, sukcesywnie angażując coraz to
większe siły witalne państwa federalnego
w wysiłek wojenny. Stąd też argumenty za
obroną tezy postawionej w tytule muszą
być równie tradycyjnie by dostrzec to co
najważniejsze należy rozszerzyć
perspektywę i spojrzeć na całość zlotu
ptaka. Masowe uderzenia dalekiego
zasięgu, łamiąca się gospodarka,
niezadowolone społeczeństwo i w końcu
zastygający front, w którym Ukraina
małymi kęsami odgryza się na jeźdźcy.
Istnieją przesłanki stojące za tym, że
wahadło tej wojny ponownie zmienia swoją
trajektorię. Zapraszam na raport lat 20.
Cześć, tu Hubert. Zwykle nie pokazuję
się wam na kanale, ale mam dzisiaj ku
temu dobry powód. Po raz pierwszy od
powstania GTBT stworzyliśmy kilka
własnych autorskich produktów. Koszulki,
bluzy oraz kubek. To nieduża limitowana
seria stworzona z myślą o osobach, które
oglądają nas od dłuższego czasu, lubią
nasze materiały i chciałyby mieć coś
związanego z kanałem. Część wzorów jest
klasyczna. Część jest wzorowana na
estetyce
legendarnych linii lotniczych Panam.
Ubrania powstały w lokalnej
podlubelskiej szwalni z dobrej jakości
materiałów. Seria jest limitowana i nie
planujemy jej wznawiać, także jeśli ktoś
chciałby być częścią pierwszego w
historii dropu GTBT, to zapraszam na
sklepgt gtbt.com.
Każde takie zamówienie realnie pomaga
nam utrzymywać kanał na wysokim poziomie
i pozostawać niezależnym. A i
zapomniałbym dodać, że nagrałem też
ostatnio długie, prawie na dwie godziny
Q&A. pierwsze w historii kanału, w
którym opowiadam trochę o kulisach
powstawania, o ludziach, którzy ten
projekt tworzą, o szczegółach
technicznych i innych rzech, które was
nurtowały. Także jeżeli ktoś miałby chęć
zobaczyć taki materiał, to zapraszam
również na kanał. A teraz przejdźmy do
odcinka.
Przejdziemy przez ten odcinek podążając
logiką przyczynowoskutkową, która
pozwoli nam zidentyfikować kluczowe
determinanty dla obecnego przebiegu tej
wojny.
Uderzenia dalekiego zasięgu. Wysunięta
pięść Ukrainy. Przypomnijmy sobie
pierwsze miesiące tej wojny. Heroiczna
obrona Kijowa i fiansko-rosyjskiego
oblężenia. Przejście z defensywy do
ofensywy i odbicie wielkich połaci
Charkowszczyzny i Hersońszczyzny.
Później przygotowania do ukraińskiej
ofensywy roku 2023,
a następnie bunt Prigorna. Ukraińcy byli
na fali i wiele wskazywało na to, że ta
wojna może szybko się skończyć. i być
może skończyłaby się, gdyby taka była
żelazna wola najważniejszego sojusznika
Ukrainy, Stanów Zjednoczonych Ameryki,
które miały wszystkie karty, aby przy
delikatnym pchnięciu dokończyć dzieła
zniszczenia. Amerykanie jednak obawiali
się spektakularnej klęski Federacji
Rosyjskiej, która mogła przeistoczyć to
nuklearne do niedawna mocarstwo w
bezkresny obszar chaosu i bezprawia. To
w oczach Waszyngtonu była gorsza
perspektywa, której nie usprawiedliwiało
potencjalne szybkie zwycięstwo Ukrainy.
Skąd taki wniosek? Przykładów jest całe
mnóstwo. Chociażby jawne zarządzanie
wojną, stopniowym cedzeniem pomocy
militarnej oraz zakresem nakładanych na
Rosję sankcji. Gdyby Ukraińcy od razu, w
marcu i w kwietniu 2022 roku zaczęli
dostawać to, co kropelkowo spływało do
nich w trakcie kolejnych trzech lat, a
Rosja od razu obłożona była nawet
obecnym stanem dalej niedoskonałych
sankcji, to najpóźniej w drugiej połowie
2023 roku byłoby już najpewniej po
sprawie. Paradoks polega na tym, że
nawet i bez tego mogłoby się udać.
Bowiem najbardziej jaskrawy przykład tej
polityki stanowił wyraźny zakaz
Waszyngtonu dla militarnego
wykorzystania przez Kijów największego
momentu politycznej słabości Rosji
podczas tej wojny, a nawet w ostatnich
dziesięcioleciach rebeli Prigorzyna.
Gdyby Ukraińcy mieli wówczas zielone
światło na zmasowane ataki, włączając w
to terytorium federacji, wówczas
rzeczywistość mogła być całkowicie inna.
Ukraińcy dostali czerwone światło.
Ukraińska kontrofensywa z wielu powodów
okazała się fiaskiem. Prigorzyn spadł z
wysokości 10000 m, a od tego momentu
stroną przeważającą stała się Federacja
Rosyjska. Te zdarzenia, jak i wiele
innych okazały się brutalną, lecz
konieczną lekcją dla kijowskich władz.
Szukajmy wsparcia, zabiegajmy o sprzęt i
funduszy, ale krytycznie ważne jest to,
by nasz los spoczywał w naszych rękach.
Nie zdawajmy się na łaskę pańską, która
na pstrym koniu jeździ i w momencie
próby może okazać się, że pan chce
zrealizować swoje własne, różne od
naszych interesy. Mogliby
retrospektywnie powiedzieć Ukraińcy.
Musieli oni zatem spojrzeć na planszę i
zastanowić się, okej, co musimy zrobić,
jeśli chcemy pokonać Rosję, pozbawić ją
środków do prowadzenia wojny. No dobrze,
a co zapewnia jej podstawę
funkcjonowania? przemysł eksportu
węglowodorów, gazu i przede wszystkim
ropy. Całościowo jego udział według
najbardziej kompleksowych analiz sięga
nawet 60% budżetu federacji. Ale co
możemy zrobić? Najłatwiejsze byłyby
sankcje i będziemy lobować za ich
zacieśnianiem, ale realnie nie mamy na
to większego wpływu. Co za tym możemy
zrobić? Spalić rafinerię. To oczywiście
fikcyjny dialog, ale dobrze oddaje tok
rozumowania ukraińskich decydentów.
Ukraina poprawnie zlokalizowała środek
ciężkości Federacji Rosyjskiej i
postanowiła uderzyć w ten czuły punkt.
Było to wielce rozbudowane
przedsięwzięcie, bo wymagało najpierw
określenia całej strategii dojścia od
konceptu do realizacji. Wymagało
zaprojektowania, stworzenia łańcuchów
logistycznych, a następnie postawienia
masowej produkcji dronów, krótkiego,
średniego i dalekiego zasięgu. Trwało to
latami, jednak w końcu Kijów doszedł do
poziomu pełnej operacyjności. Punktem
przełomowym była jesień 2025 roku, która
przyniosła pierwszą falę zmasowanych
ataków na rosyjskie rafinerie. Wówczas
skala ataków była tak duża, że momentami
procent wyłączenia z użytku rafinerii
wynosił 40% całościowego wolumenu.
Oczywiście Rosjanie w pocie czoła
starali się te wszystkie instalacje
naprawiać i dalej to robią. Jednakże
wówczas wydarzyło się coś krytycznie
istotnego. Ukraińcy przemienili rzekomy
największy atut Federacji Rosyjskiej w
jej największą słabość. To cytat z
września 2025 roku. Rosjanie nawet
posiadając większe zasoby obrony
przeciwlotniczej zwyczajnie nie są w
stanie zabezpieczyć wszystkich
kluczowych obiektów na terenie swojego
państwa. Tym bardziej, że niemal
wszystkie znajdują się w promieniu 1000
km, który Ukraińcy są w stanie okryć
swoim ogniem. Dlatego nawet jeśli Kijów
widzi, że punkt A jest teraz mocniej
obsadzony i atak przyniesie ograniczony
rezultat, to jest w stanie uderzyć w
punkty od B do Z, a Rosjanie będą zawsze
zaskoczeni. Rafinerie, przepompownie,
terminale, zakłady przemysłowe,
militarne, chemiczne, tankowce, bazy i
magazyny. Lista celów jest
nieograniczona włączając w to miasto
cara. Omówmy sobie to w konkrecie na
przykładzie ostatnich dni.
W nocy z 16 na 17 maja Ukraińcy
przeprowadzili największy zmasowany atak
dronowy na stolicę federacji Moskwę.
Rosyjski mon stwierdził, że w ciągu 24
godzin zestrzelono 1054 ukraińskie
drony. Ameroskwy Sergiej Sobianin mówił
o 81 dronach strąconych tylko przez
obronę powietrzną stolicy. Oczywiście
atak nie był wyizolowanym strzałem, ale
częścią większej trwającej miesiącami
kampanii uderzeń dalekiego zasięgu na
państwo rosyjskie. Ostatni raport
wyemitowaliśmy 24 kwietnia i od tego
miejsca teraz zacznijmy aktualizację
naszej listy. 25 kwietnia ukraiński
sztab potwierdził uderzenie w budynki na
terenie arsenału Kedrka należącego do
głównego zarządu
rakietowo-artyleryjskiego Rosji, czyli
Grau w obwodzie swierdowskim. Tego
samego dnia doszło również do jednego z
najbardziej spektakularnych uderzeń tego
okresu. Ukraińskie drony zaatakowały
lotnisko Szagol w obwodzie czelabińskim
około 1700 km od granicy Ukrainy. Według
ukraińskich źródeł uszkodzone zostały
między innymi samoloty SU57 i SU34. Trzy
dni później 28 kwietnia obserwowaliśmy
kolejne uderzenie w rafinerię Tuapse w
kraju krasnodarskim. Ten obieg w
ostatnich tygodniach wielokrotnie stawał
się celem ukraińskich ataków, a po
wcześniejszych uderzeniach już
wstrzymywano produkcję. 29 i 30 kwietnia
to z kolei ataki na infrastrukturę
naftową w Permie i Orsku. W pierwszym
przypadku chodziło o stację
przesyłowo-dypozytorską
Transnieftu pod Permem. Natomiast w
Orsku trafiono w rafinerię Orsk Nefteor
Syntees, jeden z większych rosyjskich
zakładów tego typu. 30 kwietnia uderzyno
także w zakład imienia Swierdłowa w
Dzierżyńsku. To jeden z największych
rosyjskich producentów materiałów
wybuchowych. Według komunikatu zakład
wyposaża między innymi amunicję
artyleryjską, lotniczo głowice
przeciwpancerne i bomby odłamkowące,
które Rosjanie później przerabiają na
bomby szybujące. Tego samego dnia
ukraińskie drony morskie uderzyły
również w rosyjskie jednostki
ochraniające rejon mostu Kerczyńskiego.
Według doniesień trafiony został między
innymi przeciwdywersyjny kuter projektu
21980
gracza Nok, a późniejsze raporty mówiły
o dziewięciu zabitych członkach załogi i
dwóch rannych. To ważne, bo pokazuje, że
Ukraina nie tylko uderza w
infrastrukturę lądową, ale
systematycznie narusza również rosyjską
kontrolę nad zapleczem morskim Krymu.
Kilka dni później nastąpiła kolejna
większa fala. 3 maja Reuters raportował
duży ukraiński atak na port Primorsk nad
Bałtykiem. To jeden z najważniejszych
rosyjskich terminali eksportu rąby.
Według ukraińskiej strony uszkodzenia
objęły infrastrukturę portowo-naftową, a
także jednostki pływające, w tym mały
rosyjski okręt rakietowy klasy Karakurt.
Równolegle zaatakowano także tankowce
floty cieni w porcie Noworosyjsk. W tym
miejscu warto zaznaczyć, że Ukraińcy
prowadzą także kampanię tak zwanych
średnich uderzeń na dystansie około 30
do 180 km za linią frontu. Celem są
radary, systemy obrony przeciwlotniczej,
łączność, magazyny, logistyka i duże
pojazdy. Reuters opisywał, że właśnie te
uderzenia mają coraz większe znaczenie,
bo rozbijają rosyjskie zaplecze
operacyjne i otwierają drogę dla ataków
głębszych na rafinerię, zakłady
przemysłowe i infrastrukturę wojskową.
Przykładowo 5 maja ISW raportowało o
uderzeniach między innymi w systemy
Pancir S1 w obwodzie briańskim, składy
paliw i magazyny materiałowo-techniczne
w okupowanym Dowrzańsku, magazyn
artylerii pod Nowoseliwką, logistykę w
Doniecku, magazyny dronów i amunicji
oraz radar casta 2E w obwodzie
zaporąskim. Warto o tym pamiętać. Za
dużymi medialnymi ciosami w duże zakłady
stoją dziesiątki czy nawet setki ataków
o mniejszej skali. Wróćmy do uderzeń
dalekiego zasięgu. W nocy z 4 na 5 maja
Ukraina uderzyła w rafinerię Kirishi w
obwodzie leningradzkim, jedną z
największych rafinerii w Rosji. Według
ukraińskich i zachodnich źródeł zakład
miał wstrzymać przerób po uszkodzeniu
części instalacji. Tego samego dnia
ukraińskie pociski Flamingo i drony
uderzyły w zakład w Narg w Czeboksarach.
To obiekt szczególnie ciekawy, bo jest
powiązany z rosyjskim kompleksem walki
radioelektronicznej i komponentami
używanymi między innymi w szahedach
iskanderach oraz modułach do bomb
kierowanych. W nocy z 6 na 7 maja doszło
z kolei do bardzo intrygującego ataku na
Morzu Kaspijskim. Ukraiński sztab
generalny ogłosił, że trafiono mały
okręt rakietowy projektu 22800 Karakurt
w rejonie bazy morskiej Kaspijsk w
Dagestanie. Co więcej, nie był to
jednorazowy incydent. W maju 2026 roku
na Kaspiu trafiono aż pięć rosyjskich
jednostek. W nocy z 6 na 7 maja
Karakurta. W nocy z 14 na 15 maja
kolejny mały okręt rakietowy i trałowiec
w bazie flotyli Kaspijskiej w Kaspińsku.
A w nocy z 16 na 17 maja okręt Straży
Granicznej FSB projektu 10410 Sietlak
koło Kaspijska. Wbrew pozorom może
kaspijskie, mimo że zamknięte
geograficznie, również jest istotnym
obszarem dla ukraińskiego teatru
wojennego. Kaspi jest bowiem bezpiecznym
tyłem dla ataków rakietowych, a
Karakurty to platformy odpalania
kalibrów na Ukrainę. Stąd też również
znajdują się wysoko na liście
potencjalnych celów NZU. Idźmy dalej. 8
maja SBU poinformowała, że jej centrum
Alfa ponownie uderzyło w rafinerię
permską i stację przesyłową pod Permem.
Trzeci raz w ciągu dwóch tygodni. Widać
tu charakterystyczną metodę. Ukraina
wraca do tych samych obiektów, próbując
nie tylko wywołać pożar, ale faktycznie
utrudnić lub zatrzymać ich pracę. W tym
samym okresie potwierdzono także
uderzenia w briańskie zakłady chemiczne
w Sielcu. To kolejny element rosyjskiego
kompleksu wojskowo-przemysłowego
powiązany z produkcją materiałów
wybuchowych. 13 maja ukraińskie drony
dosięgły zaś trzech ważnych obiektów
energetycznych. terminalu Taman Taman
Neft Gaz na wybrzeżu Morza Czarnego,
Rafinerii Jarosław Sławniewt oraz
Astrahańskiego Zakładu Przetwarzania
gazu Gazprom. W nocy z 14 na 15 maja
ukraińskie siły systemów bezzałogowych
przeprowadziły masowy rajd, w którym
według dowódcy tej formacji Roberta
Madziara Browdiego, wykonano 55 uderzeń
na 23 rosyjskie cele wojskowe. Wśród
najważniejszych trafień wymieniono
rzadki amfibijny samolot B200,
śmigłowiec morski K27, system OPL TOR
M2, system Pancr S1, a także statek z
amunicją w okupowanym Berdiańsku. W tej
samej nocy ukraińskie drony uderzyły
również w rafinerię Riazin, jedną z
największych w Rosji, o mocy przerobowej
około 17 milionów ton ropy rocznie. To
ważny obiekt, bo produkuje benzynę,
diesel i paliwo lotnicze, a więc paliwa
bezpośrednio istotne dla rosyjskiej
armii. 16 maja doszło do ataku na
niewinomysk azot w kraju stawropolskim.
To jeden z największych rosyjskich
producentów nawozów i chemikaliów, ale w
praktyce również obiekt dualuse, bo
amoniak i azotan amonu są wykorzystywane
w produkcji materiałów wybuchowych i
amunicji artyleryjskiej. Natomiast w
nocy tego dnia nastąpiła wspomniana
wcześniej wielka operacja moskiewska.
Według ukraińskiej strony trafiono
między innymi w moskiewską rafinerię
naftową, stację pomp Solneczno-Gorowska
i Wolodarska oraz zakład półprzewodników
Angstrem w Jelenogradzie. Angstrem jest
szczególnie ważny, bo według SBU
produkuje mikroelektronikę i komponenty
dla rosyjskiego kompleksu
wojskowo-przemysłowego.
Na Krymie uderzono również w lotnisko
Belbek, gdzie celem były elementy
rosyjskiej obrony powietrznej i
infrastruktury lotniskowej. Kolejne dni
to rafinerie Syzrań i Norsi oraz zakład
ponownie Niewinomyski Azot w kraju
staolskim. To wszystko wydarzyło się 20
maja. 22 maja to atak na terminal SES
Haris w Noworosyjsku oraz zakład Metafrx
Chemicals w kraju perymskim. Zaznaczmy,
że mapa widoczna na ekranie pokazuje
tylko główne uderzenia i na pewno jest
niepełna oraz że składają się na nią
ataki tylko z ostatniego miesiąca.
Strategiczny efekt jest taki, że od
początku tego roku Ukraina podwoiła
liczbę uderzeń na rosyjskie rafinerie.
Jak czytamy za agencją Reutersa, cytat:
"Ogółem od stycznia 35 instalacji
destylacji pierwotnej o łącznej
wydajności ponad 390 000 ton metrycznych
dziennie, czyli 2 850 000 baryłek
dziennie. Zostało wyłączonych z
eksploatacji z powodu uszkodzeń
spowodowanych przez drony lub związanych
z tym zakłóceń". Dla porównania w
okresie od stycznia do maja zeszłego
roku wyłączono 12 instalacji o łącznej
wydajności ponad 187 000 ton. No dobrze,
ale ktoś powie, że na Ukrainę spada
równie dużo, jeśli nie więcej środków
powietrznego napadu i będzie miał rację.
bowiem atak na Moskwę był niejako
odwetem za rosyjskie ataki na Kijów z
dni 131 maja, w którym zginęły co
najmniej 24 osoby. Tylko w dniach 13 i
14 maja Rosjanie użyli 1567
dronów i 56 rakiet różnych typów. W nocy
z 23 na 24 maja Rosjanie dokonali
kolejnego wielkiego ataku, tym razem z
użyciem między innymi rakiety Oresznik.
A mimo to błędem byłoby zrównywanie
pozycji obu stron. A kluczowa staje się
tutaj asymetria celów, motywów i
trajektoria trendów. Pierwszy argument
jest oczywisty. Rosja przystępowała do
tej wojny posiadając kolosalną przewagę
w każdej domenie. Sam fakt, że raz wojna
trwa 4ter lata, a dwa po tych czterech
latach ofiara jest w stanie dokonać
saturacyjnego ataku na Moskwę i dzień w
dzień bombardować całe państwo jest
całkowicie kompromitujący dla Kremla. Po
drugie, atak tysiąca dronów na Kijów i
atak tysiąca dronów na Moskwę nie może
być wyceniany tak samo. Ukraina jest
stroną walczącą o przetrwanie. Robi
wszystko, by nie dać się zniszczyć, by
tysiące poległych nie oddało swojego
życia na darmo. Rosja jest stroną
atakującą. Każdy taki atak ma skłonić
ofiarę do kapitulacji, ale alternatywa
dla ofiary, to jest poddanie się, jest
znacznie gorsza. Dlatego też rosyjskie
ataki mimo tragedii niewinnych ofiar nie
zmieniają drastycznie balansu wojny. W
przeciwieństwie do ataków ukraińskich,
których przez długie miesiące wojny nie
było wcale, a teraz nie dość, że się
pojawiły, to stają się nową szarą
codziennością. W końcu po trzecie
kampania dalekich uderzeń byłaby dla
Kremla łatwiejsza do wytłumaczenia,
gdyby dało się ją wprost powiązać z
aktywnością NATO. Oto cytat. Tępi
Ukraińcy jedynie naciskają guzik i leci.
A Rosję atakuje cały zachód. Fakty są
jednak inne. Ukraińcy sami
zaprojektowali, wyprodukowali i wysyłają
wszystkie te drony. Owszem, z pewnością
mogą liczyć na pomoc techniczną,
komponentową, geolokalizacyjną czy
finansową, choćby ze strony Unii. Jednak
nikt im nie odbierze tego sukcesu. A
zatem Ukraina zmieniła sytuację niemal
całkowitej rosyjskiej dominacji w
domenie ataków z powietrza, szczególnie
dalekiego zasięgu w niemalże uderzeniowy
parytet. To olbrzymi sukces. Wysunięta
pięść Ukrainy sięgnęła rosyjskiego
policzka i teraz wymierza mu regularne
ciosy. Żaden z nich pojedynczo nie jest
ciosem nokautującym. Jednak skumulowany
efekt coraz bardziej osłabia szczękę
rosyjskiego kolosa.
Dwa. Ekonomiczna zapaść. Przeniesienie
środka ciężkości wojny na zwykłych
Rosjan. Gospodarczych indykatorów za
tym, że jest źle jest całe mnóstwo. Sam
fakt, że ponad 40% budżetu federalnego
musi iść na wojnę, mówi sam za siebie.
Sam budżet też jest coraz trudniejszy do
modelowania, ponieważ jego główna
składowa wpływy z ropy sukcesywnie od pi
lat nurkuje, podążając za spadającą ceną
ropy, utrudnieniami sankcyjnymi oraz od
kilku miesięcy za, cytat ukraińskimi
sankcjami uderzeniowymi. W efekcie
deficyt krajowy za pierwsze cztery
miesiące tego roku zdążył już
przekroczyć roczny cel o 50%. Oczywiście
wojna z Iranem spadła Kremlowi jak manna
z nieba i zapewnia nieoczekiwany wzrost
wpływów. Według Reutersa wpływy za maj z
tego tytułu mają być wyższe o blisko 40%
rok do roku. To sporo, ale po pierwsze
za pierwsze ctery miesiące wpływy te
dalej są niższe o 1/3 rok do roku. I po
drugie, tak jak mówiliśmy w poprzednich
odcinkach, by ten efekt zasługiwał na
miano strukturalnego. Ceny ropy
musiałyby się utrzymywać na wysokim
pułapie przez rok albo i dłużej. Póki co
Moskwa ku swojej uciesze otrzymała
kolejne, trzecie już miesięczne
wyłączenie spod amerykańskich sankcji.
Strukturalna zapaść ekonomiczna widoczna
jest jednak dzisiaj w każdym obszarze
funkcjonowania państwa. Trendy te na
bieżąco śledzi Jewgien i Strebin.
Spójrzmy teraz na kilka przygotowanych
przez niego wykresów bazujących na
oficjalnych danych rosyjskiego
ministerstwa finansów. Pierwszy wykres
przedstawia wolumen rosyjskich obligacji
federalnych OFZ w obiegu. Innymi słowy,
dług zaciągany przez rosyjski rząd na
rynku krajowym w Rublach. Jego skokowy
wzrost rozpoczął się w 2023 roku. Dla
porównania tu możemy zaobserwować tempo
przyrostu w kolejnych latach. Każdy
kolejny rok oznacza przyspieszenie
emisji. Rosjanie widząc trudną sytuację
gospodarczą zaczynają bardziej ufać
swojej skarpecie niż bankom. Na tym
wykresie widzimy tempo wypłaty środków z
rosyjskich banków przez Rosjan. 2024
skończył się na plusie. 25 to 800
miliardów rubli na minusie. W 26 wypłaty
przekroczyły ten próg już w maju.
Jednocześnie banki zmuszone są
utrzymywać płynność pożyczając gotówkę
od banku centralnego przez tak zwane
repo. Co widzimy tutaj? Generalnie
chodzi o to, że Rosja emituje coraz
więcej obligacji, żeby finansować
deficyt i wojnę. Banki kupują te
obligacje, więc zmieniają płynne ruble
na papiery skarbowe. Potem jednak
brakuje im gotówki, więc zastawiają te
same obligacje w banku Rosji i biorą rą.
Ale gdy system się nie spina, banki
zaczynają mieć dziurę płynnościową. Przy
wysokich stopach procentowych, obecnie
14,5%
odzwierciedlającą realną inflację,
kredyt jest drogi. Firmy i gospodarstwa
mają coraz większy problem z rolowaniem
długu, a banki ostrożniej pożyczają
sobie nawzajem. Wtedy bank Rosji musi
być hurtowym dawcą płynności. To jest
niebezpieczne, bo taki mechanizm zamyka
gospodarkę w pętli wojennego
finansowania. Państwo pożycza coraz
więcej. Banki kupują dług państwa, przez
co tracą płynność, a potem bank
centralny musi im tę płynność
dostarczać. Formalnie system działa, ale
działa coraz bardziej dlatego, że jeden
państwowy zapis księgowy jest zamieniany
w kolejny. Bankom nie opłaca się
pożyczać konsumentom, skoro mają wysoko
oprocentowane obligacje. To zmniejsza
popyt, inwestycje, miejsca pracy i tak
dalej. Po drugie, rośnie koszt obsługi
długu, bardzo drogiego długu. Dla
porównania stopa w Polsce to obecnie
3,75%.
Banki uzależniają się od państwa, a w
praktyce system bankowy zaczyna
przypominać zamknięty obieg Ministerstwa
Finansów. Problemy budżetowe, kryzys
sektora bankowego oraz dostosowanie
wszystkiego pod wojnę naturalnie kładzie
się cieniem na całej gospodarce państwa
moskiewskiego. Oprócz wspomnianego
deficytu, który jest największy od 1996
roku, rosyjska gospodarka po raz
pierwszy od trzech lat zanotowała
kwartalny spadek PKB o 3%. 12 maja
wicepremier Aleksander Nowak ogłosił
obniżenie prognozy wzrostu PKB na cały
ten rok z 1,3%
do 0,4.
Władze same przyznają, że kraj jest w
stak Francji. To między innymi dlatego,
że zyski rosyjskich firm w styczniu i
lutym tego roku spadły aż o 33% rok do
roku, a to generuje wzrost
niewypłacalności firm wobec fiskusa i
kontrahentów. Skala niewypłacalności
sięga 100 miliardów dolarów. Jest
najwyższa od kryzysu roku 2008. Rosyjska
gospodarka zaczyna przypominać łańcuch
firm, które formalnie działają, ale
realnie coraz częściej wiszą sobie
nawzajem pieniądze. Jedna firma nie
płaci drugiej, druga trzeciej, a trzecia
fiskusowi. Widać to dobrze na
konkretnych sektorach. Zapaści doznaje
sektor budowlany notując spadki 30% rok
do roku. A to dlatego, że sprzedaż
mieszkań notuje podobne spadki. Sektor
węglowy. Straty netto rosyjskich
kompanii węglowych wzrosły pięciokrotnie
rok do roku do poziomu 300 milionów
dolarów. Udział nierentownych spółek
sięgnął 61% wobec 53% rok wcześniej. 62
przedsiębiorstwa są na minusie, z czego
20 już zatrzymało wydobycie. W
metalurgii zysk sever stali spadł
370okrotnie,
praktycznie do zera. Jeszcze gorzej
przędzie NLMK, największy producent
stali w Rosji, który zaraportował za
pierwszy kwartał stratę netto blisko 6
miliardów rubli, prawie pięć razy więcej
niż rok wcześniej. W segmencie
motoryzacyjnym sprzedaż Avto, producenta
Łady spadła o ponad 60%. Dyrektor
sprzedaży ATOZ Dmitri Kostromin
powiedział cytat: "Moim zdaniem są to
prawdopodobnie najgorsze styczeń i luty
w ostatnich 20 latach." Statystyk.
Producent ciężarówek Kamas raportuje
podobne wyniki. Ogólnie sprzedaż nowych
aut osobowych w Rosji spadła w zeszłym
roku o blisko 16% po dwóch latach
odbicia. Dobrym barometrem mobilności
całej gospodarki jest kolej. Pokazuje
realny ruch węgla, stali, ropy,
materiałów budowlanych. Tymczasem
Reuters podał, że w lutym tego roku
przewozy kolejowe spadły o 3% rok do
roku, a w całym zeszłym roku wolumen
ładunków spadł o blisko 6% do
najniższego poziomu od 16 lat. Spadki
dotknęły między innymi węgiel,
metalurgię, budownictwo i sektor
naftowy. I znowu ktoś oskarży nas o
cherry picking, bo takie zestawienie
moglibyśmy również skompilować o
Ukrainie. Owszem, ale ponownie Ukraina
broni się przed śmiercią. Więc jej
trudna sytuacja gospodarcza jest równie
zaskakująca co śnieg w zimie.
społeczeństwo to akceptuje, bo nie ma
wyboru. Po drugie i być może ważniejsze,
strona ekonomiczna póki co nie stanowi
środka ciężkości wrażliwości wojennej
Ukrainy. A to dlatego, że ekonomicznie
Ukraina polega na własnej gospodarce
wojennej oraz na pomocy Unii
Europejskiej i państw sojuszniczych. To
dalej trudna sytuacja, ale daje
ekonomiczny buforijowi
zarządzić krajowym budżetem. Dla Unii,
mimo że ta geopolitycznie pozostaje
miałka, ta forma pomocy stanowi wygodne
rozwiązanie. Efektem są wiadomości takie
jak te o pożyczce wysokości bagatela 90
miliardów euro. To całkiem sporo, mimo
że dla Unii w skali jej całościowej
gospodarki są to orzeszki, konkretnie
pół% jednorocznego PKB Unii. A
pamiętajmy również o wsparciu krajów
takich jak Norwegia, Australia, Japonia
czy Kanada. Póki jest wola Zachodu do
utrzymywania Ukrainy, ekonomia nie
będzie stanowiła czynnika, który Kijów
pogrąży. Natomiast Moskwę może.
Moglibyśmy iść tak dalej, punkt po
punkcie. Gospodarka to system naczyń
połączonych i gdy jej tryby zaczynają
się zacinać, efekty rozlewają się we
wszystkie zakamarki funkcjonowania
państwa. A jeśli załamuje się
gospodarka, to nie tylko coraz trudniej
jest ci sfinansować wojnę, ale irytujesz
również tych, od których twoja władza
zależy, zwykłych Rosjan.
Społeczny marazm. Apatyczne
społeczeństwo znużone płaceniem za wojnę
o nic.
Część osób łudziła się, że to właśnie
rosyjskie społeczeństwo będzie tym
czynnikiem, który zatrzyma rosyjską
inwazję na Ukrainę jeszcze w 2022 roku.
I mimo pewnej ruchawki protestów na
ulicach grupy odważnych osób, Ruch nie
osiągnął masy krytycznej, a władze łatwo
ustawiły wszystkich do pionu. Natomiast
całe społeczeństwo przeszło w stan
domyślny. Apati. A co my możemy? A wina
leży po obu stronach? A po co na to się
rozszerzało? A zachód też bombardował.
tradycyjne formułki, które zna każdy z
nas. I owszem, o ile z perspektywy czasu
zryw wydawał się złudnym marzeniem, tak
nie można nie doceniać wagi przenoszenia
ciężaru wojny na terytorium Rosji.
Zarówno w wymiarze fizycznym, bomb i
dronów spadających na rosyjskie miasta i
zakłady, które zaczynają na wschód
transferować rzeczywistość, którą
Ukraińcy znają od lat, ale także w
wymiarze ekonomicznym. Rosja nigdy nie
stanowiła Eldorado. Życie tam,
szczególnie poza Moskwą, jest trudne.
Jednak do niedawna kontrakt społeczny
wydawał się stabilny i ludzie
akceptowali warunki przedstawione przez
władzę. Jednak Kreml sukcesywnie od
wielu miesięcy ten kontrakt zmienia,
obciążając ludzi kosztami wojny.
Oczywiście przyjmowanie takiego rachunku
jest kwestią indywidualną i zależy od
stopnia indoktrynacji czy poglądów
politycznych danej jednostki. Jednak
trend jest jednoznacznie negatywny. Co
zresztą pokazują publicznie dostępne
badania. Instytut FIOM w kwietniu
odnotował wśród Rosjan największy od
8śmiu lat wzrost niezadowolenia z
polityki wewnętrznej, zagranicznej i
gospodarczej Putina. Niespełnione
nadzieje na zakończenie wojny, blokady
internetowe oraz pogarszająca się
sytuacja gospodarcza wywołały w
rosyjskim społeczeństwie największy od
ośmiu lat wzrost niezadowolenia z
polityki rządu. Według wom odsetek
obywateli, którzy są ogólnie
niezadowoleni z polityki wewnętrznej
kraju osiągnął pod koniec kwietnia 36%
co stanowi najwyższy poziom od grudnia
2021 roku. Po raz pierwszy od początku
wojny liczba obywateli, którzy są
ogólnie niezadowoleni z polityki
wewnętrznej 36%, przewyższyła liczbę
osób ogólnie zadowolonych, 33%. W
rosyjskim społeczeństwie narasta
zmęczenie społeczne związane z wojną,
potęgowane przez niepewność co do
przyszłości. Zauważa socjolog Olek
Żurawlew. Oczywiście sprawa z rosyjskim
społeczeństwem jest trochę jak z tym
słynnym memem. Nie boli go to nasz
najtwardszy elektorat. Rosjanie dla
imperializmu swojego kraju są w stanie
znieść wiele. Ale czy wszystko?
Moglibyśmy po drodze zrobić jeszcze
kilka przystanków, w tym między innymi
nieuniknioną i postępującą wasalizację
Rosji przez Chiny, która została de
facto podkreślona podczas niedawnego
szczytu. Czy nieuniknioną zapaść
rosyjskiego modus operandii opartego na
paliwach kopalnych wraz z przechodzeniem
ludzkiej cywilizacji na odnawialne
źródła energii z naciskiem na słońce,
samochody elektryczne czy baterie.
Skupmy się jednak na naszym tu i teraz,
bowiem finalny efekt wymienionych
dotychczas czynników widzimy na planszy
najistotniejszej, froncie wojennym.
Front ostatecznym weryfikatorem.
Kampania północna wspomniana na początku
tego odcinka była punktem przełomowym
pierwszego etapu wojny. Marek Kozubel na
łamach książki Kijów Czernichów Sumy
2022 Klęska rosyjskiego blitzkigu.
Cytuję w tym miejscu byłego szefa CIA
Billa Bernsa, który mówił cytat: "Czysta
niekompetencja rosyjskiej operacji
wojskowej stała się jasna. Dowódcy
jednostek tak naprawdę nie rozumieli
jakie są ich cele. Kozubel dodaje też,
że zdaniem Joshua Rownera mieliśmy do
czynienia z nieudolnością Putina jako
stratega. Według niego w ostatnich
dekadach rosyjski tyran dopuścił się
szeregu błędów. Co istotne, nie uczył
się na nich i nie wyciągał potrzebnych
wniosków. Swoją drogą książkę Kijów
Czernichów Sumy 2022 autorstwa Marka
Kozubela serdecznie polecam. Tę książkę
jak i inne tytuły wydawnictwa nabędziesz
przez link w opisie z 35% rabatem po
użyciu kodu GTBT. Jednakże jak sam autor
wspomina cytat, Ukraińcy musieli jednak
stale przełamywać kolejne sztuczne
bariery formowane przez niezdecydowanych
europejskich i amerykańskich partnerów,
którzy często szukali byle pretekstu, by
wsparcie ograniczyć lub nie przekazywać
pewnych rodzajów uzbrojenia. I właśnie
między innymi dlatego przez większość
okresu od załamania ukraińskiej
kontrofensywy w 2023 roku mapa wojny
niemal nieprzerwanie pracowała na
korzyść Rosji. Kreml niemal miesiąc w
miesiąc odnotowywał dodatni bilans
terytorialny. Czerwony kolor posuwał się
powoli, ale konsekwentnie. Od momentu
niepowodzenia drugiej ukraińskiej
kontrofensywy Kreml mozolnie szedł do
przodu, momentami osiągając znaczące
przyrosty, choćby w momencie ofensywy
harkowskiej czy naporu drugiej połowy
zeszłego roku. Padały Wuchłedar, Poksk,
Julia i Pole. Choć zyski były względnie
powolne, sam trend był dla Kijowa mocno
niepokojący. Postępy Rosjan robiły się
coraz bardziej zauważalne, a przewaga
skali ludzkiej, przemysłowej czy
ekonomicznej rysowała coraz gorsze
perspektywy przed Kijowem. Tymczasem rok
2026 przyniósł dość raptowne zatrzymanie
tego trendu, co widzimy na tym wykresie
The Economist bazującym na danych ISW.
Do grudnia 2025 roku Rosja zdobyła Hulia
i pole. Węzeł logistyczny 80 km na
wschód od Wielkiego Zaporoża. Z
południowym frontem w dużej mierze
pozbawionym lasów lub fortyfikacji
miejskich droga w kierunku Zaporoża
wydawała się otwarta. W efekcie 29
grudnia zeszłego roku rosyjskie
dowództwo ogłosiło plany połączenia osi
Oriiv i Hulia Pole, aby ruszyć na
twierdzę Zaporoża. Jednak początek roku
przyniósł zmianę trajektorii. Wahadło
zaczęło się odwracać pod koniec stycznia
tego roku, kiedy Ukraina ruszyła z
kontratakami na osiandriwki i
Juliajpola. Nie była to wielka ofensywa
w stylu Charkowa 2022 roku. Raczej seria
zaplanowanych punktowych operacji, w
których ukraińskie oddziały zaczęły
odcinać wysunięte rosyjskie kliny,
czyścić szare strefy i odbijać kolejne
miejscowości. Operacja zbiegła się w
czasie z ograniczeniem rosyjskiego
dostępu do Starlinka na Ukrainie, co
według części analiz miało pogorszyć
rosyjską łączność i świadomość
sytuacyjną. Kijów miał też przesunąć na
południe bardziej doświadczone formacje
szturmowe, by wzmocnić oś J H J Huliaj
pole oexandrifka. Spójrzmy na liczby za
pierwsze cztery miesiące tego roku.
Styczeń był jeszcze okresem rosyjskiego
pchnięcia, które siłą inercji przełożyło
się na około 319 km² zysku terenowego
Moskwy. W lutym Rosja nadal była stroną
dominującą, ale jej bilans spadł do
około 123 km². W marcu front praktycznie
zamarł, a rosyjskie zyski stopniały do
zaledwie 23 km kw. Kwiecień był
natomiast miesiącem odwrócenia trendu.
Rosja straciła netto około 116 km²
kontrolowanego terytorium. Wygląda na
to, że w maju ten trend zostanie
podtrzymany i Ukraińcy znowu odzyskają
około 100 km kw terytorium. W całym
zeszłym roku Rosjanie zyskiwali średnio
około 10 km² dziennie. W pierwszych
czterech miesiącach tego roku ta średnia
spadła do niespełna 3 km kw. A jeśli
wyłączymy styczeń, ostatni miesiąc
rosyjskiej inercji, front jest
zasadniczo martwy. Od lutego do kwietnia
Rosja zyskała netto zaledwie około 30
km², czyli 0,34
km² dziennie. Jak to interpretować?
Ukraińskie kontrataki nie były duże, ale
systemowe. Co więcej, były prowadzone
według nowego modelu. Reuters
charakteryzował go jako model, w którym
drony są ściśle zintegrowane z piechotą
i grupami szturmowymi. W efekcie
Ukraińcy szybciej wykrywają rosyjskie
pozycje, niszczą małe grupy, izolują
wysunięte punkty, a następnie wchodzą
piechotą, by fizycznie odzyskać teren.
Znaczenie miała także utrata części
rosyjskich możliwości komunikacyjnych,
tym problemy z dostępem do Starlinka,
który zasilał działania dronowe i
łączność na niższych szczeblach, a nawet
zablokowanie przez Kreml dostępu do
komunikatora Telegram. Telegram przez
lata był dla rosyjskiego aparatu
wojskowego, mil blogerów i oddziałów
frontowych jednym z podstawowych
narzędzi nieformalnej komunikacji. Gdy
państwo zaczęło go coraz mocniej
ograniczać i kontrolować, rosyjski
system wymiany informacji mógł stać się
wolniejszy i mniej elastyczny. Do tego
dochodzą konsekwentne ukraińskie ataki
na bezpośrednie rosyjskie zaplecze,
magazyny, radary, systemy obrony
powietrznej, punkty łączności oraz
uderzenia dalekiego zasięgu w głębokie
źródła rosyjskiej siły, rafinerie,
zakłady chemiczne, przemysł zbrojeniowy
i infrastrukturę logistyczną. Jednym
słowem efekty punktu pierwszego z naszej
listy. A nie wspomnieliśmy w dodatku o
narastającej kampanii odcinania Krymu.
Most Kerczeński jest systematycznie
wyłączany z ruchu. Krym regularnie
ostrzeliwany. A ostatnio wybuchł tam
kryzys paliwowy, który wymagał
reglamentacji paliwa. Jak mawiał klasyk,
wojna to system, a Ukraińcy skrupulatnie
próbują trafać w każde potencjalnie
wąskie gardło tego systemu. Kiedy te
czynniki zaczynają się nakładać, drony,
piechota, problemy z łącznością,
uderzenia krótkiego, średniego i
dalekiego zasięgu, sabotaż logistyczny,
presja na przemysł i gospodarkę, to
efekt zaczyna być widoczny również na
najbardziej czytelnej warstwie tej
wojny. Na mapie Ukraina wyhamowała
rosyjski nabór. Pas fortec, czyli
Słowiańsk, Kramatorsk, Konstantynówka i
Druszkiwka wciąż się trzyma mimo
zintensyfikowanych rosyjskich szturmów.
Na północnym Donbasie w rejonie Łyman,
Słowiańsk i Dibrowa widać z kolei
lokalną ukraińską aktywność ofensywną.
Ukraińcy punktowo cofali rosyjskie grupy
w rejonach leśnych i przydrożnych,
szczególnie tam, gdzie Rosjanie
próbowali infiltracji. To oczywiście nie
jest wielka rekonkwista, ale też nikt
takiej nie oczekuje. Ważniejsze jest
przełamanie negatywnych trendów i
swoisty powrót do wojny na własnych
zasadach, na sile opartej o własne
zasoby wspartej przez europejską
gospodarkę. No dobrze, ale co nam to
mówi? Wszystko sprowadza się do
interpretacji trendów, ale nikt nie
posiada kryształowej kuli. Natomiast
powstaje w tym momencie pytanie, na kogo
rzecz czas w tym momencie rzeczywiście
pracuje? Dla kogo obecne trendy są
bardziej dotkliwe i zabójcze? Jeśli by
postawić to pytanie jeszcze 6 miesięcy
temu, odpowiedź byłaby jasna. To Ukraina
potrzebowałaby zatrzymać tę wojnę
natychmiast. Ale teraz nie chodzi o to,
że Kijów nie chce, by ta wojna się
skończyła. Taki jest przecież cel
obrony. Ale kluczowe są warunki, na
jakich miałoby się to skończyć. Czy
przyjęcie oddania obecnie okupowanych
terytoriów Rosji, zniesienie z Kremla
sankcji, zgoda na ograniczenie
ukraińskich sił zbrojnych, czy
akceptacja wszystkich tych warunków,
które przecież były bardzo realne
podczas rozmów pokojowych sprzed roku,
byłaby w tym momencie dla Ukrainy
koniecznością. Odpowiedź na to pytanie
może z każdym dniem postępu tychże
trendów przychylać Kijów do odpowiedzi
nie, bo przecież akceptacja pokoju na
niekorzystnych warunkach może tylko
stanowić gest wyciągniętej dłoni do
zmęczonego przeciwnika. Jednocześnie
Ukraina pozostając w wojennym ciągu,
nagle musiałaby się odnaleźć sytuacji, w
której nic nie jest rozstrzygnięte.
Miecz Damoklesa dalej nad nią wisi, a
jej masowa odbudowa i przyciąganie
zagranicznych inwestorów pozostawałaby
wątpliwa. Mówiąc wprost, gdyby dziś
Putin zgodził się na pokój, Kijów mógłby
poczuć pokusę odmowy. Choć nie oszukujmy
się, dalej mógłby być do tego pokoju
zmuszony, choćby groźbą całkowitego
zniesienia sankcji z Rosji przez USA,
bardziej prawdopodobne lub zatrzymaniem
wsparcia unijnego, mniej prawdopodobne.
Samym sukcesem jest jednak odwrócenie
trendu i zastanawianie się nad faktem,
której stronie pokój za wszelką cenę
jest bardziej potrzebny. Ponadto realny
układ sił mógłby i powinien oznaczać
lepsze warunki dla Kijowa. Na przykład
wysokie reparacje wojenne jako
niezbywalny warunek pokoju. Symbolem
obecnej sytuacji była ostatnia parada
zwycięstwa, którą rokrocznie z pompą i
przepychem Kreml organizuje w Moskwie.
Zwyczajowo był to pokaz siły militarnej
Federacji Rosyjskiej. Potężne systemy
rakiet balistycznych, tysiące sztuk
sprzętu wojskowego, lotnictwo i obrona
przeciwlotnicza. Wraz z trwaniem wojny
kolejne edycje wyglądały coraz
skromniej. Ratowano się wyciąganiem z
magazynów czołgów pasujących do
rekonstrukcji historycznej. W tym roku
sprzętów nie było żadnych. Puszczono
jedynie film na Telebimie. Zresztą po
paradzie Putin dość niespodziewanie
powiedział, że wojna na Ukrainie zbliża
się do końca. Oczywiście moskiewski car
słynie dość luźnego podejścia do
mówienia prawdy, jednak tutaj być może
faktycznie przemycił ziarenko prawdy.
Nie jest wykluczone, że Moskwa w rzeczy
samej utwierdza się w przekonaniu, że
kontynuacja tej wojny coraz bardziej
Moskwie ciąży. Pytanie jednak, czy
Ukraina oraz Zachód odda Moskwie ten
pokój bezkarnie. Obecne trendy
zwiastują, że niekoniecznie tak być
musi, a wojna na naszej wschodniej
rubieży jeszcze nie raz nas zaskoczy.
Partnerami kanału są XTB, aplikacja
inwestycyjna, Infact, faktury,
księgowość i XF w jednej aplikacji KFD,
polski producent suplementów diety i
żywności funkcjonalnej. Oponeo.pl. Zmień
opony na lepsze w 24 godziny.
Dziękujemy także naszym patronom,
których wsparcie umożliwia nam
tłumaczenie treści na wiele języków.
Niezmiennie również zachęcam do
wspierania akcji Paczki dla Ukrainy.
Ask follow-up questions or revisit key timestamps.
Odcinek analizuje zmieniającą się sytuację na froncie wojny na Ukrainie. Autor wskazuje, że dzięki zmasowanym uderzeniom dalekiego zasięgu w rosyjską infrastrukturę krytyczną (szczególnie rafinerie i przemysł zbrojeniowy) Ukraina zdołała zniwelować rosyjską przewagę powietrzną. Jednocześnie Rosja zmaga się z narastającymi problemami gospodarczymi, deficytem budżetowym oraz rosnącym niezadowoleniem społecznym. Wszystkie te czynniki doprowadziły do wyhamowania rosyjskich postępów na froncie, gdzie Ukraina skutecznie prowadzi kontrataki przy użyciu nowego modelu operacyjnego.
Videos recently processed by our community